POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ

Aktualność 2017.01.26

Zbiór  artykułów

Można przysyłać swoje dzieła na różne tematy. Całość redaguje J.G.

Spis treści "narastająco":

 

55 - Działalność w roku 2017 - Jerzy Ganszer

54 - Prace wykopaliskowe w Nad Kotlinach - lipiec 2016 r - Jerzy Ganszer

53 - Odlekczanie - Jerzy Ganszer

52 - Afera w Beskidach - Jerzy Ganszer

51 - Kronika wyprawy 1988 - Zdzisław Grebl

50 - Działalność roku 2015 plus tabela za 2014 i 2013 r. - Jerzy Ganszer

49 - Biały Kamień - Zalecenia Komisji Rewizyjnej - 2000r - Jerzy Ganszer

48 - Akcja do Nad Kotlin w 2015 r. - Klaudiusz Stępień

47 - Śmieci z Nad Kotlin - Jerzy Ganszer

46 - Rekordy SBB  2014 - Jerzy Ganszer

45 - Jaskinia Wielka Litworowa - Partie za Biwakiem - Jerzy Ganszer

44 - 45 - Lecie SBB - Jerzy Ganszer

43 - Polskie Karpaty Fliszowe - drugi rejon /po Tatrach/ występowania obiektów jaskiniowych w Polsce - Jerzy Ganszer

42 - Akcja w Jaskini Salmopolskiej K.Bs-04.23 2014.07.12- Jerzy Ganszer

41 - Akcja inwentaryzacyjno - eksploracyjna w Salmopolskiej 2014.05.31 - Jerzy Ganszer

40 - Eksploracja w Jaskini Salmopolskiej 2014.05.26 - Jerzy Ganszer

39 - Eksploracja w Salmopolskiej  - Prymula

38 - Biuro do Spraw Odśmiecania Jaskini Wielkiej Litworowej  - Jerzy Ganszer

37 - Rekordy SBB  w 2013 r. na podstawie sprawozdań klubowych - Jerzy Ganszer

36 - Pierwsze zimowe przejście Bańdziocha Kominiarskiego - sprawozdanie Lubomira Zawieruchy

35 - Podkowce małe w najwyżej położonych obiektach jaskiniowych Polski /stan 2013.11.04/ - Jerzy Ganszer

34 - Cmentarz Łemkowski - Zdzisław Grebl

33 - Grotołażenie - Marcin Freindorf         /wyjaśnienie od redakcji - opis akcji w Ptasiej Studni, za zgodą autora skopiowana ze strony autora "kliknij" akcja 2013.06.29/

32 - Wypowiedź Kazimierza Piekarczyka /2013.07.02/

31 - Krata - Jerzy Ganszer

30 - Ruch Jaskiniowy na Podbeskidziu - Jerzy Ganszer

29 - Przed otworem - Jerzy Ganszer

28 - Wyrażenie Woli - Zdzisław Grebl

27 - Działalność Speleoklubu Bielsko-Biała w 2012 r. - Jerzy Ganszer, Maciej Jeziorski - uzupełnienia

26 - Śmieci w Śnieżnej - 2012.11.04 - Jerzy Ganszer

25 - Wspinaczka na Gańczorce w Beskidzie Śląskim

24 - Wspinaczka na Górze Cieślar w Beskidzie Śląskim

23 - Książka i akcja klubowa na Piz Bernina 4049m

22 - Działalność Speleoklubu Bielsko-Biała w 2011 r. - Jerzy Ganszer

21 - Działalność Speleoklubu Bielsko-Biała w 2009 r. - Jerzy Ganszer

20 - Działalność Speleoklubu Bielsko-Biała w 2008 r. plus statystyki "globalne" - Jerzy Ganszer

19 - Wiosna, Alpy - sprzęt na turę narciarską - Jerzy Ganszer

18 - Działalność Speleoklubu Bielsko-Biała w 2010 r. - Jerzy Ganszer

17 - Witaj Jurku /o eksploracji w Austrii/ - Jadwiga i Mirosław Micherdzińscy

16 - Tytułomania - Jerzy Ganszer

15 - Spływ Dunajcem 2009 - Wacław Kosmowski

14 - Akcja ratunkowa  w Jaskini Śnieżnej 1976 r. - Edward Płaska

13 - List z Mombasy - Sławomir Kawecki

12 - Moja wspinaczka - Jenny Gruba

11 - Notatka o prusikowaniu - Jerzy Ganszer

10 - Studniczek - Jerzy Ganszer

9 - Eksploracja i inwentaryzacja Jaskiń polskich Karpat Fliszowych /2005-2006/ - Grzegorz Klassek, Tomasz Mleczek

8 - Jaskiniowa Baza Danych Polskich Karpat Fliszowych - Jerzy Ganszer

7 - Speleoklub Bielsko-Biała rok 2006 -  statystyki, wydarzenia, osiągnięcia - Jerzy Ganszer

6 - Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych - stan na 2005.09.23 - Jerzy Ganszer

5 - Podkowiec mały - najwyższe stanowiska jaskiniowe występowania tego ssaka w Polsce - Jerzy Ganszer

4 - Uwagi i zalecenia dla kierownika wyjazdu jaskiniowego w Tatry Polski organizowanego przez Speleoklub Bielsko-Biała - Jerzy Ganszer

3 - Przełęcz Mylna z nartami - Anna Smoter, Jerzy Ganszer

2 - Góra Trzy Kopce - Jerzy Ganszer

1 - Artykuł do Zacisku na 36-lecie Speleoklubu Bielsko-Biała, Zeszyt Kasowy 1969 - Jerzy Ganszer


55.

Działalność członków SBB na podstawie sprawozdań

wysokość na powierzchni  /m/ 8000                        
7000                        
6000                        
5000                        
4000                        
3000                        
2000
1000                        
2016   I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
głębokość pod ziemią /m/ 100                        
200
300                        
400                        
500                        
600                        
700                        
800                        
900                        
1000                        

Rekordy SBB  w 2016 r. na podstawie sprawozdań klubowych

Jaskinie:

Najniższe osiągnięte miejsce w jaskini - - 754 m - Jaskinia Wielka Śnieżna -  Jerzy Ganszer, Osoba o pseudonimie Lolo

Najwyższe osiągnięte miejsce w jaskini - Wacław Michalski, Maciej Waszek, Marek Martynek, Agnieszka B, Krzysztof Górski, Marcel Wajda

Największy trawers jaskiniowy w dół /deniwelacja między otworami/ - Wacław Michalski, Maciej Waszek, Marek Martynek, Agnieszka B., Krzysztof Górski, Marcel Wajda

Największy trawers jaskiniowy w górę /deniwelacja między otworami/ - Wacław Michalski, Maciej Waszek, Marek Martynek, Agnieszka B., Krzysztof Górski, Marcel Wajda

Najniższy /najwyższy/ biwak w jaskini - 473 m - Marcin Parys, Dariusz Rozmus, Marcin Płaszyński, Łukasz Piechocki, Jerzy Ganszer

Piechota, narty, rower:

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni - 5550 m - Kala Patthar i Chhukung Ri  - Adam Marcinków

Najwyższy osiągnięty szczyt pow. 2500 m i wybitności 100 m - - 5550 m - Kala Patthar i Chhukung Ri  - Adam Marcinków

Najwyższy biwak na powierzchni - Skoruszyna 1314 m - Jerzy Pukowski, Dariusz Rozmus, Marcin Parys, Marcin Płaszyński, Jakub Adamus, Karina Tomalik, Marek Sobański, Agnieszka B., Paweł Kasperkiewicz, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Magdalena Pacyna, Grzegorz Majka, Mariusz Majka, Jerzy Ganszer,  /14 osób/

Narty:

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni z nartami - 2653 m - Monte Sises /Włochy/ - Kazimierz Ślęk

Największe osiągnięte przewyższenie na nartach w jednym dniu - 1556 Łomnica - Krzysztof Gajny, Gabriela Gajny, osoba o pseudonimie Lolo, Jerzy Ganszer

Największa ilość członków klubu na akcji narciarskiej -  8 osób Gorce - Jerzy Pukowski, Kazimierz Ślęk, Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Honorata Kaczmarek, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski

Największa ilość członków klubu w akcji narciarsko-jaskiniowej - 2 osoby - Jaskinia Malinowska - Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer

Rower:

Najwyższe osiągnięte miejsce z rowerem - 1322 Rysianka -  Maciej Waszek

Największa ilość osób podczas akcji rowerowej - 6 osób - Beskid Niski  - Zdzisław Grebl,  Jakub Krajewski, Paweł Kasperkiewicz, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Honorata Kaczmarek, Błażej Nikiel

 

 

54.

Prace wykopaliskowe w Nad Kotlinach - lipiec 2016 r

Firma Explorer ufundowała 12 worów transportowych w celu wysprzątania rejonu Suchego Biwaku w Śnieżnej. Niżej podpisany zorganizował akcję kursową w celu szkoleniowym i porządkowym. Założenie było, że w Nad Kotlinach zbierzemy jeden wór, a w sumie załadowaliśmy siedem! Wory zostały zdeponowane w Wodociągu - reszta w Suchym Biwaku. Przy worach jest stosowna zachęta do wyniesienia z tym, że potem wór przechodzi na własność osoby wynoszącej. Poniżej bliższe obserwacje "archeologiczne"

W Nad Kotlinach zebrano między innymi: 10 płaskich baterii z drugiej połowy XX wieku, maselniczka kompletna - lata 80 XX wieku, jedną nową czołówka Myo XP z bateriami /na dnie Mokrej "40"/, kanister z białym proszkiem, wiele starych puszek, worki foliowe, trochę lin, jeden guzik, niedopałki papierosów, kilka tubek po mleczku skondensowanym, kilka nakrętek z tworzywa sztucznego. Artefaktów można zebrać więcej pod warunkiem posiadania odpowiedniego "chwytaka" o dł. 1,50 m. Prawdziwe eldorado znalezisk archeologicznych było dno "100" - tam w odkopanej szczelinie znaleziono dużo puszek i sporo płaskich metalowych talerzy z pokrywką /taka forma konserwy gotowej do jedzenia po otwarciu/. W tym rejonie znaleziono /rok prędzej/ niebieski "fakirek" /taki sandał z kolcami do masowania stopy/.

Na Suchym Biwaku śmieci były bardziej współczesne. Można założyć, że różne grupy wnoszą tam nieprawdopodobne ilości jedzenia potem nie są w stanie tego zjeść i zostawiają dla innych - a po pewnym czasie te produkty zamieniają się w śmieci!   Ponadto zlokalizowano tam sporo folii, stare "gromnice", sporo kubków, brudnych menażek, dużo części garderoby, stare rękawice itp.

Poniżej dodatkowe uwagi trochę nawiązujące do powyższej tematyki:

Przy Speleoklubie Bielsko-Biała jest Sekcja Acheologiczna działająca od ponad 25 lat

Przy Speleoklubie Bielsko-Biała jest Biuro do Spraw Oczyszczania Wielkiej Litworowej /chętnie przyjmująca nowych członków/ - i "występ" w Nad Kotlinach i Śnieżnej miał incydentalny charakter.

Przy drugiej przepinance w obejściu "100" od dołu są resztki starej sizalowej liny.

Kursanci, którzy uczestniczyli w akcji to: Dariusz Rozmus, Marcin Płaszyński, Marcin Parys i Łukasz Piechocki.

W trakcje "instalowania" pełnych worów grupa z Żagania wyniosła 4 wory /jeden porzucając w rejonie "100"/, a grupa z Łodzi wyniosła 1 wór.  /chwała im!/       

Końcowe rozważania:

Nie jest tak źle, na przestrzeni lat nie śmiecimy bardziej niż nasi ojcowie a akcje tego typu dobrze świadczą o nas samych i może właśnie wprowadzamy nowe standaty sprzątania jaskiń w połączeniu ze sponsorami worów. 

 

 

53.

Odlekczanie - rozwinięcie tematu - według Jerzego Ganszera

W Encyklopedii Speleologiki Praktikorium  http://www.speleoencyclopedia.com/ - jest napisane

odlekczanie
a. odciążanie sprzętu polegające na nawiercaniu otworów, skracaniu rękojeści, zakupie wyposażenia w wersji mini itp. itd. (na www.kktj.pl: Nowak)
b. potwór słowotwórczy w żargonie środowiska krakowskiego; poza lekceważeniem zasad obowiązujących w języku polskim konstrukcja słowa wskazuje na całkiem odwrotne znaczenie, czyli dociążenie (przedrostek "od" rozumiany jest jako odchodzenie od znaczenia słowa w temacie). (dla ESPol: Kulbicki)


Jako, że jestem zwolennikiem "totalnego odlekczania" poniżej przedstawiam kilka dość subiektywnych sformułowań.

Odlekczanie dzielimy na:

- strukturalne - ucinanie, modyfikacja, nawiercanie otworów

- logistyczne - nie zabieranie pewnych rzeczy

- globalne - kupowanie lżejszych /nie zawsze lepszych/ rzeczy

- zamienne - zastępowanie kilku rzeczy jedną / na przykład zamiast zabierać aparat, telefon komórkowy i GPS - wystarczy smartfon/

- medyczne - czyli usuwanie niepotrzebnych części ciała /tłuszczu, włosów, zębów mądrości, "lewatywa" itp ..../

Literatura dotycząca tematu:

Kazimierz Piekarczyk - Ideologia odciążania - Interklubowy Aperiodyk nr 4 - 2005r. str. 9    

Kazimierz Piekarzyk - Odciążanie - czyli: Po co nosić zbędną masę? - Interklubowy Aperiodyk nr 3 - 2004r. str. 7

Kazimierz Piekarczyk - Odciążanie część II - Interklubowy Aperiodyk nr 2 - 2004r. str.7-8

Kazimierz Piekarczyk - Odciążanie część - Interklubowy Aperiodyk nr 1 - 2003r. str. 14

Jerzy Ganszer - O "Odlekczaniu" - Czyli Jak to Robi Włodzimierz Porębski - Zacisk 17 - 2000 r. - str. 25

Mike Clelland - Sztuka Minimalizmu w Podróży - Warszawa 2016 /Sklep Podróżnika/

 

52.

Afera w jaskiniowa Beskidach

Sprawa dotyczy Schronu Ratowników K.Bs-04.107 na Stołowie w Beskidzie Śląskim.

Dane z Bazy Danych SBB- dokładnie z Dokumentów Internetowych 2008.11.16. :

Data odkrycia 2008.10.03 podczas szkolenia GOPR z ratownictwa jaskiniowego - wiadomość przekazał Ryszard Głowacki

Dane z Bazy PIG - pod nazwą "błędną" - Dziura w Stołowie II K.Bs-04.16:

"Schron został odkryty w 23.08.2008 r. przez Cz.Szurę, M.Procnera, G.Szalbota, H.Handzlika, B.Juroszka podczas działań eksploracyjnych /.../"

Aby wprowadzić pewien porządek w Bazie SBB jest poniższa uwaga - obiekt tożsamy z Dziurą w Stołowie II K.Bs-04.116X - jako, że prędzej zaistniał w literaturze przyjęto zasadę o "pierwszeństwie". Przyjęto dł. 3,60 m z danych PIG-PIB dot. jaskini Schron w Stołowie II K.Bs-04.116X

"X" - oznacza, że obiekt "formalnie" jest skreślony z listy

Jako, że w Beskidach nie istnieją żadne zasady normujące działalność eksploracyjną - tego typu sytuacje będą się powtarzać częściej.   

Powyżej widać, jaką istotną funkcje spełniać może Baza Obiektów Jaskiniowych Polskich Karpat Fliszowych /Baza SBB/ 

Czyli /zakładając, że większość populacji czytających powyższe nic nie rozumie/ - kto pierwszy zgłasza problem eksploracyjny do redaktora Bazy SBB, tego dane są bardziej honorowane i niejako stanowią "rezerwację pewności" że autorstwo odkrycia nie zostanie zachwiane! Dane "wtórne" zawsze mogą być "antydatowane" i nie stanowią dowodu w sprawie! Dlatego zachęcam do przysyłania danych do Bazy.

Należy nadmienić, że całą "aferę" odkrył Paweł Gądek. 

Jerzy Ganszer 

 

Po opublikowaniu powyższej treści - Ryszard Głowacki dnia 2016.03.20 przysłał następujące uzupełnienia:

"/.../ To nie była naturalna dziura, on został przez nas /.../ "odkopany" od zera - po prostu zrobiliśmy /.../  dziurę, która okazało się, ma gdzieś niżej kontynuację ale za ciasną aby penetrować. /..../ nikt inny, nie mógł jej odkryć wcześniej bo jej po prostu nie było....."

 

51.

Kronika wyprawy Italia 1988 - autor Zdzisław Grebl i inni

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

50.

Działalność członków SBB na podstawie sprawozdań

wysokość na powierzchni  /m/ 8000                        
7000                        
6000                        
5000                        
4000                        
3000                        
2000                        
1000                        
2015   I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
głębokość pod ziemią /m/ 100                        
200
300                        
400                        
500                        
600                        
700                        
800                        
900                        
1000                        

Rekordy SBB  w 2015 r. na podstawie sprawozdań klubowych

Jaskinie:

Najniższe osiągnięte miejsce w jaskini - 1000 m - Viva le Donne /Włochy/ - Krzysztof Gajny, Jerzy Ganszer

Najwyższe osiągnięte miejsce w jaskini - + 62 m - Jaskinia Zimna - Joanna Micherdzińska, Wojciech Jasiak, Marcel Wajda, Marek Wojtynek, Gabriel Franecki, Wacław Michalski, Tomasz Grzegrzułka, Maciej Waszek

Największy trawers jaskiniowy w dół /deniwelacja między otworami/ - 30 m Tunel Małołącki - Zofia Gutek, Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer

Największy trawers jaskiniowy w górę /deniwelacja między otworami/ - + 78 trawers Czarnej. Zofia Gutek, Wacław Michalski, Marcel Wajda, Łukasz Kudelski, Joanna Micherdzińska, Gabriel Franecki, Wojciech Jasiak, Dawid Gach, Marek Wojtynek, Maciej Waszek

Najniższy /najwyższy/ biwak w jaskini - 930 m - 1000 m - Viva le Donne /Włochy/ - Krzysztof Gajny, Jerzy Ganszer

Piechota, narty, rower:

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni - 4810 Mont Blanc - Łukasz Kudelski

Najwyższy osiągnięty szczyt pow. 2500 m i wybitności 100 m - 4810 Mont Blanc - Łukasz Kudelski

Najwyższy biwak na powierzchni - 2773 - Alpy - Łukasz Kudelski

Narty:

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni z nartami - 2925 Musała - Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny

Największe osiągnięte przewyższenie na nartach w jednym dniu - 2235 m - Olimp - Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny

Największa ilość członków klubu na akcji narciarskiej - 11 osób - Łomnica -  Beata Michalska-Kasperkiewicz, Zbigniew Grzybek, Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk, Jerzy Ganszer, Jerzy Pukowski, Agnieszka Byrtek, Paweł Kasperkiewicz, Krzysztof Górski

Największa ilość członków klubu w akcji narciarsko-jaskiniowej - 4 osoby - Jaskinia Przed Rozdrożem - Beata Michalska-Kasperkiewicz, Jerzy Pukowski, Jakub Krajewski, Jerzy Ganszer

Rower:

Najwyższe osiągnięte miejsce z rowerem - 1366 - Romanka - Krzysztof Gajny

Największa ilość osób podczas akcji rowerowej - 5 - Wapienica - Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Jerzy Pukowski, Zdzisław Grebl, Jerzy Ganszer

Największe osiągnięte przewyższenie na rowerze w jednym dniu - 1200 - Łysa Hora - Grzegorz Górczyński

Inne dziwne statystyki:

Największe osiągnięte przewyższenie na piechotę na powierzchni w jednym dniu -  Krzysztof Gajny - Hala Miziowa-Hala Krupowa 2301m

Zdobyty szczyt Babiej Góry - Zbigniew Grzybek, Katarzyna Wiąckiewicz, Jakub Krajewski, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Tomasz Grzegrzułka, Krzysztof Talik /2 razy/, Krzysztof Gajny, Maciej Waszek, Klaudiusz Stępień

Zdobyty szczyt "Słowacki" Pilska - Krzysztof Handzlik, Krzysztof Talik, Jerzy Pukowski, "Lolo", Kazimierz Ślęk, Jerzy Ganszer, Wojciech Stachowiak, Katarzyna Szczerba, Rafał Klimara

Dotarcie do Sali Wilczej w Jaskini w Trzech Kopcach - Łukasz Kudelski, Wojciech Jasiak, Jerzy Pukowski /2/, Honorata Kaczmarek, Błażej Nikiel, Jerzy Ganszer /2 razy/, Marcin Pars, Dariusz Rozmus, Karolina Tomalik, Jakub Adamus, Łukasz Piechocki, Agnieszka Anioł, Marcin Płaszyński, Jakub Krajewski, Michał Ganszer, Krzysztof Górski,

Dotarcie do "suchego" dna Polski - Krzysztof Gajny, Jerzy Ganszer, Adam Marcinków, Zbigniew Grzybek

Najgłębsza akcja jaskiniowa z nartami - Jaskinia Malinowska - 18 m - Jakub Krajewski, Zdzisław Grebl

 

Działalność członków SBB na podstawie sprawozdań
 

głębokość pod ziemią /m/

 

wysokość na powierzchni  /m/

  1000 900 800 700 600 500 400 300 200 100   1000 2000 3000 4000 5000 6000 7000 8000
2014
XII                                      
XI                                      
X                                      
IX                                      
VIII                                      
VII                                      
VI                                      
V                                      
IV                                      
III                                      
II                                      
I                                      
2013  
XII                                      
XI                                      
X                                      
IX                                      
VIII                                      
VII                                      
VI                
V                                      
IV                                      
III                                      
II                                      
I                                      
2012  
XII                                      

49.

Biały Kamień - Zalecenia Komisji Rewizyjnej - 2000r.  Autor Jerzy Ganszer

"kliknij"

48.

Akcja do Nad Kotlin w 2015r. Autor Klaudiusz Stępień

Z obawą spoglądaliśmy na nadciągającą na nas czarną chmurę. Wychodzić, czy przeczekać? Adam ponaglał. Idziemy. I jak się później okazało była to słuszna decyzja, gdyż burza przeszła bokiem. Po drodze krótki odpoczynek przy źródełku gdzie spotykamy Alka Chruściela z kolegami. Mijamy Ratusz i już jesteśmy przy otworze. Jurek i Adam mają ambicję zejścia na dno. Ja i Kazik myślimy na razie tylko o dojściu na biwak. Kazik po nocnej zmianie w pracy, gdzie sam rozładował trzy tiry, przyjechał prosto do Bielska. W otworze nikną Jurek, Kazik. Kolej na mnie. Lina gruba, mimo obciążenia się plecakiem i worem, wymaga podawania do rolki. Nie cierpię zjazdów skokami. I jesteśmy już na biwaku, gdzie Jurek ponagla: Idziesz czy zostajesz? Kazik idzie, ja też. Pokonujemy kolejne studnie: Piętrową, Pod Wantą, z Mostami, kręcimy się w Meandrze i mamy już przed sobą studnie Mokra Czterdziestka i Szywały gdzie jest krótki zjazd kierunkowy. Wreszcie docieramy do Obejścia Gliwickiego gdzie Jurek rozpoczyna poręczowanie. Zjeżdżamy do Półki gdzie Kazik oddaje linę którą niósł i stwierdza że swoje zadanie już wykonał. Dalej nie idzie. Bo nie musi. Bo nie ma po co. Ten człowiek legenda był w tej jaskini i w tych miejscach wiele razy. Po co więc ma iść dalej, gdy zmęczenie jednak doskwiera. Krótka wymiana zdań z Adamem który idzie dalej po linie zaporęczowanej przez Jurka który już jest na dole. Ja wracam z Kazikiem. Gdy wyszedłem z Szywały Kazik akurat zszedł z jakiejś liny. Powiedział że widział jakąś linę, więc wszedł nią, ale u góry zobaczył spity. A my tylko z batinoksów korzystaliśmy. Może wyszedł Mokrą Czterdziestką starą drogą w "kąpiącej wodzie"? Akustyka Nad Kotliny jest fatalna. Hałas spadającej wody, studnie odbijające echem zniekształcającym głos towarzyszy i jak to w jaskiniach mnóstwo dźwięków które wydają się nam głosami ludzi. Ale teraz usłyszałem wyraźne wysokie tony zawołania, których jaskinia wydać nie mogła. To Jurek z Adamem nas doganiali. Wszystko mnie boli, skurcze mięśni co chwilę przerywają wychodzenie, ale żebym aż tak się guzdrał? Toż oni zeszli na Dno i wrócili, a ja w tym czasie wyszedłem ledwo dwie studnie. Nic to, pompuję dalej co jakiś czas odginając palce dłoni do bólu zaciskane skurczami. W pewnym momencie dociera do mnie zapach spalin lpg. Znak że Kazik na biwaku jest niedaleko i gotuje wodę na herbatę. Wreszcie zaczynamy się rozkładać do snu. Ja, Adam i Kazik razem w kroplach spadającej ze stropu wody, a Jurek mości sobie osobne gniazdo. Całą tę wyprawę zorganizował by przetestować w jaskiniowych warunkach swój nowy śpiwór ważący 490g. A także nowy rodzaj podkładu - folię bąbelkową. Jeszcze tylko po dwie nakrętki smacznego usypiacza od Adama i zasypiamy po godz. 3. Dowiaduję się, że jednak na Dno nie zeszli. Dotarli na -500 i zawrócili. Podbudowuje mnie to, że nie byłem aż tak opieszały. Swój rekord głębokości poprawiłem na -375m. Pobudka o 9:30. Jurek zadowolony bo folia się sprawdziła, choć pomogło piaszczyste podłoże. Ciekawe czy na kamieniach będzie mu kiedyś tak samo wygodnie. Adam już gotowy zaczyna wychodzić pierwszy. Przepuszczam Jurka i po nim rozpoczynam wejście. Kazik kończy zwijanie biwaku. Obstawiamy jaka pogoda nas przywita na powierzchni. Jest słońce. Gorące słońce. Miłe chwilę po wyjściu z jaskini gdy na sobie ma się rzeczy mokre, lecz w późniejszym zejściu bezlitośnie prażące. Schodzimy Doliną Małej Łąki po drodze przystając na chwilę przy otworze Śnieżnej z której wieje przyjemnym mrozem. Jeszcze tylko zatrzymaliśmy się u Śliwy na obiad i na przeł. Glinne gdzie za złotówki można kupić słowackie specjały. Już w samochodzie Kazik udzielał konstruktywnej krytyki Jurkowi dotyczącej zaporęczowania przez niego różnych fragmentów jaskini. Jaskinia Nad Kotliny, jak rzekł Adam, jest to taka jaskinia z której wychodzi się z przyjemnością. Że to już wreszcie koniec.

47.

Śmieci z Nad Kotlin

Podczas akcji w czerwcu 2015 r. wyniesiono trochę śmieci. W sumie dwa wory, jeden "nie został udokumentowany", natomiast drugi wór został dokładnie "rozpracowany".

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po lewej stronie cztery lampiony na świeczki /to czarne na dole to "lampka na naftę"/ - niewątpliwie były w miejscu śmierci Waldemara Muchy z "Avenu" Sosnowiec /dno Studni z Mostami/.

Cztery płaskie baterie - prawdopodobnie początek lat 90 XX wieku. Jedna z baterii została przekazana do Muzeum SBB. Widoczny "biały osad" to zlasowiały karbid. Okrągły przedmiot z dwoma drutami - to była góra słoika szklanego /podczas transportu słoik się rozbił/. Nie wiadomo do czego to mogło służyć - leżakowało to od bardzo dawna na dnie studni wlotowej.  Baterie były w tym słoiku - dlatego tak dobrze się zachowały.

Można dodać, że w chwili obecnej główny ciąg Nad Kotlin jest dość dobrze oczyszczony.

W akcji uczestniczyli:

Krzysztof Gajny - SBB
Zbigniew Grzybek - SBB
Marcin Freindorf - KKTJ
Jerzy Ganszer - SBB

W akcji były też "samobieżne wory jaskiniowe", ale nie ma danych aby coś wyniosły.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


46.

Rekordy SBB  w 2014 r. na podstawie sprawozdań klubowych

Jaskinie:

Najniższe osiągnięte miejsce w jaskini - 1000 m - Piotr Wiewióra - Jaskinia Krubera-Voronia w Abchazji

Najwyższe osiągnięte miejsce w jaskini - + 1 m. Jaskinia Wielka Litworowa - Beata Michalska-Kasperkiewicz, Jerzy Ganszer

Największy trawers jaskiniowy w dół /deniwelacja między otworami/ - 205 m Litworowa - Śnieżna -  Jerzy Ganszer

Największy trawers jaskiniowy w górę /deniwelacja między otworami/ - + 78  m. Sebastian Korczyk, Robert Bereta, Maja Jędrzejewska, Agnieszka Byrtek, Jakub Krajewski, Krzysztof Górski, Jerzy Ganszer. Trawers Jaskini Czarnej

Najniższy /najwyższy/ biwak w jaskini - 700 m Piotr Wiewióra - Jaskinia Voronia-Krubera

Piechota, narty, rower:

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni - Kala Patthar 5550 m /Nepal/ i Chukhung Ri 5550 /Nepal/- Adam Marcinków

Najwyższy osiągnięty szczyt pow. 2500 m i wybitności 100 m - Kala Patthar 5550 m /Nepal/ i Chukhung Ri 5550 /Nepal/- Adam Marcinków

Najwyższy biwak na powierzchni - 3687 Yuanfong Cabin Tajwan - Adam Marcinków

Narty:

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni z nartami - Kreuzkogel 2686 - Austria - Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Kazimierz Kucia, Jakub Krajewski

Największe osiągnięte przewyższenie na nartach w jednym dniu - 2424 Czantoria - Jerzy Ganszer

Największa ilość członków klubu na akcji narciarskiej - Salatyn /Słowacja/ - 10 osób: Błażej Nikiel, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz. Jerzy Pukowski, Katarzyna Wiąckiewicz, Kazimierz Kucia, Jakub Krajewski, Zdzisław Grebl, Zofia Gutek, Jerzy Ganszer

Rower:

Najwyższe osiągnięte miejsce z rowerem - Chiny - 2174 m. Adam Marcinków

Największa ilość osób podczas akcji rowerowej - 9 osób - nowa droga do Żywca 2014.05.21 - Agnieszka Wróbel, Zdzisław Grebl, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk, Jerzy Pukowski, Honorata Kaczmarek, Błażej Nikiel, Rafał Konior, Jerzy Ganszer,

 

45.

Jaskinia Wielka Litworowa - Partie za Biwakiem

We wrześniu 2014 r. ekipa w składzie - Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego i Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała splanowała krótki ciąg za Biwakiem. Należy wspomnieć ,że partie były odwiedzane, lecz w danej chwili nie znaliśmy planów tych miejsc - stad pomysł na dokumentację. W sumie jest tam 30 m "nowego". Na wprost po minięciu "Łoża Beaty M." /kiedyś tam spała, bo Biwak był przepełniony/ dochodzimy do Czarnej Szczeliny z wyraźnymi śladami "gwałtownego urobku" - do końca nie doszliśmy /bo ekipa się nie zmieściła/ ślady wskazują, że ktoś kiedyś tam mógł się przecisnąć.  Na południe od Łoża Beaty jest ciasny ciąg cały czas w zawalisku z wyraźnymi śladami chodzenia - doprowadza nas 10 m w dół do zawężającej się "przestrzeni" - są wyraźne ślady karbidówek, jest wyczuwalny przepływ świeżego powietrza. Całość niestabilna!

Jeżeli ktoś tam kiedyś działał może przysłać wiadomości historyczne.

Na zakończenie z pewnym prawdopodobieństwem  - największy nasz system jaskiniowy zwiększył nieznacznie długość.    Plan kreślił Jerzy Pukowski.    

Jerzy Ganszer

 

Uwaga - powyższa treść /nie pełna/ została opublikowana w Jaskiniach 76 /2014/


44.

Ten kolorem - to uzupełnienia 

45 - lecie Speleoklubu Bielsko-Biała

"Statystyki Wszechczasów"

Jest to jedynie subiektywna próba ujęcia ciekawszych wydarzeń z naszej bogatej działalności.

Grzegorz Klassek - Medal im. Marii Markowicz-Łochinowicz za działalność Beskidzką.
Jan Łaciak - Złota Odznaka Honorowa "Zasłużony dla Ochrony Przyrody"
Tomasz Gajda - odznaczenie za wybitne osiągnięcia sportowe
Jarosław Gutek i Aleksander Chruściel - Medal za Ofiarność i Odwagę /za uratowanie człowieka ze studni/
Michał Smoter - Nagroda Słowackiego Muzeum Ochrony Przyrody i Speleologii w 11 Międzynarodowej Wystawie Fotografii Jaskiniowej "SPELEOFOTOGRAFIA 2002" Liptovsky Mikulas
Beata Michalska -
Medal im. Marii Markowicz-Łochinowicz II stopnia za eksplorację rejonu Ojcowa
Tomasz Szopa - 1 miejsce - nagroda publiczności na Speleokonfrontacjach za film "Jaskinia Nadziei"
Rafał Klimara - Wyróżnienie za odkrycie i eksplorację Jaskini Niedźwiedziej Górnej i Jaskini Hardej.

Od 2005 r. do 2011 r. prowadzony był rejestr urodzin dzieci klubowych w tym czasie urodziło się 23 dzieci w tym 6 o pełnej krwi jaskiniowe. Najwięcej narodzin było w 2007 r. - 11 dzieci.

Od 2005 r. do 2014 r. prowadzony był rejestr naklejanych naklejek klubowych. Między innymi nasze naklejki zainstalowano w państwach - Chiny, Sir Lanka, Turcja, Finlandia, Tanzania, Islandia, Maroko, Rosja.  

 Do 2014 na Matterhornie 4478 m - stanęły następujące osoby: Józef Bulowski, Ireneusz Firganek, Jarosław Goryl, Mirosław Grupka, Zofia Gutek, Wacław Michalski, Mirosław Micherdziński, Tomasz Pawłowski

Od kilku lat mamy nową działalność Kaniony Beskidzkie, obok tradycyjnych o wiele starszych Kanionów "Europejskich"

Zarejestrowano trzech Królów Bańdziocha /zdobywcy wszystkich den/ - Jerzy Ganszer, Bartłomiej Juroszek /podwójny król/, Jakub Pysz

Największą górę w naszej historii zdobył Krzysztof Apanasewicz - Cho Oyu 8201 m.

Na dzień 2014.08.15 mamy 78 członków plus 10 honorowych.

Od niedawna istnieje Biuro do Spraw Odśmiecania Jaskini Wielkiej Litworowej.

26 członków Klubu przekroczyło głębokość 1000 m w jaskiniach świata w tym 4 osoby podwójnie. Rekord głębokości posiada Grzegorz Michałek, który w Jaskini Krubera-Voronia osiągnął gł. 2080 m.

22 razy Członkowie Klubu z Jaskini Litworowej dotarli do Syfonu Dziadka i wyszli otworem Jaskini Litworowej w tym dwie kobiety: Beata Michalska i Urszula Tebin.

Mieliśmy 14 prezesów - obecnie panujący to Jerzy Pukowski.

Mamy zarejestrowanych 22 Członków Klubu, którzy już nie żyją, a którzy tworzyli naszą współczesną teraźniejszość.

Największa ilość absolwentów kursu taternictwa jaskiniowego przypada na rok 1995 - 22 osoby.

Mamy zarejestrowanych 609 osoby, które otrzymały wielce honorowy tytuł - Były Członek Klubu.   

13 osób na nartach turowych stanęło dwa razy w historii klubu - pierwszy raz na biwaku zimowym w 2013 r.  i tyle samo  podczas Pucharu 10 Wzniesień na Żarze w tym samym roku

Od 2009 r. Komisja Ślubna prowadzi rejestr klubowych ślubów - zarejestrowano 13 takich przypadków, najwięcej w 2010 r. - 5 przypadków. Komisja udzieliła 5 zgód  bezwarunkowych.  

 

W dobie internetu zaznacza się pewna tendencja do ukrywania własnych osiągnięć. Istnieją pewne osoby, które pięknie działają w górach lecz ich osiągnięcia pozostają w sferze działalności prywatnej, zdarzały się przypadki, że pewne osoby prosiły o wykreślenie ich z wielkich statystyk klubowych. Autor powyższej treści przeprasza osoby, które zostały ujęte w dobrej wierze powyżej, a nie życzą sobie tego.   

Jerzy Ganszer

Uwaga - można przysyłać dane uzupełniające na adres autora. Przepraszam za pewien chaos w przedstawianych przeze mnie danych.

Uzupełnienia przysłali:

Sebastian Potok,

 

 

_______________________________________________________________________________________________________________________

Ruch jaskiniowy na Podbeskidziu

Rok 1728 - data ukończenia "Dziejopisu Żywieckiego" Andrzeja Komonieckiego, w którym jest kilka wzmianek o jaskiniach beskidzkich.

Rok 1817 - opis Jaskini Malinowskiej zwiedzanej przez prof. gimnazjum w Cieszynie Albina Heinricha i dr. Lyro. O tych badaniach napisał ok roku 1904-5 w niemieckojęzycznym czasopiśmie Pohludka z Gruszowa na obecnym Zaolziu. 

Początek XX wieku - początek ruchu turystyczno-jaskiniowego. Związane to jest z działalnością Karola Prausa /zmarłego w 1918 r/, który był kierownikiem szkoły w Jasienicy koło Bielska. Stworzył on "Muzeum Beskidzkie". O jego działalności jaskiniowej donosił rocznik Beskiden Verein.

Rok 1951 - początek zorganizowanego ruchu jaskiniowego na Podbeskidziu. W tym roku w Jaskini w Trzech Kopcach równolegle, częściowo wspólnie działali : Edward Kózka /i inni/ z Klubu Sportowego "Włókniarz" i Tadeusz Wojtera, Henryk Szymanowski /Koń Pozorant/ i Henryk Furmanik - wszyscy z Klubu Wysokogórskiego Katowice.

Rok 1954 - ukazanie się III tomu Jaskiń Polski Kazimierza Kowalskiego opisującego wiele jaskiń beskidzkich

Rok 1955-1962 - działalność /pierwszego/ Speleoklubu Bielsko-Biała, liderem był Jan Hoffmann

Rok 1969 - powstanie /drugiego/ Speleoklubu Bielsko-Biała, potem przekształconego w Klub Taternictwa Jaskiniowego "Speleoklub" Bielsko-Biała

 

W roku 2012 obchodzimy  - 45 lecie istnienia Speleoklubu Bielsko-Biała, 59 lecie istnienia Speleoklubów w Bielsku-Białej, 63 lecie zorganizowanego ruchu jaskiniowego w naszym rejonie, wiek - ruchu turystyczno-jaskiniowego, 197 lecie opisania Jaskini Malinowskiej i 286 lecie  ukazania się "Dziejopisu Żywieckiego".

Jerzy Ganszer

 

43.

Polskie Karpaty Fliszowe - drugi rejon /po Tatrach/ występowania obiektów jaskiniowych w Polsce

  Ilość Sumaryczna długość /m/
Beskid Mały 71 958
Beskid Makowski 24 393
Beskid Niski 240 3110,50
Beskid Śląski 415 12275,64
Beskid Sądecki 79 1281,80
Bieszczady 29 282,50
Beskid Wyspowy 71 1508,50
Beskid Żywiecki 108 1279,80
Gorce 48 442,50
Góry Sanocko-Turczańskie 11 57,50
Kotlina Żywiecka 2 23,50
Pogórze Ciężkowickie 38 221,80
Pogórze Dynowskie 28 198,50
Pogórze Rożnowskie 79 1010
Pogórze Śląskie 4 28
Pogórze Strzyżowskie 16 79,50
Pogórze Wielickie 19 92,60
Pogórze Wiślickie 15 97
  1297 szt. 23340,64 m

Stan na dzień 2014.08.11

Zestawił Jerzy Ganszer

W 2014 nowe dane oprócz członków Speleoklubu Bielsko-Biała dostarczyli: Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geografów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Krzysztof Buczek - Koło Geografów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Czesław Szura - Stowarzyszenie Ochrony Jaskiń "Grupa Malinka"

 

42.

Akcja w Jaskini Salmopolskiej K.Bs-04.23 2014.07.12

W akcji uczestniczył Jakub Krajewski ze Speleoklubu Bielsko-Biała i niżej podpisany. Jak zwykle było zabawnie. Tarzaliśmy się w błocie. Doplanowano kila odcinków i trochę metrów odkryliśmy. W Sali z Węglem, którą odkrył Tomasz Pukowski w poprzednich wyjazdach, faktycznie w stropie jest czarna substancja przypominająca węgiel! Na północ z Sali z Polami Ryżowymi jest taki niski długi ciąg, tutaj czołgałem się po błocie, z dziwnym uczuciem, że mogę się znaleźć nagle kilka metrów niżej. W północnej części Sali z Polami Ryżowymi - są piękne pola /jak na warunki Beskidzkie/ zresztą cała jaskinia z tych pól jest sławna od dawna. W tej samej sali po południowej stronie podobna formacja również jest widoczna. Na północ od Sali z Mostami jest zejście do najniższego miejsca w jaskini - 18,40 m - tam prowadzi pionowy zacisk, i aby Ganszer mógł się stamtąd wydostać musiał zbudować sobie odpowiedni kopczyk, na którym stanął. W rejonie dna jest widoczna przestrzeń w dole i słychać wodę. Na tym etapie sprawę zawieszamy, jest niebezpiecznie i istnieje możliwość dojścia z innej strony /teoretycznie/. W tym rejonie trochę wyżej jest dojście /czołganie po błocie/ do próżni, która tym razem jest powyżej - widać przestrzeń czterometrową do góry. Na wniosek Kuby, który w tym czasie marzł pod progiem w Sali z Mostem tą niedostępną próżnie nazwaliśmy "Deutsche Welle". Na dojściu do "D.W" w stropie pięknie widać ślady przesuwu pakietów skalnych na glinie przylepionej do skały z okresu tworzenia się jaskini. Pewne zabawy mieliśmy jeszcze w Uchu Igielnym! A potem walka o przetrwanie w Sali Tosi - latały nawet kamienie - oczywiście pod kontrolą. Tam planujemy zainstalować drabinkę sznurową, aby Szanowne Grono nie musiało narażać się na zbędny wysiłek.  Jeszcze "dla porządku dokumentacyjnego" - miejsce o głębokości - 18,40 m jest okresowo zalewane wodą. W tej chwili dł. jaskini dochodzi do 300 m, lecz tej granicy jeszcze nie przekroczyła.

Niebawem odbędzie się akcja "oczyszczająca" Korytarz Sebastiana i należy sądzić, że wejście w te odległe partie będą bardziej przystępne. W tej chwili wszyscy, którzy są równi lub węźsi od Prymuli powinni tam bez problemów wejść.      


41.

Akcja inwentaryzacyjno - eksploracyjna w Salmopolskiej 2014.05.31

Z Bielska wyjeżdżamy w pięciu: Beata Burdynowska - Były Członek Klubu, Tomasz Pukowski, Adam Kucharczyk, Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer. Adam do jaskini nie wszedł, lecz uczestniczył w "akcji przygotowawczej". Jerzy P. - zabezpieczał nasz powrót w jaskini /dzięki mu za to!/. Beata wjechała do Sali Tosi - uwaga - ta nazwa będzie od teraz obowiązywać - sugestia nazwy pochodziła od Tomasza. Dotarliśmy do Sali z Mostami wykonując pomiary, okazało się, że dalej jaskinia się kończy, w dnie sali zauważono przejście pod bardzo niebezpieczną wantą /należy ją zabezpieczyć przed osuwaniem się. Wszedł Prymula - jest tam szczelina biegnąca w dół niejako wstecz głównego ciągu, kończy się to studzienką /w drodze powrotnej ciężko się "wgramolić" zpowrotem !!  Tam kierunek ciągu zmienia się ostro "w lewo", między dużymi głazami widać szeroką przestrzeń sprowadzającą ok. 5 w w dół. Na dole słychać ciek wodny. Na tym etapie eksploracji ruszanie tego problemu wydaje się niezasadne. Jest jeszcze jedna studnia pod wspomnianą wantą w Sali z Mostami - tutaj będzie można poczynić starania wejścia /zjazdu/ w dół.   

W drodze powrotnej Beata przeżyła chwile grozy przeciskając się przez Ucho Igielne, nie mówiąc już o ciężkim wyjściu z Sali Tosi. To będzie pamiętała do końca życia!

A potem były lody i basen. 

Prymula na akcji zniszczył totalnie swój żółty kombinezon firmy Eksplorer. Były chwile grozy - latający rumosz w Sali Tosi. Ciek wodny w tej sali był aktywny.

40.

Eksploracja w Salmopolskiej  /2014.05.26/ - Jerzy Ganszer

Tym razem pod otworem stawiły się cztery osoby: ja, Sebastian Potok, Tomasz Pukowski i Beata Burdynowska - Były Członek Kluibu. Nosi Ona również  wielce honorowy tytuł Weterana, ale "doniosłość sformułowania" nie podoba się jej.

Generalnie było zamieszanie, bo Sebastian nie zmieścił się w zacisku, którego sam rozkuwał! Musiał zostać i razem z Beatą instalował spity do bezpiecznego poruszania się po "systemie".

Razem z Tomkiem opuściliśmy się w czeluść i zaczęliśmy "napierać". Były przeciskania się, odgruzowania, dotarliśmy do dużej sali o dł. ok. 10 m /dość niskiej/ dotarliśmy po pewnej chwili do "Studni z Mostami" i tam daliśmy za wygraną. Jest dość stromo w dół i wypada zabrać jakąś linę   

Znowu dane nam było odkrywać "nowy ląd" i to w naszych Beskidach, które znamy dość dogłębnie!

Jest tam "Ucho Igielne" - podobne do podobnej formacji w Jaskini Miętusiej jak i nad Starym Dnem w Bańdziochu.

W tej chwili w nowych partiach funkcjonują następujące nazwy:

Korytarz Sebastiana
Wielka Sala - tutaj Tomasz "ponoć" ma inną propozycję nazwy !
Korytarz z Jeziorkami
Ucho Igielne
Długa Sala
Studnia z Mostami

Uwagi dodatkowe dla innych Wielkich. Jeżeli ktoś kiedyś tam dotrze to jest zalecenie aby zabierać światło zapasowe i aby poruszać się w grupach trzy osobowych. Należy zdać sobie sprawę, że akcja ratunkowa w tych partiach byłaby bardzo trudna! 


 

39.

Eksploracja w Salmopolskiej /2014.05.17/

Sebastian mnie i Zbyszka zabiera z Placu Wojska Polskiego, po drodze wsiada Tomasz. W czterech jedziemy na Przełęcz Salmopolską. Mamy drobne spóźnienie. Na polu leje od tygodnia. Nad otworem rozbijamy wielką płachtę, pod która wszyscy się mieścimy  i agregat prądotwórczy. Jaskinia jest dobra do działalności "deszczowej", bo jest blisko środka lokomocji. Ja rozwijam kabel, instaluję podest z desek, po chwili dochodzi do mnie Tomek i Sebastian. Praca trwa - Sebastian prze do przodu, ja wychodzę zmienić Zbyszka. Po drodze zbieram śmieci. Zbyszek wchodzi do jaskini - zauważa nietoperza, po dłuższej chwili wyłania się z otworu zadowolony. Ja w międzyczasie zaczynam się dusić spalinami, ząb mnie boli, zażywam tabletkę. Dochodzę do przodka, po dłuższej chwili Sebastian  mówi, że można wchodzić. Decyduje się Tomasz - przeszedł przez zacisk i krzyczy, że jest studnia - podajemy mu linę i zsuwa się na dno Wielkiej Sali ok 4 m. Wchodzę ja - jest ciasno, przy drugim podejściem przenikam i zastanawiam się jak wrócę. Zacisk jest w pionowej szczelinie. Sebastian zostaje u góry i jest naszym gwarantem powrotu - trzyma linę w rękach! Na dole "szalejemy" - jest Wielka Sala o wysokości ok. 6 m, dł. 5 i szer. 1,5 m . Potem Korytarz z Jeziorkami, rozszerzenie potem w górę mamy dwa problemy do odgruzowania jeden na ok. 5 m w górę, drugi w dół widać na 7 m. Jest jeszcze szczelina do poszerzenia w Wielkiej Sali, w której słychać przepływ wody.  Jesteśmy mokrzy - wracamy - wykorzystuję Tomka jako żywa drabinę. Tomek radzi sobie sam /jest zresztą trochę szczuplejszy/. Możemy założyć, że odkryliśmy ok. 20 m nowego, i że przygoda jeszcze się nie skończyła. Opijamy sukces herbatą w jednie z restauracji w Szczyrku.         

Napisał Prymula

P.S.

W sumie sukces mały, przyczyniły się do niego inne osoby w poprzednich wyjazdach. Wywarł on na nas duże wrażenie i każdy z nas będzie go długo pamiętał. Najważniejsze, że jaskinia jest blisko naszych domów zamieszkania i że dane nam było stąpać po "nowej ziemi" nie odkrytej jeszcze przez człowieka. 


38.

Biuro do Spraw Odśmiecania Jaskini Wielkiej Litworowej

 


Latem 2012 roku powstał trochę dziwny twór „biurokratyczny”, działający pod wymienioną w tytule nazwą. Inicjatorami przedsięwzięcia byli członkowie Speleoklubu Bielsko-Biała, którzy wyrazili zainteresowanie oczyszczaniem jednej z największych jaskiń w naszym kraju.
Należy zaznaczyć, że Biuro nie zajmuje się bezpośrednio wynoszeniem śmieci, lecz ma za zadanie inspirować do tego innych, koordynować, monitorować, a także nagłaśniać i chwalić takie inicjatywy. Wydawało się, że problem zanieczyszczenia Jaskini Litworowej został już w dużej mierze rozwiązany, tymczasem nadal odnajdywane są śmieci z poprzedniego wieku! Niektóre znaleziska są naprawdę stare; może warto utworzyć grupę jaskiniowych archeologów?
Dzięki "naciskom" Biura pewne osoby wyniosły na powierzchnię sporo nieczystości. Należą się im za to publiczne podziękowania! Niestety, na ogół w naszym środowisku obserwuje się brak zainteresowania tematem. Wytłumaczenie jest chyba dość prozaiczne: większość przebywających głęboko pod ziemią grotołazów myśli bardziej o ratowaniu życia niż o dodatkowym, pożytecznym wysiłku. Jak dotąd, najgorsze okazało się lato 2013 roku, kiedy w rejonie Biwaku pozostawiono odchody ludzkie oraz garnek z dużą ilością jedzenia!
Bieżąca działalność porządkowa opisywana jest (w sposób nie do końca "literacki") na internetowej stronie autora niniejszego artykułu. Skład osobowy Biura obejmuje następujące osoby: Przewodniczący - Jerzy Pukowski, I Sekretarz  -  Jerzy Ganszer, Sekretarz do Spraw Propagandy - Jakub Krajewski, Młodszy Referent - Wacław Michalski, Starszy Referent - Sebastian Korczyk.
Chętnie dokooptujemy nowych współpracowników pod warunkiem, że wymyślą oni dla siebie odpowiednie stanowiska. Praca w naszym zespole ma charakter wyłącznie honorowy.
Gdyby któremuś z Czytelników przydarzyło się wynieść z Jaskini Litworowej cudze śmieci, może napisać do Biura i fakt ten zostanie odnotowany w internecie.
Na zakończenie można wspomnieć, że zdarzały się osoby, które sprzątając prosiły o utajnienie swych personaliów, bo nie chciały być kojarzone ze śmieciami - ich prośbie uczyniono zadość.
W tej chwili kolejne partie śmieci oczekują na wyniesienie w widocznych miejscach: poniżej zlotówki - stary podciąg (z lat 80-tych XX wieku), poniżej wodospadu w Sali pod Płytowcem  - z odpowiednią wywieszką zachęcającą do wyniesienia (śmieci z okresu połączenia Litworowej ze Śnieżną). Pewną ilość odpadków zdeponowano również przed Maglem (dość dobrze schowane).
Korzystając z okazji, Biuro prosi o niezaśmiecanie obiektu!
Kwestia utrzymania czystości w jaskiniach jest trudna i ciągle aktualna, można chyba jednak uznać, że w Jaskini Wielkiej Litworowej osiągnięto pod tym względem zauważalny postęp.


37.

Rekordy SBB  w 2013 r. na podstawie sprawozdań klubowych

Najniższe osiągnięte miejsce w jaskini - 565 m. Jaskinia Śnieżna - Honorata Kaczmarek

Najwyższe osiągnięte miejsce w jaskini -  + 141 Jaskinia Czarna - Michał Ganszer, Jerzy Ganszer

Największy trawers jaskiniowy w dół /deniwelacja między otworami/ - 200 m - Jerzy Ganszer

Największy trawers jaskiniowy w górę /deniwelacja między otworami/  +200 m - Jakub Krajewski, Sebastian Korczyk, Jerzy Ganszer

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni - Kazbek 5033 m - Agnieszka Adamczyk, Tomasz Kliza

Najwyższy osiągnięty szczyt pow. 2500 m i wybitności 100 m - Kazbek 5033 m - Agnieszka Adamczyk, Tomasz Kliza

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni z nartami - 3592 m - Beata Michalska-Kasperkiewicz, Aleksander Chruściel, Jerzy Ganszer

Najwyższe osiągnięte miejsce z rowerem - Lysa Hora 1324 /Czechy/ - Grzegorz Majka, Agnieszka Byrtek, Krzysztof Górski

Największe osiągnięte przewyższenie na nartach w jednym dniu - 1410 - Babia Góra - Adam Marcinków, Michał Ganszer, Jerzy Ganszer

Największa ilość członków klubu na akcji narciarskiej "rekord wszechczasów" - 13 osób - biwak zimowy 2013 - Agnieszka Byrtek, SBB /3/, Jerzy Ganszer, Krzysztof Górski, Łukasz Jurczyk, Paweł Kasperkiewicz, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Mirosław Micherdziński, Tomasz Pukowski, Kazimierz Ślęk, Katarzyna Wrzeszcz, Agnieszka Wróbel

- 13 osób - Żar - Paweł Kasperkiewicz, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Kazimierz Ślęk, Agnieszka Wróbel, Jerzy Pukowski, Jakub Krajewski, Jerzy Ganszer, Adam Marcinków, Zdzisław Grebl, Błażej Nikiel, Katarzyna Szczerba, Michał Ganszer, Zofia Gutek

Zdobywcy Babiej Góry - Zofia Gutek /2 razy/, Tomasz Grzegrzułka, Jerzy Pukowski, Jakub Krajewski, Adam Marcinków, Michał Ganszer, Jerzy Ganszer /2 razy/, Krzysztof Talik /6 razy/, Kazimierz Piekarczyk, Mariusz majka, Kamil Oślizło, Grzegorz Majka

Zdobywcy Pilska /słowacki szczyt/ -  Krzysztof Talik /6 razy/, Michał Ganszer, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Agnieszka Wróbel, Agnieszka Byrtek /2 razy/, Sebastian Korczyk /2 razy/, Aneta Żak-Twardowska, Adam Marcinków /3 razy/, Grzegorz Majka, Mariusz Majka, Magdalena Pacyna, Krzysztof Górski

 

 


36.

Z kart historii SBB

Sportowe, zimowe przejście jaskini Bandzioch Kominiarski.

1981.02.27-03.01

Zawierucha Lubomir - kierownik

Saluk Jan

Luber Andrzej

Walusiak Marek

Micherdziński Mirosław

Baron Stanisław

W sobotę 28.02 cała "szóstka" weszła o godzinie 11:00 na szlak ku Stołom. Do otworu weszliśmy o 15:00. O godz. 18:00 w Bazylice. Dalej zakładanie sprzętu, cała "szóstka" o godz. 21:00 przy "Rezonatorze". Dwójka Zawierucha, Luber osiągają dno o godz. 23:00. Wycofują się do studni Jacka gdzie czeka reszta. Retransport sprzętu. Wyjście na powierzchnię o 8:00 rano po 16 godzinach akcji. Powrót w b. trudnych warunkach w porywistym mroźnym wietrze.

Z dużym prawdopodobieństwem można napisać, ze było to pierwsze przejście zimowe jaskini z górnego otworu!

W tej chwili w naszym klubie jest jeszcze dwóch Kolegów /Zawierucha, Micherdziński/ - życzymy im wszystkiego najlepszego!

Marek Walusiak - nie żyje - uczestniczył w wielu wyprawach

Jan Saluk - mieszka /mieszkał/ w Żywcu

Stanisław Baron   - uczestnik wielu wypraw, mieszka w Buczkowicach

Andrzej Luber - uczestnik wielu wypraw i biwaków zimowych mieszka na Żywiecczyźnie w Gilowicach

Opis akcji jest autorstwa Lubomira Zawieruchy

Do internetu przepisał sprawozdanie Grzegorz Majka

Komentarz dodał Jerzy Ganszer


35.

Podkowce małe w najwyżej położonych obiektach jaskiniowych Polski /stan 2013.11.04/

Jaskinia Kod Wys. n.p.m. Pomiar wysokości Pierwsi odkrywcy podkowca - uwagi Źródło
Jaskinia Groby E-8.17 1227 R.Gradziński i inni K.Piksa - 2012.02.15 Krzysztof Piksa, Jakub Nowak - Central European Jurnal of Biology 8(5) 2013 - The bat hibernating in the caves of yhe Polish Tatra Mountains, and its long-term changes. Str. 448 - 452
Jaskinia Poszukiwaczy Skarbów E-8.18 1211 R.Gradziński i inni J.Nowak - 2011.05.29 J.Nowak - Vespetilio 15:155-157, 2011
Jaskinia Ali-Baby K.Bs-04.02 1106 J.Ganszer J.Krajewski - 2010.11.04 Sprawozdanie SBB 2010.11.04
C.Szura - 2008.12.06 www.exploreordie.eu/index2.php?dzial=alib
Mysłajek R.W., Szura C.,Figura M., 2008. Zimowe spisy nietoperzy w Beskidzie
Śląskim w latach 2007-2008. Nietoperze IX,2:121-131.
Jaskinia Piętrowa w Klimczoku K.Bs-04.63 1094 K.Borgieł C.Szura - 2008.12.06 Mysłajek R.W., Szura C.,Figura M., 2008. Zimowe spisy nietoperzy w Beskidzie
Śląskim w latach 2007-2008. Nietoperze IX,2:121-131.
Jaskinia nad Grzebieniem K.Bs-03.41 1079 J.Ganszer J. Ganszer - 2006.04.13 Sprawozdanie SBB 2006.04.13
Jaskinia Malinowska K.Bs-03.31 1075 J.Ganszer J.Pukowski - 1993.04.13 Zacisk 11 str. 37 /J.Ganszer/
K.Kowalski - 1950 /prawdopodobnie/ Jaskinie Polski III K.Kowalski 1954 str.61
Jaskinia w Malinowie IV K.Bs-03.34 1038 J.Ganszer B.Juroszek, G.Szalbot - 2005.10.25 R.Mysłajek
Jaskinia Świętego Szczepana K.Bsd-02.23 1020 E.Borek Prawdopodobnie E.Borek - 1992.12.26 Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych tom 2 /M.Pulina/ 1997
Jaskinia w Jaworzynie K.Bs-03.03 1019 P.Beczała J.Ganszer, Z.Grebl - 2002.11.03 Sprawozdanie SBB 2002.11.03
Wietrzna Dziura K.Bsd-01.05  1005 E.Borek Prawdopodobnie E.Borek - 1989.10.28 Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych tom 2 /M.Pulina/ 1997
Jaskinia Dująca K.Bs-04.47 999 W.Porębski M. Pawełczyk - 2005.11.12 Wiadomość "prywatna" od odkrywcy
Jaskinia w Stołowie K.Bs-04.13 981 P.Beczała R. Mysłajek - 1998.03.14 R.Mysłajek - Jaskinie Beskidzkie 1/1999
Jaskinia Głęboka w Stołowie K.Bs-04.34 979 J.Ganszer R.Głowacki 2007.03.10 Sprawozdanie SBB 2007.03.10
J. Drąg potwierdza obecność dwóch podkowców, natomiast E. Pocha i R. Muzyczka zaprzeczają - 2006.02.25 Sprawozdanie SBB 2006.02.25

 

Jaskinia w Trzech Kopcach  K.Bs-04.10 972 P.Beczała K.Kowalski - 1950 r. Jaskinie Polski III K.Kowalski 1954 str.66

Zestawienie wykonał Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała

 


34.

Do zapomnianego łemkowskiego cmentarza prowadziło strome wzniesienie.

Zsiadłem z roweru i powoli go prowadząc, zobaczyłem staruszka siedzącego

przed cmentarnym ogrodzeniem. Zaciekawiło mnie, skąd tutaj na pustkowiu

parę kilometrów od najbliższej wioski można kogoś spotkać.

Zagadnąłem go wiadomo o pogodzie, o wielkich upałach od kilku dni panujących,

o opuszczonych wioskach i o zachowanych kamiennych krzyżach.

Odpowiadał zdawkowo, ale powoli jakby cofnął się pamięcią wiele lat wstecz

i opowiedział mi następującą historie.

 

…. To było lato 1945 roku jak po trzech latach robót w Niemczech wróciłem

do ojczystej wsi ciesząc się że żyje i znowu jestem wśród najbliższych.

Niestety spokój nie trwał długo, w okolicy pojawili się ukraińscy powstańcy

i zaczęli szukać ochotników do leśnej partyzantki. Mój starszy brat i jego paru kolegów

poszło bez wahania walczyć o wolną Ukrainę. Mnie na razie zostawili w spokoju

a ojciec mnie bardzo potrzebował do pracy w gospodarstwie. Pomagaliśmy też powstańcom jak mogliśmy. W zimie 1946 przyszedł dowódca mojego brata z tragiczną wieścią że brat zginął w zasadzce na Worochcie. Rodzice posmutnieli , a mnie wysłali na parę miesięcy do dalszej rodziny gdzie było spokojniej i bezpieczniej. Wróciłem w lecie 1946 roku, bo chciałem być z rodzicami . W lipcu 1946 roku byłem na zabawie w Czarnem i tam poznałem

ją Marie, córkę gajowego z Czarnego jej ojciec był Polakiem a matka Ukrainka.

Mieszkali tam niżej przy drodze. Podobała mi się bardzo , jak tylko miałem czas szedłem do jej wsi . Nosiłem jej kwiaty, najpiękniejsze jakie tylko mogłem nazbierać . Jak jej oczy się radowały na widok kwiatów.

Tak było parę pięknych miesięcy. Nadszedł rok 1947 powstańcom było coraz trudniej,

wojsko polskie zadawało im coraz większe straty. Słyszało się o wysiedleniach,

o paleniu wiosek i śmierci wielu ludzi. Pewnego dnia słyszę ruch we wsi i krzyki że w Czarnem się pali. Pobiegłem tam jak tylko najszybciej mogłem, ale już z dali było widać tylko dogasające zgliszcza gajówki. Ludzie stali nad spalonymi zwłokami to była jej matka i młodszy brat. Pytam gdzie Maria ? zabrali ją z ojcem do lasu odpowiedzieli stojący obok ludzie. Matka nie chciała ich wydać to ją zastrzelili z dzieckiem, a gajówkę spalili. Myślałem że oszaleje z rozpaczy, gdzie moja Maria dlaczego ? Tak zaczęło się moje szukanie Marii.

Różnie ludzie mówili że wzięli ją do powstańczego szpitala, że widzieli ją na Słowacji.

O jej ojcu nikt o tamtego czasu nic nie słyszał . Chodziłem po lasach, szukałem jak obłąkany,

Czułem że żyje i czeka na mnie gdzieś w leśnej głuszy. W lecie 1947 roku wieś otoczyło

wojsko polskie, nasi w lasach głęboko pochowani nie byli w stanie nam pomóż. I nam przyszło się pakować i ruszyć w nieznane. Zamieszkaliśmy na Dolnym Śląsku oderwani

daleko od naszych gór. Wróciliśmy w latach 60-tych ale naszej wioski już nie ma , nie ma

mojej Marii, jej domu, nic już nie ma, tylko te kamienne krzyże……….. tutaj przerwał swoją opowieść.


 

Jadąc z powrotem na skraju drogi, na kamieniu między wielkimi pokrzywami, zauważyłem

kwiaty , świeże kwiaty.

Beskid Niski 07.2013 Z.A.Grebl


33.

Grotołażenie - Marcin Freindorf

Otrzymałem zaproszenie na wspólne wyjście do jaskini od mojego kolegi z SBB, Prymuli.

Z uwagi na to, że moja Partnerka jaskiniowa miała się bawić w rytmie disco polo na weselu, osamotniony tym bardziej skorzystałem z oferty i wyruszyłem wraz z dwoma kolegami na miejsce zbiórki, którym była Polana Rogoźniczańska. Na polanie panowały warunki trudne, nie tylko dlatego, że wody trochę było, ale dlatego, że ponad to niewiele było. Przyszło mi spać pod wiatą za 10 zł. Pewnie nocleg kosztował 2 zł, a reszta to klimatyczne, podatki i koszt utylizacji śmieci. Bo za spanie pod wiatą więcej chyba brać się nie powinno dudków. Wieczorem, a właściwie w nocy, o tak późno dotarłem pomimo wcześniejszych zapowiedzi, że o 18:30 ruszymy, manewry trwały krótko, kolacja i nyny.

Rano, pobudka o 5 minut ileś tam aby wcześnie wyruszyć w góry. I udało się. Wyruszyliśmy punktualnie. Prymula jest bezlitosny. Po trzech godzinach byliśmy przy otworze. Pogoda dopisywała, nie padało. Liny były zworowane w kolejno ponumerowanych worach. Jak to się dzieje, nie wiem, ale wory nie poruszały się zgodnie z numeracją. Prymuli wyrwało się to i owo na ten temat. Szanowni kursanci pod wodzą Pukusia donieśli nam liny do otworu jaskini.

Piątka osób zanurzyła się głębiej. Niestety trzy osoby pozostały w Sali Dantego. Mnie pozostał zaszczyt towarzyszenia Prymuli do dna jaskini. Wiedziałem, że łatwo nie będzie. Na całe szczęście Prymulę poręczowanie chwilami wstrzymywało, dzięki czemu miałem chwilę na oddech. Nie miałem za to chwili na jedzenie. Wór z jedzeniem pozostał gdzieś tam wyżej ode mnie. Samotny. A ja głodny poruszałem się w dół. Prymula był ostatni raz w tej części jaskini 10 lat temu. Nie wszystko pamiętał, chwilami zastanawiał się gdzie iść. I w tych momentach ja wyciągałem asa z rękawa, czyli plany, przekroje, szkice techniczne, określałem nasze położenie, i co najważniejsze wskazywałem drogę.

I tak sobie szliśmy do czasu aż zacisk zagrodził nam drogę. Kiedyś ten zacisk przeszedłem w obie strony w uprzęży, ale to dawno było. Za zacisk zabrał się Prymula. Po chwili było 1:0 dla zacisku. Po ściągnięciu uprzęży był remis. Przyszła kolej na mnie. Uprzęże wpakowałem do wora i zacząłem się pakować, a właściwie wciskać w to ciasne miejsce. Wór pchałem przed sobą. Do czasu. Niby leżał gdy zmieniałem pozycję, ale poczuł chyba zew jaskini i spierdzielił do studni obok. Słyszałem odgłosy oddalającego się wora z uprzężami. Wesoło mi się nie zrobiło. Pomyślałem, że trzeba iść po niego. Po kilku metrach była jednak taka szeroka studnia, którą zapieraczką trudno byłoby pokonać. Wróciłem po linę, która na dno nie starczyła, ale dałem rady. Wór podpiąłem do liny i wydrapałem się do góry. Po średnio – krótkim czasie, po chwilach zwątpienia w końcu pokonałem zacisk. I uderzyliśmy dalej. Później był kolejny zacisk, który z racji długości ciała trochę dłużej pokonywałem. Na samym końcu była Mokra 11. Mokra była jak cholera, jeśli w dół mało nabrałem wody, to pod górę mój poszarpany, dziurawy kombinezon łapał wszystko. W gumowcach się to kumulowało. W drodze powrotnej było znacznie lepiej. Targałem do żarcia jak nigdy. Była ciepła herbata oraz coś na ciepło.

Na powierzchnię wyszliśmy z Jurkiem po niecałych siedmiu godzinach. Przywitało nas słońce. Droga powrotna odbyła się spokojnie, w trakcie której plotkowaliśmy z Jurkiem niemożebnie. I tak zakończyła się realizacja kolejnego mojego marzenia, ponownego stanięcia na dnie Ptasiej Studni.

 

32.

"Kazimierz Piekarczyk powiedział prywatnie Jerzemu Ganszerowi - oszołomem jest każdy, kto nie wchodzi do jaskini dla poznania i przyjemności, tylko dla rozgłosu i sławy".

31.

Krata

Oddziela mrok jaskini od światła. Miejsce pragnień, strachu, westchnień, zadumy, bojaźni, walki o przetrwanie, chęci dotknięcia jej. Nigdy nie spełniała funkcji, zawsze można było wejść bokiem. Wiąże się do niej liny i przechodzi przez otwartą furtkę. Miejsce odpoczynku i obserwacji innych wychodzących lub zjeżdżających w ciemność. Pręty trochę za grube, aby karabinek swobodnie można było zapiąć. Wiele lat temu ekipa z Pszczyny przesiedziała ponoć całą noc na niej, "bo w dole ryczał niedźwiedź". Kiedyś na jakiś manewrach samego Rafała Kardasia w noszach przepychaliśmy bokiem koło kraty.  W tej chwili mało jest grotołazów pamiętających otwór bez  kraty - została zainstalowana w II połowie lat 70-tych XX wieku. Dawniej linę wiązało się o drzewo, teraz są nawet batinoxy w ścianie, lecz często się z nich nie korzysta.  Należy sądzić, że po pewnym czasie zostanie zdemontowana, i może nawet trafi do jakiegoś muzeum. Póki co w sposób wyśmienity zabezpiecza pochylnię przed przypadkowym wpadnięciem. Jest lekko zardzewiała, zamontowana do skały specjalnymi kotwami, na razie wzbudza zaufanie swoja solidnością i nikt nie zastanawia się poważnie, że pod nią kilkadziesiąt metrów można polecieć. Śnieg czasami sięga "furtki", a za kratą z razu śnieg, a potem lód! Wychodząc do góry rzadko udaje się utrzymać pozycje pionową.      

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powyżej zdjęcia są z akcji Speleoklubu Bielsko-Biała w marcu 2013 r.

Napisał Jerzy Ganszer w przypływie nieprzepartej chęci zwrócenia uwagi na rzecz "niezauważalną, martwą, lekceważoną", a w sposób przedziwny "wciskający się w nasza podświadomość"

Na zakończenie - dotyczy otworu Jaskini Czarnej   

 

30.

Ruch jaskiniowy na Podbeskidziu

Rok 1728 - data ukończenia "Dziejopisu Żywieckiego" Andrzeja Komonieckiego, w którym jest kilka wzmianek o jaskiniach beskidzkich.

Rok 1817 - opis Jaskini Malinowskiej zwiedzanej przez prof. gimnazjum w Cieszynie Albina Heinricha i dr. Lyro. O tych badaniach napisał ok roku 1904-5 w niemieckojęzycznym czasopiśmie Pohludka z Gruszowa na obecnym Zaolziu. 

Początek XX wieku - początek ruchu turystyczno-jaskiniowego. Związane to jest z działalnością Karola Prausa /zmarłego w 1918 r/, który był kierownikiem szkoły w Jasienicy koło Bielska. Stworzył on "Muzeum Beskidzkie". O jego działalności jaskiniowej donosił rocznik Beskiden Verein.

Rok 1951 - początek zorganizowanego ruchu jaskiniowego na Podbeskidziu. W tym roku w Jaskini w Trzech Kopcach równolegle, częściowo wspólnie działali : Edward Kózka /i inni/ z Klubu Sportowego "Włókniarz" i Tadeusz Wojtera, Henryk Szymanowski /Koń Pozorant/ i Henryk Furmanik - wszyscy z Klubu Wysokogórskiego Katowice.

Rok 1954 - ukazanie się III tomu Jaskiń Polski Kazimierza Kowalskiego opisującego wiele jaskiń beskidzkich

Rok 1955-1962 - działalność /pierwszego/ Speleoklubu Bielsko-Biała, liderem był Jan Hoffmann

Rok 1969 - powstanie /drugiego/ Speleoklubu Bielsko-Biała, potem przekształconego w Klub Taternictwa Jaskiniowego "Speleoklub" Bielsko-Biała

 

W roku 2012 obchodzimy  - 43 lecie istnienia Speleoklubu Bielsko-Biała, 57 lecie istnienia Speleoklubów w Bielsku-Białej, 61 lecie zorganizowanego ruchu jaskiniowego w naszym rejonie, wiek - ruchu turystyczno-jaskiniowego, 195 lecie opisania Jaskini Malinowskiej i 284 lecie  ukazania się "Dziejopisu Żywieckiego".

Jerzy Ganszer


29.

Przed otworem

Doświadczyliśmy mistycznego przenikania się świata podziemnego z naziemnym. To zjawisko odczuliśmy dogłębnie w rejonie otworu jaskini. Mieliśmy pewne problemy we wnikniecie w nieprzyjazny świat ciemności, wilgoci, przeciągu, ciasnot, przepaści, błota. Udało się!  Po kilku godzinach dane nam było zobaczyć światło dzienne i powrócić w świat żywych. Wróciliśmy odnowieni, z innym spojrzeniem na otaczający nas Świat! Minie kilka dni, kilka tygodni i znowu odezwie się w nas nieprzeparta chęć wejścia ponownie w ten nieprzyjazny świat podziemi. Może właśnie tym dziwnym postępowaniem, dziwną chęcią wniknięcia w Świat Hadesu - różnimy się od współplemieńców, i może nie wszyscy są w stanie nas zrozumieć. Ale niech już tak zostanie ...

Jerzy Ganszer


28.

Wyrażenie Woli 17.01.2013


 

Ja niżej podpisany wyrażam swoją wolę co następuje:

Jeżeli w saharyjskich piaskach zejdę z wyznaczonej ścieżki i otoczy mnie gęsta mgła a mój dziób rozbije się o brzozę, to proszę o jak najszybsze sprowadzenie mojego wraku do Beskidenland. Dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy należy powołać Klubowa Komisję ds. Zamachów Pustynnych.

Jako że, po zamachu nie będę mógł zostać przesłuchany, składam teraz oficjalną relację z katastrofy:

„usłyszałam dwa tępe wybuchy i uderzenie lewego kopyta wielbłąda dwugarbnego w czoło. Stałem się mokry bo w mojej kieszeni pękła ostatnia butelka nalewki o smaku żołądkowej gorzkiej. Dalej zobaczyłem ciemność i odgłosy strzałów z pepeszy”.

To tyle, co mogę przekazać, resztę ustali szanowna komisja.

Moje ciało (wrak) należy podzielić w następujący sposób:

Głowa – czaszkę uszczelnić i postawić lekko oświetloną diodami w klubie. Można używać jako puchar.

Włosy, oczy – do podziału dla J.G. i J.P.

Mózg – i jego niewielką ilość rozumu przekazać rządowi III RP.

Najważniejszym organem mężczyzny (jak wie każda kobieta) jest wątroba. Moją w dobrym stanie przekazać najbardziej potrzebującym członkom klubu.

Płuca – dla ostatnich nałogów nikotynowych w klubie.

Serce, nerki i inne podroby wysuszyć, zakonserwować i podarować jako relikwie Św. Andrzeja dla społecznie wykluczonych i mających wieczne pragnienie.

Duży chłop – mały korzeń

Mały chłop – duży korzeń

To reguła, ale są wyjątki, i ja znam taki osobiście. Korzeń z bulwami go otaczającymi dać do formaliny i przekazać studentkom V roku uniwersytetu III wieku.

Kończyny i inne pozostałe części zamienić na proszek i wykorzystać jako środek leczniczy w stanach depresyjnych, lękowych i obniżonej sprawności seksualnej.

Za spełnienie powyższego odpowiedzialna jest Tajna Klubowa Komisja do Poszukiwań Nieustającej Wilgoci.


 

Napisano własnoręcznie

W stanie trzeźwości ciała, ale nie ducha

Zdzisław Andrzej Grebl.


27.

Działalność Speleoklubu Bielsko-Biała w 2012 r

Jak co roku nasza działalność jest bardzo różnorodna i fascynująca. Oparto się na sprawozdaniach klubowych, mimo że wiadomo o pewnych działaniach członków naszego klubu w aspekcie eksploracji krajowej i zagranicznej, kanioningu, turystyki, narciarstwa, wspinaczki itp., które nie zostały udokumentowane w sprawozdawczości klubowej. Część tych wartościowych wyjazdów to działalność prywatna lub nie nagłaśniana. Autor w związku z dużą ilością materiału nie jest w stanie uwypuklić wszystkich ważnych osiągnięć naszego Klubu w minionym okresie. Jest to jedynie przyczynek do dogłębnych studiów tego zagadnienia.

Poniżej próba zobrazowania naszej działalności, w statystykach i opisach niekoniecznie chronologicznych.

Na koniec 2012 r. mamy zarejestrowanych 93 członków klubu plus 11 honorowych.

W tym roku pełnoprawnymi członkami klubu zostało 8 osób: Adam Donczew, Michał Ganszer, Honorata Kaczmarek, Filip Kiszło, Tomasz Pawłowski - pasowany, Zofia Skrudlik, Piotr Smoczyński, Wojciech Stachowiak.

Nie odnotowano narodzin żadnego "speleodziecka".

Do muzeum klubowego dodano kilka ciekawych eksponatów - należy wspomnieć, że kustoszem muzeum jest Zdzisław Grebl

Zofia Chruściel i Michał Ganszer zostali ujęci w dziale "Laureaci" na stronie Ganszera za osiągnięcia w narciarstwie wysokogórskim. Sporo osób znalazło się wśród "startujących" w Pucharze 10 Wzniesień.

Komisja Ślubna odnotowała dwa śluby klubowe lub około-klubowe.

W tym roku nie odbył się Maraton Jaskiniowy nr 27 ze względu na przesunięcie kursu na 2013 r.

Do klubu dotarło 10 widokówek - najdalsza z Portugalii /Kuby i Zofii/.

Działalność eksploracyjna poza Beskidami została odnotowana w Jaskini Krubera-Voronia /Grzegorz Michałek/.

W internecie rozwinął się nowy dział dotyczący filmów klubowych. Reaktywował go Krzysztof Talik /dane redaktora nie zostały uwidocznione/.

Poniżej 500 m w jaskini byli: Katarzyna Szczerba, Rafał Klimara, Robert Bereta, Jerzy Ganszer /3 razy/, Grzegorz Michałek, Maja Jędrzejewska, Ula Tebin, Marcin Kretek, Krzysztof Talik, Michał Ganszer,  Tomasz Grzegrzułka, Filip Kiszło. Należy wspomnieć, że Grzegorz Michałek ma rekord klubowy "wszechczasów", bo stanął na dnie Jaskini Krubera-Voronia ponad 2000 m!.

W górach powyżej 4000 m n.p.m. działali: Ula Tebin, Wacław Michalski, Jerzy Ganszer, Ireneusz Firganek, Jarosław Gutek /2 razy/.

Naklejki klubowe poza Polską instalowano we Francji, Słowacji, Słowenii, Szwajcarii.

Odbyło się 23 spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego tym razem w Dolinie Będkowskiej

Odbył się 18 biwak zimowy na Muńcule w Beskidzie Żywieckim

W klubie rozwinął się nowy rozdział w naszej działalności, a mianowicie kaniony beskidzkie. Nowy dział internetowy opisujący ta działalność zrobił Sebastian Korczyk.

Największą ilość nietoperzy /57/ w jaskini beskidzkiej znalazł Krzysztof Gajny. 

Klub zbiera wszelkie dane dotyczące jaskiń beskidzkich - jest to uwidocznione w Bazie Danych Obiektów Jaskiniowych Polskich Karpat Fliszowych - koordynuje Jerzy Ganszer.

Należy wspomnieć, że głównym koordynatorem od spraw nazewnictwa jaskiń beskidzkich jest Sebastian Korczyk.

W tym roku powstał dość humorystyczny twór: Biuro do Spraw Koordynacji Odśmiecania Jaskini Wielkiej Litworowej przy Speleoklubie Bielsko-Biała, nastąpiła zmiana nazwy na Klubowy Komitet do Spraw Nadzoru nad  Odśmiecaniem Jaskini Wielkiej Litworowej - przewodniczący Jerzy Pukowski, I Sekretarz Jerzy Ganszer - są wakaty na stanowiska, bo ludzie nie chcą być kojarzeni ze śmieciami - zapraszamy do współpracy! Komitet ma już pewne sukcesy.

W 2012 r. podjęto "gigantyczną" pracę zmierzającą do opracowania internetowego naszych starych sprawozdań, które jeszcze nigdzie nie były publikowane. Zgłosiło się kilka osób - można nadmienić, że do tej chwili Honorata Kaczmarek opracowała dwa lata.

Poniżej statystyki "liczbowe" obrazujące naszą działalność:

Najniższe osiągnięte miejsce w jaskini - Jaskinia Krubera-Voronia - 2080 m /Grzegorz Michałek/

Najwyższe osiągnięte miejsce w jaskini - Partie Królewskie w Czarnej + 75 m /Jarosław Gutek, Honorata Kaczmarek, Adam Doncew, Filip Kiszło, Marcin Kretek, Wacław Michalski/

Największy trawers jaskiniowy w dół /deniwelacja między otworami/ - dane trochę humorystyczne. Z rejonu IV otworu "zasypanego" w Jaskini Czarnej /- ok. 15 m/ Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer, członek SBB /3/. W tej akcji również uczestniczyli: Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny, Michał Ganszer.

Największy trawers jaskiniowy w górę /deniwelacja między otworami/ - 78 m Jaskinia Czarna /Maja Jędrzejewska, Piotr Skrudlik, Marcin Freindorf/

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni -  Mont Blanc 4807 /Ireneusz Firganek/

Najwyższy osiągnięty szczyt pow. 2500 m i wybitności 100 m - Mont Blanc 4807 /Ireneusz Firganek/

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni z nartami - okolice Colle Gnifetti 4200 - Szwajcaria /Jarosław Gutek/

Najwyższe osiągnięte miejsce z rowerem - 1257 m Skrzyczne /Jakub Krajewski/

Najniższy biwak pod ziemią - 1640 m  Jaskinia Krubera-Voronia /Grzegorz Michałek/

Najwyższy biwak na powierzchni - ok. 2256 m Arabika - Gruzja /Grzegorz Michałek/

Największe osiągnięte przewyższenie na nartach w jednym dniu - 1682 m. Cztery przełęcze w Tatrach /Jakub Krajewski, Zofia Chruściel, Michał Ganszer, Jerzy Ganszer/

Najdłuższy wyeksplorowany odcinek w nowych partiach w P.K.Fliszowych -  6 m - System Okapów w Małej Czantorii K.Bs-01.14 /Zdzisław Grebl, Jerzy Ganszer/

Najgłębszy wyeksplorowany odcinek w nowych partiach w P.K.Fliszowych -  2,5 m - Jaskinia Karolki K.Bs-02.149 /Jakub Krajewski, Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer/

Najwyższy wyesplorowany odcinek w nowych partiach w P.K.Fliszowych + 3 m  - Jaskinia Ostra K.Bs-02.15 /Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny, Jerzy Ganszer/

Największa ilość członków klubu na akcji narciarskiej - 8 osób biwak zimowy /Jerzy Ganszer, Zdzisław Grebl, Jakub Krajewski, Jadwiga Micherdzińska, Jerzy Pukowski, Kazimierz Ślęk, Paweł Kasperkiewicz, Beata Michalska-Kasperkiewicz/

 

Statystyki "dodatkowe" SBB  w 2012 r.

Największa ilość niewiast na samodzielnej akcji jaskiniowej -  2 osoby Jaskinia Śnieżna /Ula Tebin i Maja Jędrzejewska/  

Największa ilość członków SBB na spotkaniu towarzyskim - 42 osób na Zakończeniu Sezonu /Katarzyna Szczerba, Wojciech Stachowiak, Jerzy Koczur, Rafał Klimara, Robert Olejnik, Katarzyna Wrzeszcz-Olejnik, Piotr Smoczyński, Honorata Kaczmarek, Zofia Chruściel, Joanna Foltyn, Marcin Stachowiak, Krzysztof Górski, Agnieszka Byrtek, Jadwiga Micherdzińska, Mirosław Micherdziński, Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Rafał Konior, Sebastian Korczyk, Zofia Skrudlik, Piotr Skrudlik, Bożena Gawlikowska-Radecka, Andrzej Radecki, Tomasz Pawłowski, Kazimierz Ślęk, Sylwia Wójcik, Michał Wójcik, Gabriela Michalska, Wacław Michalski, Andrzej Luber, Ula Tebin, Bartek Dąbek, Michał Smoter, Filip Kiszlo, Adam Donczew, Marzena Zając, Adam Zając, Adam Marcinków, Maja Jędrzejewska, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz/

Największa ilość członków SBB na jednym wyjeździe - 28 osób - Egzamin kursantów /Jerzy Pukowski, Jakub Krajewski, Błażej Nikiel, Patrycja Achtelik, Jacek Achtelik, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Gabriela Michalska, Wacław Michalski, Honorata Kaczmarek, Michał Ganszer, Piotr Smoczyński, Zdzisław Grebl, Zofia Skrudlik, Tomasz Kliza, Agnieszka Adamczyk, Jadwiga Micherdzińska, Mirosław Micherdziński, Kazimierz Kucia, Katarzyna Wiąckiewicz, Zofia Chruściel, Robert Bereta, Marcin Kow, Filip Kiszło, Adam Doncew, Marcin Kretek, Jarosław Gutek, Jerzy Ganszer/

Największa ilość członków klubu na akcji rowerowej -  5 osób - Wiosenny Rajd Rodzinny w Bielsku - Katarzyna Jasionek, Jadwiga Micherdzińska, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Kazimierz Ślęk, 5 osób "Trójkąt Bermudzki" - Zdzisław Grebl, Paweł Kasperkiewicz, Błażej Nikiel, Sebastian Korczyk, Jerzy Koczur

Zdobywcy Babiej Góry - Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski, Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer, Maja Jędzrejewska, Ula Tebin, Katarzyna Szczerba, Wojciech Stachowiak, Wacław Miuchalski, Gabriela Michalska.

Zdobywcy Pilska /słowacki szczyt/ -  Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer /3 razy/, Michał Ganszer /2 razy/, Aleksander Gmur, Krzysztof Talik, Jakub Krajewski.

Należy zdawać sobie sprawę, że powyższa treść nie jest w stanie scharakteryzować naszej działalności, a jedynie przybliżyć jej charakter.  

Gdyby ktoś z Szanownych Osób uznał, że należy coś dopisać, lub uwypuklić to bardzo proszę przysłać sprostowania - wszystko to zostanie umieszczone poniżej z zaznaczeniem autora.

 Jerzy Ganszer 2013.01.02

Chciałbym zaznaczyć że w tym roku odbył się także cykliczny 3 już z kolei "Weekend z kopaczką", organizatorami są aktywni członkowie SBB, a tego roku frekwencja dopisała i odwiedzili nas liczni goście "ze świata"


POZDRAWIAM
                         Maciek 'JEZIO' Jeziorski
 

26.

Śmieci w Śnieżnej - 2012.11.04

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na wiele metrów przed "kiblem" czuć było smród! W ostatnim okresie zauważono spory dopływ "świeżych stolców". Na biwaku nieprawdopodobna ilość śmieci, płacht, karrimatów, lin starych, sztućców, kubków, świeczek o podstawie aluminiowej i cały wór świeżego jedzenia - a w nim nawet szklane słoiki! Z całym szacunkiem dla innych Wielkich, którzy byli w stanie dotrzeć na - 300 m. ale te słoiki to chyba przesada!

J.G.

 

 

 

 

 

 

 

 

25.

Wspinaczka na Gańczorce w Beskidzie Śląskim

Pokonano dwie drogi. Częściowo dość krucho. Asekurował autor z góry. Niewątpliwie można jeszcze poprowadzić kilka dróg. Eksplorowano skałkę nad Jaskinią w Gańczorce K.Bs-02.03

Jerzy Ganszer

24.

Wspinaczka na Cieślarze 920m w Wiśle Dziechcince nad przysiółkiem Jurzyków

Uczestnicy:

Zdzisław Grebl

Jerzy Pukowski

Jakub Krajewski

Michał Ganszer

Jerzy Ganszer - autor treści

 

Pierwszy wyjazd klubowy w ten rejon odbył się 2011.04.09 - znaleziono tam kilka obiektów jaskiniowych.

Tym razem pojechaliśmy tam z myślą o poprowadzeniu nowych dróg wspinaczkowych.

Poniżej wymienione są od strony wschodniej:

- Depresja Pukusia z Przejściem przez Płytę - III+ /poprowadził Jerzy Pukowski/

- Lewy Filar Wielkiego Archiwisty - III+ /poprowadził Jakub Krajewski/

- Środkiem przez Ruchome Głazy - III /poprowadził Jerzy Ganszer/

- Prawy Filar - IV /poprowadził Michał Ganszer/

- Zacięcie Zdzisława - III+ /poprowadził Zdzisław Grebl/

Wszystkie osoby wspinające się są członkami Speleoklubu Bielsko-Biała, wspinaczki odbyły się z asekuracją odgórną.

Skałka jest wysoka na 7 m. i miejscami dość krucha.

Namiar GPS na skałkę - N49°37,644'     E018°50,072'.     Wysokość 723 m. 


23.

Książka i akcja klubowa na Piz Bernina 4049m

Książka - Bezpieczeństwo i Ryzyko w Skale i Lodzie

Autor - Pit Schubert

Wydawnictwo - Sklep Podróżnika 2011

Strona 295

"Na początku lat siedemdziesiątych prowadziłem trzech kolegów granią Piz Bernina (Biancograd). Podczas podejścia uświadomiłem sobie nagle pewną rzecz: jeśli któryś z nich teraz się przewróci, cała nasza czwórka wyląduje na lodowcu i zakończy swój żywot."

Członkowie Speleoklubu mieli okazję przejść tą drogę w dniu 2002.09.17. Na trzy zespoły jeden zrezygnował z asekuracji wychodząc z powyższego założenia. Na szczycie 4049 m w dość późnych godzinach stanęli: Beata Michalska, Michał Smoter, Zofia Chruściel, Wacław Michalski, Anna Smoter i Jerzy Ganszer.

Poniżej sprawozdanie klubowe z tej akcji:

Szczyt znajduje się w Szwajcari bardzo blisko granicy Włoskiej. Z miejscowości Pontresina ekipa wyruszyła doliną Val Rosseg, potem wzdłuż lodowca Vadret da Tschierva /nocleg godzinę drogi ponad schroniskiem na wysokości ok. 2800 m/. Po przejściu kuluaru śnieżnego przez przełęcz Fuorda Prievlusa 3430 m, wyszliśmy na Biankograt /grań śnieżna - najbardziej efektowna w całych Alpach/, przez Piz Bianco 3995 i grań skalną, ekipa stanęła nas szczycie Piz Bernina 4049, po czym zeszła na Włoską stronę do schroniska Marco e Rosa /nocleg/. W następnym dniu wszyscy zeszli do lodowca Vadret Pers i kolejką Diavolezza zjechali w dół. W drodze powrotnej do domu odwiedziliśmy Zdzisława Grebla z żoną w Passau /Pasawa/ - tam gdzie Dunaj łączy się z Innem /bez Wacława/ i grotołazów na Krasie Morawskim

Uwagi dodatkowe:

Najciekawsze wrażenia każdego z uczestników:

Wacław Michalski - Zdobyliśmy kolejny czterotysięcznik i do pełnej korony Alp zostało nam już tylko czterdzieści kilka. Ale w zespole, który okrzepł i ma dalsze ambicje może się nam udać zdobyć dalsze szczyty.
Wnioski z wyprawy :
1. Dobrze gdy jest pogoda, chodzenie daje wówczas więcej satysfakcji i powstają ładniejsze zdjęcia.
2. Należy brać poprawkę na opisy techniczne dróg. Okazuje się, że 200 m skalnej grani w poziomie może być trudniejsze i trwać dłużej niż 500 m podejścia w pionie po śnieżnym "Biancogracie".
3. W Alpach czasy przejść, podane są dla miejscowych łojantów, którzy są oswojeni z wysokością i specyficznymi trudnościami. Tutaj również należy dokonać poprawki i pozostawić sobie więcej czasu na poszczególne odcinki.
4. Jeszcze raz okazało się, że nie samo wyjście na szczyt ale również zejście może być długie, męczące, trudne i niebezpieczne.
 

Beata Michalska - myślę że wszyscy przesadzają z tym odlekczaniem: buty plastikowe na pewno się przydaly, choć warto mieć lekkie sandałki na podejście, we wrzesniu nie trzeba brać bardzo ciepłego spiwora, a branie cieżkiej płachty biwakowej chyba też jest przesadą. Branie coca-coli i wody mineralnej też się nie opłaca - ja preferuję soki owocowe z jakimś dopalaczem. Poza tym było cudownie, najbardziej podobał mi się Biankograd /tak sobie wyobrazam wedrówki po Himalajach/ i lodowiec - to było moje pierwsze zetknięcie z lodowcem, szczelinami itp. Polecam! - dobre odpreżenie po stresującej pracy!

Anna Smoter - Na grani jest bardzo dużo "świeżego powietrza" pod nogami. powyżej 3500 m npm nie chce się jeść, w nocy trudności ze spaniem pomimo zmęczenia. Trzeba wybrać pewną pogodę - mogą być trudności z orientacją podczas zaśnieżenia, śnieg może przykryć sczczeliny!

Michał Smoter - Praktycznie brak stałych punktów asekuracyjnych na skalnych odcinkach grani - do uwzględnienia przy kompletowaniu sprzętu.

Zofia Chruściel - Jeżeli wybierze się okres dobrej pogody można zrezygnować z ciężkich śpiworów i zabrać płachtę biwakową, zafundować sobie lekkie odchudzanie gdyż na tych wysokościach mi nic nie wchodziło i wtedy najlepsza jest ciepła herbata i woda mineralna, odzież najlepiej funkcjonowała z windblocka, należy pamiętać o kilku parach rękawiczek. Niewiele zwiedziłam 4 tysięczników ale tu było wspaniałe szaleństwo lodowcowe od szczytów do dolin. Można zazdrościć tubylcom możliwości.

Jerzy Ganszer - Lepiej tam nie iść kto żle czuje się na stromej grani, ładne widoki, groźne szczeliny w lodowcach! Na granicy u góry nie ma słupków i strażników pilnujących. W dolinie zauważyliśmy przeszkodę czołgową z okresu II wojny światowej - pas płyt kamiennych poukładanych pionowo przypominających nagrobki.

   Jerzy Ganszer


 

22.

Speleoklub Bielsko-Biała rok 2011

Jak zwykle mamy bardzo różnorodną działalność jaskiniową, górską, towarzyską i inną.

Poniżej niektóre jej aspekty.

Napisane na podstawie strony klubowej jak i prywatnej strony niżej podpisanego.

Na dzień 2012.01.08 jest nas 103 plus 11 członków honorowych. W roku 2011 zostało ochrzczonych lub pasowanych 11 członków.

Mamy zarejestrowanych  18 Byłych Członków Klubu, którzy już nie żyją.

W tym roku urodziło się nam dwoje "speleodzieci" /niepełnej krwi/

 Sekcja Archeologiczna zmieniła nazwę na Sekcję Historii Kultury Materialnej

Obecnym prezesem jest Paweł Kasperkiewicz

Zofia Chruściel zdobyła kilka nagród w narciarstwie wysokogórskim, kilka osób dostało nagrody za Puchar 7 Wzniesień, oraz Tomasz Szopa zdobył 1 miejsce - nagroda publiczności na Speleokonfrontacjach za film "Jaskinia Nadziei"  

Komisja Ślubna udzieliła jednej zgody "bezwarunkowej" dla dwóch Członków Klubu na zawarcie związku małżeńskiego.

Odbył się 26 Maraton Jaskiniowy

Zarejestrowano działalność eksloracyjną poza Beskidami - Jaskinia Twarda - Rafał Klimara i Maciej Jeziorski, w Albanii /dwa wyjazdy/ - Sebastian Potok, Krzysztof Borgieł, Tomasz Stryczek, Michał Ganszer, Wacław Michalski, Jerzy Ganszer, Sylwia Wójcik, Michał Wójcik, Karolina Juroszek, Tomasz Szopa, Zbigniew Grebl, Kazimierz Kucia, Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Błażej Nikiel, Tomasz Pukowski, Jerzy Pukowski, we Włoszech - dwa wyjazdy - Marcin Freindorf

Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny, Marcin Freindorf /dwa razy/ zeszli poniżej 1000 we włoskiej Jaskini Viva le Donne

Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny, Rafał Klimara, Jarosław Kowal, Adam Bailon, Adam Marcinków, Piotr Skrudlik, Wacław Michalski, Grzegorz Michałek - zeszli poniżej 500 w jaskini Wielkiej Śnieżnej

Jerzy Ganszer zdobył i zjechał na nartach z Breithornu 4164

Mamy zarejestrowane 26 osoby /w tym jedną utajnioną/, które chociaż raz stanęły poniżej tysiąca metrów /od początku istnienia klubu/.

W tym roku zaistniał Puchar 10 Wzniesień.

Istnieje rejestr naklejanych klubowych naklejek. W tym roku poza Polską zostały nasze ślady naklejone w Albanii, Szwajcarii i Austrii.

Odbył się 22 ogólnopolskie spotkanie Weteranów w Beskidzie Śląskim organizowane przez nasz klub.

Odbył się 17 biwak zimowy organizowany przez nasz klub.

Do Bazy Danych Obiektów Jaskiniowych Polskich Karpat Fliszowych oprócz członków SBB, przysłali nowe dane następujące ośrodki : Koło Geografów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Klub Alpinistyczny Grupy Beskidzkiej GOPR, Stowarzyszenie Ochrony Jaskiń "Grupa Malinka", Dzika Grupa Forum Beskidu Małego, Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki.

Największa ilość nietoperzy stwierdzono w Jaskini Ostrej - Maciej Jeziorski i Rafał Klimara

Nowe stanowisko występowania nietoperzy stwierdzono w Jaskini Rolling Stones /nadal jest to oficjalnie oddzielna jaskinia/ - Sebastian Korczyk, Rafał Klimara, Katarzyna Szczerba, Wojciech Stachowiak

Było wiele wyjazdów zagranicznych - turystycznych, jaskiniowych, kanioningowych i innych .

Proszę Państwa - jak widać powyżej -  mamy bardzo różnorodna działalność i powyższe jest próbą sygnalizacji pewnych spraw. Tutaj można by napisać wiele tomów tylko o działaniu w 2011 r.

Zdając sobie sprawę, że napisałem ten tekst "dość swobodnie" zachęcam do pisania sprawozdań. Jesteśmy dobrze postrzegani przez innych i ciągną do nas kursanci z odległych rejonów. 

 

Jerzy Ganszer


 

21.

Działalność członków Speleoklubu Bielsko-Biała w 2009 r. na podstawie sprawozdań.

Najniższe miejsce w Jaskini  Gouffre Berger we Francji osiągnął Jakub Pysz  - 1122 m.

Najwyższe miejsce + 227 m osiągnęli Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny, Jerzy Koczur i Jerzy Ganszer w Jaskini Bańdzioch Kominiarski

Najwyższe miejsce osiągnięte na powierzchni zdobył Marek Bogacki na  Nico de Condores w Andach /Argentyna/ - 5600 m.

Maciej Stanisławski doszedł do Vallota w Masywie Mont Blanc z nartami i ma rekord wysokości "narciarski".

Najwyższe osiągnięte miejsce z rowerem to Turbacz - Michał Ganszer i Jerzy Ganszer.

Największą ilość akcji w jaskiniach poniżej - 200 m. mieli - Gabriela Gajny, Krzysztof Gajny, Jerzy Ganszer, Rafał Klimara /wszyscy po 5 akcji/ .

W tym roku "zaistniały" trawersy powyżej 200 m /odległość w pionie między otworami/ - był to Bańdzioch Kominiarski i w jednej akcji po dwa trawersy zaliczyli - Gabriela Gajny, Jerzy Ganszer i Jerzy Koczur.

Największą ilość wspinaczek w górach typu alpejskiego posiada Maciej Stanisławski /8 wspinaczek/.

Największą ilość przewyższeń pow. 1000 m. na nartach posiada Zofia Chruściel /11 razy/.

Największą ilość szczytów pow. 2500 m i wybitności 100 m zdobył Jerzy Ganszer /6 szt./.

Największa ilość kanionów przeszli Marcin Sikora i Michał Smoter /po 8 szt/ .

W roku 2009 ośmiu osobom przydzielono odznakę klubową / Robert Bereta, Marcin Freindorf, Maciej Jeziorski, Rafał Klimara, Daniel Kowalczyk, Piotr Sokołowski, Marcin Stachowiak, Piotr Wiewióra /

W tym roku umarł Wojciech Kotliński - Były Członek Klubu - działał w pierwszym okresie istnienia naszego klubu.

Urodziło się nam dwoje dzieci - Oliwia Smoter i Antonina Zofia Twardowska

Podczas naszych wieczornych treningów, oprócz niżej podpisanego - dobre wyniki mieli: Jerzy Koczur - najlepsze miejsce w biegu na Golgotę w Szczyrku i Zofia Chruściel w podbiegu na Szyndzielnię.

Zainstalowano 19 naklejek klubowych w wielu krajach świata / najciekawsze miejsca to Sir Lanka i Chiny/.

Zakończono trwająca dwa lata inwentaryzację Muronki najbardziej jaskinionośnego rejonu w naszych Beskidach.

Piotr Gwalas zorganizował obóz wspinaczkowy w Tatrach Wysokich.

Nasi przedstawiciele byli na Tygodniu Jaskiniowym na Słowacji

Wyjazdy poza Europę to - Beata Michalska i Paweł Kasperkiewicz /formalnie Fanklub SBB/ oraz również Dominika Michalska - Chiny - Hong-Kong, Dominika Michalska - Borneo, Malezja,  Marek Bogacki - Argentyna, Paweł Wojtas, Zdzisława Kania, Grzegorz Woś - Tunezja,

Odbyło się XX uroczyste spotkanie Weteranów.

Jak zwykle był Maraton Jaskiniowy, wiele imprez i spotkań. W tym roku klub obchodził swoje 40 - lecie i nieformalnie 58 lecie istnienia Speleoklubów w Bielsku-Białej.   

J.G.


20.

Rok 2008

Działalność członków Speleoklubu Bielsko-Biała na podstawie sprawozdań klubowych - plus statystyki "globalne"

Autor Jerzy Ganszer

Najniższy osiągnięty punkt w jaskini - 785 m Ula Tebin i Bartosz Dąbek w Systemie Wielkiej Śnieżnej dochodząc do Syfonu Dziadka z otwory Wielkiej Litworowej

Najwyższe osiągnięte przewyższenie w Jaskini Zimnej + 78 m osiągnęli - Bożena Gawlikowska, Andrzej Radecki, Dorota Woś i Michał Smoter . Podczas tej akcji byli również Elżbieta Pocha i Robet Muzyczka, którzy w tej chwili należą do Speleoklubu Oklusz.

Najwyższe miejsce na powierzchni zdobył Krzysztof Apanasewicz - ok. 6800 m. na Piku Korżeniewskiej w Pamirze - niestety była to jego ostatnia akcja z której już nie powrócił!

Najwyższe osiągnięte miejsce z nartami osiągnął Grzegorz Michałek wychodząc na Etnę 3326m na Sycylii.

Najwyższe osiągnięte miejsce z rowerem osiągnął Maciej Stanisławski na szczycie Pilska - 1557 m.

Najwyższy zdobyty szczyt to Kilimandżaro 5895, który zdobyli Marek Bogacki i Miłosz Kubica

Największa ilość zejść poniżej 200 m w jaskiniach ma Ula Tebin - 6 razy.

Najwięcej wspinaczek mają na powierzchni w górach typu alpejskiego mają Ula Tebin i Bartosz Dąbek - po 4.

Największa ilość akcji narciarskich o przewyższeniu 1000 m posiada Zofia Chruściel.

Największą ilość szczytów zdobytych pow. 2500 m. i wybitności 100 m ma Marek Bogacki /9 szt./ oraz Miłosz Kubica i Jerzy Koczur po 8 szczytów. 

Największą ilość zdobytych kanionów ma Michał Smoter /23 szt/ i Anna Smoter /21 szt/. 

Najlepszy wynik podbiegu na Żar ma Tomasz Pukowski, a na Golgotę Jerzy Koczur. Natomiast Bartłomiej Juroszek ma najlepszy wynik w podejściu na nartach na Golgotę. Należy podkreślić, że Zofia Chruściel ma tegoroczny najlepszy "damski czas" podejścia na nartach na Golgotę. 

Z innych ciekawostek statystycznych to przejechanie przez 4 przełęcze powyżej 2000 m. w Tatrach Słowackich w ciągu jednego dnia przez Zofię Chruściel i Jerzego Ganszera, na tej akcji był również Grzegorz Badurski ze Speleoklubu Dąbrowa Górnicza.  Można dodać dobry czas przejścia /3 godziny, 20 minut/ Wielkiej Śnieżnej z Nad Kotlin przez Bartłomieja Juroszka / wiadomość ze strony www Dzikiej Grupy Malinka/- formalnie to nie było przejście klubowe /brak sprawozdania/, lecz na wyraźne zapytanie jaki klub wpisać w "statystykach ogólnopolskich" była odpowiedź -  Speleoklub B-B.   

 

Statystyki globalne 40 - lecia działalności sportowej Speleoklubu Bielsko-Biała:

Największy rekord klubowej głębokości posiada Tomasz Gajda - 1215 m Sistema Chewe w Meksyku

Bartosz Dąbek, Beata Michalska i Jerzy Ganszer posiadają po dwa zejścia poniżej 1000 m.

Czesław Szura /obecnie Dzika Grupa Malinka/ w swoim dorobku posiada dwa wielkie tysiąc metrowe podziemne trawersy.

Najwyższy szczyt zdobyty przez członka klubu to Cho Oyu 8201 m. - osiągnął to Krzysztof Apanasewicz w 2006 r.

Zofia Chruściel i Jerzy Ganszer mają po 28 zdobytych szczytów przekraczających 2500 m. Beata Michalska i Michał Smoter mają  po 23 szczyty, a Anna Smoter 22

Koronę Bańdziocha dzierżą trzy osoby - Bartłomiej Juroszek /podwójna korona/, Jakub Pysz i Jerzy Ganszer    

Statystyki nie oddają charakteru naszej barwnej działalności, niemniej jedno jest  pewne - należy pisać, bo słowo pisane dłużej przetrwa niż ludzka pamięć. 

Dla przypomnienia - wyjazd klubowy to takie przedsięwzięcie w którym uczestniczy choć jeden członek klubu i zostanie napisane sprawozdanie.

Mamy jedno z najbardziej ciekawych "sprawozdawczości" w kraju, które jest pisane "od zawsze" przez wiele osób. Nie potępiajmy tak szybko tych, którzy piszą sprawozdania z ich "małych Ewerestów", bo dla nich to są ważne rzeczy i chcą się utożsamiać z innymi wielkimi naszej różnorodnej i dziwnej społeczności!   

Wszystkie wymienione osiągnięcia są uwidocznione na stronach internetowych Speleoklubu Bielsko-Biała.       

 

Jest zarejestrowanych 516 osób, które już nie należą do naszego klubu  i nadano im tytuł Były Członek Klubu.

Przy klubie od ponad 20 lat działa Sekcja Archeologiczna.

Mamy zarejestrowanych 11 prezesów naszego klubu

Mamy zarejestrowanych 22 Weteranów Taternictwa Jaskiniowego 

Uwagi dodatkowe do rocznicy 40-lecia Speleoklubu Bielsko-Biała

Przez wiele lat wykształciły się w naszym klubie pewne cykliczne rzeczy - są to:


19.

Alpy - wiosna.

Uwagi dotyczące sprzętu, który należy zabrać podczas tury narciarskiej.

Pomijając aspekt wagi sprzętu i odpowiedniego przeszkolenia /umiejętności jazdy na nartach w terenie, wspinaczki, ratownictwa lawinowego, ratownictwa lodowcowego w tym umiejętność wychodzenia po linie, na której są węzły/ - poniżej jest zestaw sprzętu niejako "minimalistyczny", który należy zabrać.

Główna rewolucja w podejściu do zagadnienia to - że każdy uczestnik ma krótki odcinek liny /12m/,  którą można odpowiednio łączyć, lub używać równolegle. Te krótkie odcinki niosą za sobą pewne zalety, jak i zagrożenia o czym należy pamiętać.

Raki, czekan, szable /harszle/, foki, kask, uprząż, pętle do wychodzenia po linie + karabinek, pętla dodatkowa, 1 karabinek zakręcany, śruba lodowa + karabinek, lina lodowcowa 12 m., łopata, detektor lawinowy, sonda, latarka, folia NRC, skarpetki do schroniska, apteczka, krem p. słoneczny, karta Alpenvereinu, karta NFZ, dowód osobisty, pieniądze, tel. komórkowy z numerami służb ratowniczych, zegarek - wysokościomierz, spodnie na wiatr, kalesony cienkie, cienkie spodnia, kurtka lekka, trzy cieńsze warstwy pod kurtkę /podkoszulka z krótkimi rękawami, koszulka golf z długimi rękawami, polar nie gruby/, cienki polar zapasowy, czapka pod kas cienka, czapka pod kask II, cienka kominiarka, cienkie rękawice, grube rekawice + ochrona na wiatr, okulary ciemne, gogle lub przyłbice na kasku, pojemnik z piciem - 1 litr, batony, izostar, pasta i szczotka do zębów, igła nici, nożyk, zapalniczka/?/.

Można przyjąć, że w zespole kilkuosobowym powinno być ponadto: - mapa, GPS, zapasowy kijek narciarski, aparat fotograficzny, naklejka klubowa. 

             Jerzy Ganszer


18.

Działalność Speleoklubu Bielsko-Biała w 2010 r.

Na koniec roku 2010 klub liczył 117 członków plus 11 honorowych.

11 osób przystąpiło do chrztu i uroczyście wręczono im odznaki klubowe.

Z danych oficjalnych wynika, że urodziło się nam jedno dziecko - Aniela Ewa Jeziorska

Działa Sekcja Archeologiczna - głównie poprzez spotkania w klubie jak i wyjazdy. Sekcja działa od ok. 24 lat. Głównym jego liderem jest Były Członek Klubu Eugeniusz Foltyn

Od 4 lat naszym prezesem jest Jerzy Koczur.

W 2010 roku laureatami różnych nagród w narciarstwie wysokogórskim byli Zofia Chruściel i Michał Ganszer

Nieformalna Komisja Ślubna w tym roku zarejestrowała 5 ślubów klubowych w tym jeden w którym obydwie strony należały do klubu. Udzielono jednej "bezwarunkowej" zgody na ślub.

Odbyło się dużo wejść członków naszego klubu do jaskiń poniżej 200 m. Najwięcej tego typu wejść ma Krzysztof Gajny /8 razy/, Rafał Klimara i Jerzy Ganszer /po 5 razy/, Marcin Freindorf, Grzegorz Michałek i Ula Tebin /po 3 razy/.

Najgłębiej dotarli w Jaskini Abisso Vivale Donne, Gringna (1200m - Włochy) - Grzegorz Michałek, Anna Michałek i Jakub Pysz.

Trawersy między otworami w Jaskini Bańdzioch Kominiarski /otwory powyżej 200m deniwelacji/ pokonali: Gabriela Gajny, Jerzy Ganszer, Paweł Kasperkiewicz, Beata Michalska-Kasperkiewicz.

Najwięcej wspinaczek w górach typu alpejskiego dokonali: Maciej Stanisławki - 6 razy, Bartosz Dąbek - 5 razy, Zofia Chruściel, Ula Tebin i Michał Wójcik - po 4 razy.

Największą ilość ferrat pokonali Sylwia i Michał Wójcikowie - po 4.

Największa ilość akcji narciarskich powyżej 1000 przewyższenia mają: Zofia Chruściel - 7, Jerzy Ganszer - 6, Paweł Kasperkiewicz i Beata Michalska-Kasperkiewicz - po 4.

Największą ilość szczytów powyżej 2500 m zdobyli: Grzegorz Górczyński, Paweł Kasperkiewicz i Beata Michalska-Kasperkiewicz - po 4,  Kamil Chrobok, Jerzy Ganszer, Jerzy Pukowski, Ula Tebin po 3 szczyty, Zofia Chruściel, Bartosz Dąbek, Michał Ganszer, Jan Górniak, Maciej Stanisławki, Michał Wójcik i Sylwia Wójcik - po 2 szczyty.

Największa ilość kanionów pokonali: Marcin Sikora - 13, Bożena Gawlikowska i Andrzej Radecki - po 9, Michał Smoter - 8.

Największa ilość dni spędzonych na "jednostkach pływających, bez silnika" posiadają Jadwiga i Mirosław Micherdzińscy.

Najwyższy punkt w jaskini + 141 m. osiągnęli: Anna Michałek i Grzegorz Michałek

Najwyższe osiągnięte miejsce na powierzchni to Kazbek (5047 m) zdobyte przez Annę Michałek.

Najwyższe miejsce na nartach osiągnął Jarosław Gutek - Pigne d'Arolla 3790 Szwajcaria.

Najwyższe osiągnięte miejsce na rowerze zdobył Paweł Kasperkiewicz - 1257 m - Skrzyczne.

Odbyło się kilkadziesiąt biegów na 7 "wzniesień". Każdy bieg był wliczany do Pucharu 7 Wzniesień /obliczenia prowadził Paweł Kasperkiewicz/  

Narty - puchar zdobyli - /kobiety/ 1 miejsce - Zofia Chruściel, 2 - miejsce - Beata Michalska-Kasperkiewicz

                                     /mężczyźni/ 1 miejsce - Jerzy Ganszer, 2 miejsce - Michał Ganszer, 3 miejsce Jakub Krajewski

Piechota - puchar zdobyli - /kobiety/ 1 miejsce - Zofia Chruściel, 2 miejsce - Beata Michalska-Kasperkiewicz, 3 miejsce - Aleksandra Chruściel - Speleoklub  Dąbrowa Górnicza, 4 miejsce /3 klubowe/ - Gabriela Gajny

                                         /mężczyźni/ 1 miejsce - Maciej Jeziorski, 2 miejsce - Jerzy Ganszer, 3 miejsce - Jakub Krajewski

Naklejono 11 naklejek klubowych w różnych częściach świata. Najdalej uczynili to Beata i Paweł Kasperkiewiczowie - na Kubie.

Odbył się wyjazd dla Weteranów do Morskiego Oka /impreza ogólnopolska/ - było to 21 spotkanie.

W Dolinie Białej Wody na Słowacji odbył się 16 biwak zimowy organizowany przez nasz klub.

Działalność beskidzka:

Pojawiła się zmodyfikowana internetowa Baza Danych Obiektów Jaskiniowych Polskich Karpat Fliszowych. Zbierane są tam dane od Cieszyna po Bieszczady. Spełnia ona dość istotną funkcje w porządkowaniu danych. Sponsorem Bazy jest Firma m3net za pośrednictwem Byłego Członka Klubu Mirosława Uczniaka.

Głównymi osiągnięciami eksploracyjnymi w tym roku to splanowanie Jaskini Wężowej 28 m dł. /Jakub Krajewski i Jerzy Ganszer/, ujawnienie Jaskini Ostrej przez Rafała Klimarę i osiągnięcie w niej przy wspólnej eksploracji z Sebastianem Potokiem, Tomaszem Stryczkiem, Marcinem Stachowiakiem, Krzysztofem Borgieł'em,  Marcinem Freindorferem dość znaczących wyników,  w pracach uczestniczył również Maciej Jeziorski. Z danych uzyskanych od Krzysztofa Borgieł'a wiadomo, że w danej chwili stan na koniec 2010 r obiekt oficjalnie liczy  183 m dł. i 35,22 m gł. Od odkrywcy Rafała Klimary /współodkrywcą jest Maciej Jeziorski/ dowiadujemy się, że nowa Jaskinia Expresowa ma  - 20 m dł.

Nawiązali z nami dość dobra współpracę przedstawiciele z Koła Geografów Uniwersytetu Jagiellońskiego - do Bazy Danych przysyłają regularnie dane z Rejonu Zawoi i Gorców.  Częściowe dane również docierają od Stowarzyszenia Ochrony Jaskiń "Grupa Malinka" i z Stowarzyszenia Speleoklub Beskidzki.

W tym roku największa ilość nietoperzy stwierdzono w Jaskini Ostrej - 39 osobników dnia  2010.10.30 przez Rafała Klimarę, Macieja Jeziorskiego, Jakuba Krajewskiego, Michała Ganszera, Sebastiana Korczyka i Jerzego Ganszera.

Mamy dwa nowe stanowiska występowania nietoperzy w jaskiniach beskidzkich: Jaskinia Ostra - Krzysztof Borgieł /2010.07.26/ i Jaskinia Expresowa - Maciej Jeziorski /2010.09.18/. Oprócz tego mamy nowe stanowisko podkowca małego w Jaskini Ostrej - Rafał Klimara i Maciej Jeziorski /2010.09.18/

Dużym osiągnięciem jest potwierdzenie przez Jakuba Krajewskiego /2010.11.04/ występowania podkowca małego w Jaskini Ali-Baby na Klimczoku - jest to najwyższe stanowisko podkowca małego w Polsce!

 

Odbył się coroczny Maraton Jaskiniowy, było wiele spotkań towarzyskich i kilka bali klubowych.

Wyjazdy egzotyczne członków Speleoklubu Bielsko-Biała, które zostały zarejestrowane, odbyły się do Gruzji, na Półwysep Synaj, na Haiti, Kubę i do Algierii.   

Powyższe opracowanie zostało napisane na podstawie naszych sprawozdań i informacji przekazywanych do niżej podpisanego.

Działalność naszego klubu jak co roku jest bardzo urozmaicona i zróżnicowana co bardzo dobrze rokuje na przyszłość.

Inne rzeczy:

Nasz sekretarz Krzysztof Gajny "wdrożył" nową legitymacje klubową. Składki klubowe i sprawy finansowe "dzielnie" prowadził nasz skarbnik klubowy - Jacek Kamiński. Klub nawiedziła powódź i mieliśmy poważne straty materialne. Pod redakcją Jerzego Pukowskiego światło dzienne ujrzał nowy Zacisk. W tym czasie magazynierem był Bartosz Dąbek. Istotną pracę wykonywał Andrzej Radecki umieszczając na stronie internetowej nasze zdjęcia z wyjazdów i widokówki. Anna Smoter prowadziła ogłoszenia klubowe. Kronikę klubową prowadził Jakub Krajewski. Szefem szkolenia był Wacław Michalski. Głównym organizatorem 44 Sympozjum Speleologicznego z ramienia klubu byli Jerzy Pukowski, Katarzyna Kasprowska i Grzegorz Klassek.  

 

Autor przeprasza osoby, które nie zostały "odpowiednio uwypuklone" w sprawozdaniu - można tego niejako dokonać przysyłając sprostowania i uzupełnienia na adres autora. Zostanie to wszystko umieszczone poniżej.

Zachęcam do intensywnej działalności w 2011 roku!

Jerzy Ganszer


17.

Witaj Jurku!
Czytając dane z Twojej stronki o "różnych podbiegach" i o "rekordowych
czasach"(  fajnie, że i taka forma Naszej działalności istnieje)
pragnę przypomnieć, że Nasz Klub to przede wszystkim działalność
jaskiniowa. :-)
Dlatego też, przesyłam informacje (o których warto wspomnieć i
przypomnieć) dotyczące osiągnięcia( wydaje mi się dość znaczącego)
w świecie jaskiniowym, a mianowicie odkrycie i wyeksplorowanie  przez
Polaków jednej z trzech jaskiń o głębokości powyżej 1000m.
W 1988r. i 1989r. w wyprawach w rejon Tennengebirge ( Austria)
zorganizowanych przez
Żagański Speleoklub" Bobry" brali udział również członkowie Naszego Klubu:
Jerzy Ganszer,Mirosław Micherdziński ( 1988r.),
Roman Czarnecki, Jadwiga Micherdzińska, Mirosław Micherdziński ( 1989r.).
_ W 1988 r._ (26.08.) w masywie Bleikogel, * Micher (_Mirosław
Micherdziński)_* znalazł otwór Jaskini
i wraz z  Prymulą( Jerzy Ganszer ) podjęli wstępną eksplorację. Jak się
później okazało  Jaskinia *P- 35 HEDWIGHOHLE ( Bleikogelhohle )*
osiągnęła głębokość *- 1021m*. Eksploracja trwała od 1988 r.(-350m) do
1997r. ( -1021m).Czy to nie jest kawałek polskiej speleologii ???
Podczas tych wypraw znaleziono i wyeksplorowano naprawdę dużą liczbę
jaskiń (m.in. P-28 ( - 559m), P-30( -276), P-35( -330))
Chcę wspomnieć, że prawo nazwania jaskini P-35 przypadło odkrywcy, stąd
nazwa Hedwighohle( żona Michera), pierwsza studnia
to St.Wandy -200m( żona Prymuli) oraz Sala Michera. Przypominam, że ta
studnia to *mój prezent dla Twojej żony* !!!! :-P )
Reasumując: Jadzia ma 1000m, a Twoja Wandka 200m pięknej studni

Szczegółowe informacje o w/w wyprawach i osiągnięciach są w załącznikach.
Może warto w naszych statystykach klubowych umieszczać również takie
informacje?

                                                                                                                         
Z taternickim pozdrowieniem Micher i Jadzia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


16.

Tytułomania

Czyli rozprawa o przynależnościach klubowych w aspekcie sprawozdań Speleoklubu Bielsko-Biała

Od wielu lat funkcjonuje u nas w klubie pewne "wzorce i przyzwyczajenia" - tutaj jest próba usystematyzowania pewnych zjawisk występujących w sprawozdaniach.

Główna zasada - po imieniu i nazwisku piszemy to - co dana osoba sobie życzy.

W przypadku  braku "deklaracji" piszemy - "Osoba Towarzysząca" z dużej litery.

Jeżeli były członek klubu nie należy obecnie do żadnego klubu to piszemy - "Były Członek Klubu" /jest to jednocześnie tytuł honorowy/.

Pewne zamieszanie może wystąpić, jeżeli dana osoba należy do kilku instytucji - wtedy sugeruje się podawać na pierwszym miejscu nasz klub.

Można dodać, że sformułowanie "Osoba Towarzysząca" występuje już w sprawozdaniach internetowych innych klubów jaskiniowych.

Jeżeli dana osoba należy do wielu organizacji, nie jest członkiem SBB i nie deklaruje się w wypowiedzi jak mamy ją zapisać - wtedy /to jest sugestia/ wpisujemy w pierwszej kolejności jego klub jaskiniowy, gdyby do takiego nie należał to jego klub powierzchniowy, gdyby dalej nie należał - to do innych instytucji ..... 

Przynależność klubowa /jakiegokolwiek klubu lub instytucji/ jest nadrzędny nad  tytułem Weterana a to wszystko jest nadrzędne nad tytułem Były Członek Klubu i dalej nad Osobą Towarzysząca.

Spis Weteranów jest tutaj - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/weterani.htm . Uwaga - tytuł Weteran rozciąga się na grotołazów nie tylko z SBB. Czasami przy tytule podaje się z jakiego miasta pochodzi jego klub "historyczny", w tym przypadku nie podajemy klubów z pełnej nazwy /czasami już kluby nie istnieją, lub jest ich kilka w danej miejscowości/.  

Tytuł Były Członek Klubu jest rezerwowany dla byłych członków Speleoklubu Bielsko-Biała i tylko tu piszemy ten tytuł z "dużej litery". Nawiasem mówiąc tu ktoś może nas posądzić o egocentryzm, ale byliśmy pierwsi i mamy prawo! 

Spis Byłych Członków jest tutaj - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/lista_x.htm

Sugeruje się, żeby nazwy klubów i instytucji pisać - nie stosując skrótów literowych z wyjątkiem TOPRu i GOPRu. Jeżeli dany osobnik GOPRu należy do jakiejś grupy - to jest sugestia aby pisać to bez skrótów.

Jeszcze jedno - w naszym klubie są różne sekcje / oficjalne - na przykład Sekcja Narciarstwa Wysokogórskiego, humorystyczne - /przykład/ Sekcja Cyklistów/, grupy - grupa eksploracyjno- inwentaryzacyjna, komisje - Heraldyczna, Ślubna   itp.

Sekcje, grupy, komisje są na prywatnych / często z konieczności/ stronach członków klubu "przyznających się" do SBB - na razie nie było "zapotrzebowania" na uwidacznianie w sprawozdaniach przynależności do danych "podmiotów" zważywszy, że wszystko się przenika i miesza /choć może tak kiedyś nastąpi/ . 

Zestawienie /sekcji, grup, komisji/:

Sekcja Narciarstwa Wysokogórskiego - nie wiadomo jaki jest jest status prawny, ale wiadomo, że została zgłoszona do PZA - tutaj- http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/lista.htm  są zaznaczone osoby, które zadeklarowały, że są narciarzami wysokogórskimi /albo mają tylko sprzęt/. 

Grupa Eksploreacyjno-inwentaryzacyjna - długa tradycja

Sekcja Cyklistów - strona Fanklubu Speleoklubu Bielsko-Biała http://www.fanklubsbb.pl/index_pliki/Rowery.htm

Komisjan Ślubna - 4 członków http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/KOMISJA.htm

Komisja Heraldyczna - 3 członków http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/heraldyka.htm

Sekcja Archeologiczna Speleoklubu Bielsko-Biała - ponad dwudziesto letnia tradycja. Podobno jedyna tego typu sekcja w Europie - tutaj szczegóły - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/Archeo.htm

A teraz na zakończenie.

Jak z powyższego widać, wszystko można bardzo skomplikować!  Praktycznie nie da się wszystkiego w sposób zdroworozsądkowy ująć w punkty i paragrafy! Należy sądzić, że mało kto będzie coś z powyższego wiedział. Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek i traktujcie powyższy tekst z przymrużeniem oka ! Wszelkie sprawy są "płynne" i ciągle się zmieniają. Niewątpliwie może być to przyczynek historyczny do funkcjonowania naszego klubu na początku XXI wieku!

Napisano "podczas dobrego nastroju" 2010.11.11 przez Jerzego Ganszera członka Speleoklubu Bielsko-Biała 

P.S.

Twórzmy komisje, sekcje, grupy - nie zdając sobie sprawę tworzymy historię Naszej Społeczności i nie budujmy sztucznych barier - bo po pewnym czasie wszystko i się zmieni!  

___________________________________________________________________________

Wersja 2012.01.05

Tytułomania
Czyli rozprawa o przynależnościach klubowych w aspekcie sprawozdań Speleoklubu Bielsko-Biała
Od wielu lat funkcjonuje u nas w klubie pewne "wzorce i przyzwyczajenia" - tutaj jest próba usystematyzowania pewnych zjawisk występujących w sprawozdaniach.
Główna zasada - po imieniu i nazwisku piszemy to - co dana osoba sobie życzy.
W przypadku braku "deklaracji" piszemy - "Osoba Towarzysząca" z dużej litery.
Jeżeli były członek klubu nie należy obecnie do żadnego klubu to piszemy - "Były Członek Klubu" /jest to jednocześnie tytuł honorowy/.
Pewne zamieszanie może wystąpić, jeżeli dana osoba należy do kilku instytucji - wtedy sugeruje się podawać na pierwszym miejscu nasz klub.
Można dodać, że sformułowanie "Osoba Towarzysząca" występuje już w sprawozdaniach internetowych innych klubów jaskiniowych.
Jeżeli dana osoba należy do wielu organizacji, nie jest członkiem SBB i nie deklaruje się w wypowiedzi jak mamy ją zapisać - wtedy /to jest sugestia/ wpisujemy w pierwszej kolejności jego klub jaskiniowy, gdyby do takiego nie należał to jego klub powierzchniowy, gdyby dalej nie należał - to do innych instytucji .....
Przynależność klubowa /jakiegokolwiek klubu lub instytucji/ jest nadrzędny nad tytułem Weterana a to wszystko jest nadrzędne nad tytułem Były Członek Klubu i dalej nad Osobą Towarzysząca.
Spis Weteranów jest tutaj - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/weterani.htm . Uwaga - tytuł Weteran rozciąga się na grotołazów nie tylko z SBB. Czasami przy tytule podaje się z jakiego miasta pochodzi jego klub "historyczny", w tym przypadku nie podajemy klubów z pełnej nazwy /czasami już kluby nie istnieją, lub jest ich kilka w danej miejscowości/.
Tytuł Były Członek Klubu jest rezerwowany dla byłych członków Speleoklubu Bielsko-Biała i tylko tu piszemy ten tytuł z "dużej litery". Nawiasem mówiąc tu ktoś może nas posądzić o egocentryzm, ale byliśmy pierwsi i mamy prawo!
Spis Byłych Członków jest tutaj - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/lista_x.htm
Sugeruje się, żeby nazwy klubów i instytucji pisać - nie stosując skrótów literowych z wyjątkiem TOPRu i GOPRu. Jeżeli dany osobnik GOPRu należy do jakiejś grupy - to jest sugestia aby pisać to bez skrótów na przykład Grupa Beskidzka GOPR.
Jest zasada - żeby wyjazd można było określić jako klubowy - powinien na nim być chociaż jeden członek SBB /nie musi on pisać sprawozdania/
Jeszcze jedno - w naszym klubie są różne sekcje / oficjalne - na przykład Sekcja Narciarstwa Wysokogórskiego, humorystyczne - /przykład/ Sekcja Cyklistów/, grupy - grupa eksploracyjno- inwentaryzacyjna, komisje - Heraldyczna, Ślubna itp.
Sekcje, grupy, komisje są na prywatnych / często z konieczności/ stronach członków klubu "przyznających się" do SBB - na razie nie było "zapotrzebowania" na uwidacznianie w sprawozdaniach przynależności do danych "podmiotów" zważywszy, że wszystko się przenika i miesza /choć może tak kiedyś nastąpi/ .
Zestawienie /sekcji, grup, komisji/:
Sekcja Narciarstwa Wysokogórskiego - nie wiadomo jaki jest jest status prawny, ale wiadomo, że została zgłoszona do PZA - tutaj- http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/lista.htm są zaznaczone osoby, które zadeklarowały, że są narciarzami wysokogórskimi /albo mają tylko sprzęt/.
Grupa Eksploreacyjno-inwentaryzacyjna - długa tradycja
Sekcja Cyklistów - strona Fanklubu Speleoklubu Bielsko-Biała http://www.fanklubsbb.pl/index_pliki/Rowery.htm
Komisjan Ślubna - 4 członków http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/KOMISJA.htm
Komisja Heraldyczna - 3 członków http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/heraldyka.htmn
Sekcja Archeologiczna Speleoklubu Bielsko-Biała, od końca 2011 r. Sekcja Historii Kultury Materialnej - ponad dwudziesto letnia tradycja. Podobno jedyna tego typu sekcja w Europie - tutaj szczegóły - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/Archeo.htm
A teraz na zakończenie.
Jak z powyższego widać, wszystko można bardzo skomplikować! Praktycznie nie da się wszystkiego w sposób zdroworozsądkowy ująć w punkty i paragrafy! Należy sądzić, że mało kto będzie coś z powyższego wiedział. Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek i traktujcie powyższy tekst z przymrużeniem oka ! Wszelkie sprawy są "płynne" i ciągle się zmieniają. Niewątpliwie może być to przyczynek historyczny do funkcjonowania naszego klubu na początku XXI wieku!
Napisano "podczas dobrego nastroju" 2010.09.10 i 2012.01.05 przez Jerzego Ganszera członka Speleoklubu Bielsko-Biała
P.S.
Twórzmy komisje, sekcje, grupy - nie zdając sobie sprawę tworzymy historię Naszej Społeczności i nie budujmy sztucznych barier - bo po pewnym czasie wszystko się zmieni!
 

15.

Spływ Dunajcem 29.04- 03.05.2009 r.

Każdy, kto urodzi ł się powsinogą, tylko patrzy okazji, by wyrwać się z domu na wolność, więc nic dziwnego w tym, że w majowy weekend części populacji nie wystarcza przydomowe grillowanie i rusza szukać wiatru w polu na rozmaitą modłę. Moje stado, czyli niżej podpisany pod czujnym okiem żony Katarzyny a wspierany przez córcię Zuzannę wybrało się na kolejny spływ.

Komary w maju ma ło krwiożercze są i przyjemnie zalegnąć znów na rzecznym piachu i pociągnąć „browarka" przy ognisku i żabim rechocie vis a^ vis księżyca wędrującego po niebie jakiego w mieście nie uświadczysz. Chociaż wcześniej planowaliśmy kontynuację rejsu Pilicą przez Puszczę Pilecką, to jednak zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili, że pojedziemy na Dunajec poniżej Tarnowa. Przy suszy jaką mamy obecnie Pilica może być i pewnie jest płytka więc „burłaczenie" przez rzeczne łachy byłoby nieuniknione. Dunajec z kolei zbiera wodę z topniejącego ciągle w Tatrach śniegu i nie zawiodłem się na nim gdy w środę /29 kwietnia/ zatrzymaliśmy się „golfikiem" z kanadyjką na dachu przy moście nieopodal Żabna. Płynął bystro i wypełnionym optymalnie korytem. Po drodze trafiła nam się godna polecenia gratka. Jechaliśmy przez Suchą Beskidzką w kierunku na Bochnię i przed Sułkowicami zauważyłem napis „Cisy Raciborskiego 2 km". Wcześniej minąłem tablicę z nazwą miejscowości-Harbutowice i poczułem, że mocno mi na synapsach zaiskrzyło w okolicy hipokampu. To było to, co włóczykijom w smak. Ruszasz w drogę i przypadkowo rozwiązujesz zagadkę sprzed lat. Zawracamy skręcając w boczną drogę. Droga jest typu „do wioski tam i nazad" więc mijamy nieukrywających rozbawienia pracowników tartaku. Z łódką na dachu wyglądamy jak z innej bajki, zważywszy, że jedziemy wzdłuż ledwo sączącej się strugi drogą, która lada moment zmieni się w taką co to „Ino koniem" albo „terenową 4x4". Kiedy moment ten nastał, to zostawiliśmy „golfika" i zasięgnąwszy języka podeszli jeszcze pół kilometra. To były one. Dwa cisy, o których czytałem wiele lat temu i które były uznawane za najstarsze drzewa w Polsce. Rosną w obejściu mieszkających tam z dziada pradziada górali i pewnie są starsze niż nasze państwo. Wiek większego oceniany był kiedyś na 1,5-2 tys. lat. Obecne szacunki są ostrożniejsze ale trudne do weryfikacji metodami dendrologicznymi, gdyż drzewa są puste w środku. Gospodarze i ich pies byli na tyle serdeczni, że pożyczoną „metrówką" zmierzyłem obwód większego cisa. Miał w „pierśni" 330 cm. Nasze miejscowe najstarsze cisy w Bystrej i Szczyrku Biłej mają odpowiednio 180/190 cm obwodu i są oceniane na 700 lat żywota. Kiedyś myślałem, że te cisy rosną gdzieś w rejonie Harbutowic koło Skoczowa, ale odpytywani o nie znajomi leśnicy stwierdzili, że nigdy o takich nie słyszeli i że może chodzi o inne Harbutowice na Dolnym Śląsku, to sobie temat odpuściłem. O Internecie wtedy nikt jeszcze nie słyszał a że do tej pory skonfigurowany jestem analogowo, więc przypadkowe rozwiązanie zagadki urosło do rangi nadzwyczajnej. Nazwa „Cisy Raciborskiego" wzięła się od odkrywcy i inicjatora objęcia ich ochroną w latach 30- tych XX wieku. Gospodarz dostał nawet dotację na przeniesienie gnojnika z bezpośredniego sąsiedztwa cisów i fakt ten potwierdzony przez dzisiejszych mieszkańców upewnił mnie, że to są właśnie te cisy, których kiedyś koło Skoczowa szukałem bezowocnie. Dziękując za zaproszenie na herbatę ruszyliśmy w dalszą drogę, bo nasz zegar biologiczny tyka jednak odmiennie od cisowego. O zachodzie słońca zjechaliśmy planowo pod most na Dunajcu w rejonie Żabna. Podkręciliśmy tempo i miedzy pokrzywami stanął namiot a na piasku zapłonęło ognisko. Zuzia patykiem narysowała kolejną udaną świnkę aja pstryknąłem kapslem od piwa i wzniosłem toast za zdrowie anonimowych kloszardów, którzy tej nocy pod mostami zalegli chwaląc to sobie. Oczywiście kanadyjkę przezornie zostawiliśmy na dachu auta zgodnie z zasadą „co masz zrobić dziś zrób jutro", kiedy ktoś wystarczająco nieostrożny podejdzie w pobliże i będąc niewystarczająco asertywnym pomoże zdjąć ją z bagażnika i znieść do wody. Padło na fachowców, którzy malowali most od miesiąca i rano raźno wzięli się do pracy. Auto zostawiłem pod tymże mostem, gdyż szczęśliwym trafem fachowcy mieli w barakowozie stróża pilnującego sprzętu gdy kończą pracę. Z mapy wynikało, że mamy przed sobą do przepłynięcia 30-to km odcinek Dunajca zanim połączy się on z Wisłą w Opatowcu. Rzeka płynęła tak bystro, że odcinek ten pokonaliśmy w 3 godz. zatrzymując się jeszcze na żwirowej wyspie, gdzie zrobiliśmy z Zuzią rekonesans archeologiczny. Wśród ciekawszych znalezisk były skorupy ceramiczne od współczesnych po neolityczne. Te ostatnie były ręcznie lepione bez użycia koła garncarskiego, którego wtedy jeszcze nie wymyślono. Znaleźliśmy też skamieniałe jurajskie gąbki i amonity, kawałek zmineralizowanego czarnego dębu oraz liczne kości, w tym ludzkie (kawałek czaszki). Te ostatnie były pewnie echem dawnych wojen i bitew. W refleksyjnym nastroju dopłynęliśmy do Wisły w Opatowcu, gdzie na wprost przeprawy promowej stoi brązowy pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego, nazywanego przez moich pochodzących z Wilna dziadków „Ziukiem". Upamiętnia on przeprawę i bitwę jaką stoczyli jego legioniści z rosyjskimi żołnierzami we wrześniu 1914 roku. Na biwak zatrzymaliśmy się na piaszczystej łasze parę kilometrów dalej. Następny dzień /piątek- l maja/ był dniem „plażowicza", gdyż wiał wyjątkowo mocny i niesprzyjający nam wiatr. Tropiliśmy z Zuzią ślady bobra i wydry. Przez lornetkę obserwowaliśmy też wiślane ptaki: zimorodki, czaple, bociany, kaczki i piskliwce. Wieczorem straszyła nas krążąca wkoło burza więc przezornie wymieniliśmy śledzie w namiocie na długie wiklinowe szpile. W sobotę /2 maja/ przy słonecznej pogodzie spłynęliśmy Wisłą około 20 km docierając do ujścia Nidy, gdzie z Zuzanną przebadaliśmy archeologicznie kolejną rzeczną łachę. Znowu były skorupy niegdysiejszych naczyń i budząca lęk misa ludzkiej czaszki. Znaleźliśmy też część wojskowej maski p-gaz. Ileż to tajemnic kryją mielące czas żarna rzecznych żwirowisk. Popłynęliśmy jeszcze kawałek Wisłą, która w porównaniu z Dunajcem toczy swe wody o wiele dostojniej. Na ostatni biwak zatrzymaliśmy się w pobliżu Samisławic gdzie możliwy był dojazd do rzeki samochodem. Kiedy nazajutrz rano gotowałem przy ognisku wodę na kawę zapoznałem się z miejscowym wędkarzem. Przy kawie i wędkach potoczyły się wiślane opowieści i nie dość, że wędkarz ów podarował nam złowioną rybę, to jeszcze zaoferował się, że podwiezie mnie w kierunku Tarnowa do naszego „golfika". Propozycja ta była z jego strony darem zaiste królewskim, gdyż wiem z doświadczenia, że podróżowanie autostopem w niedzielę po wiejskich drogach do łatwych nie należy. Upieczony przez Kasię na ognisku leszcz smakował wybornie i 2 godz. później podjechałem do czekających na mnie dziewczyn własnym autem. Znowu potwierdziło się porzekadło, że „głupi ma szczęście". Podróż powrotna oszczędziła nam stania w ulicznych korkach i wieczorem witaliśmy się przed domem z Nuką - naszym miauczącym i domagającym się pieszczot kocim szczęściem.

Wacek Kosmowski


14.

Akcja ratunkowa w Jaskini Śnieżnej - 1976 r.

Edward Płaska

 

Będąc na obozie letnim  w roku 1976 końcem sierpnia i początkiem września robiliśmy wypady do różnych jaskiń. ,pewnego dnia wybraliśmy się w czwórkę  żeby przejść Jaskinię Wielką Śnieżną i wyjść przez Śnieżną ( jeśli akcja ratownicza była w dniu 7.09.1976) to myśmy wyszli z obozu 6.09.1976 bo jeśli dobrze pamiętam ,byłem ja - Edward, Ziutka /Józefa Giża/ i dwóch innych chłopaków których imiona niestety już nie pamiętam, doszliśmy do otworu Wielkiej Śnieżnej bez żadnego kłopotu i też ze znalezieniem otworu nie mieliśmy żadnej trudności, zaczęliśmy zejście z wielkim entuzjazmem i pewna duma bo żaden z nas nie był jeszcze w Wielkiej Śnieżnej, każdy z nas był już w Śnieżnej, ja osobiście byłem dwa razy, wiec było to dla nas wielkie przyszłe odkrycie, nie  było specjalnych trudności mimo ze nie znaliśmy drogi ,ale posiadaliśmy plan wiec mieliśmy  do siebie zaufanie że nam nic się nie przydarzy, niestety napotkaliśmy trudności w odnalezieniu obejścia wielkiej studni która jak się nie mylę miała 100m ,ale było obejście przez dwie mniej głębsze które właśnie nie potrafiliśmy odnaleźć mimo planu, nie wiedząc czy to jest ta głęboka studnia lub jedno z obejść  postanowiłem zjechać na linie która była zaczepiona i zwisała w głębię ,zapiłem się w "ósemkę" i miałem już zjechać, lecz lina w której już byłem wpięty wydawała mi za bardzo "mokra", za ciężka ,nasiąknięta dużą wilgocią, wiec zrezygnowałem i to był bardzo słuszny wybór gdyż po powrocie powiedziano nam ze miała gdzieś z 30 m tylko i była pozostawiona na pastwę speleologów przez innych którzy ją nie wyciągnęli,  zaczęliśmy szukać intensywnie tego obejścia i po paskach "świecących" odnaleźliśmy właściwą drogę, po jakimś czasie byliśmy przed jedna ze studni ,oczywiście dużo, dużo mniej głębokiej jak tamta która mogła mnie "zgubić" jeśli bym zjeżdżał na niej ,z pewnością nie pisałbym tego wam dzisiaj, zjechaliśmy pierwszą studnie ,następnie druga ,oczywiście w między czasie podziwialiśmy to czego nie znaliśmy będąc tutaj po raz pierwszy, głupio by było  tylko "przejść" dla przejścia nie patrząc na to co nas otacza, dochodząc do połączenia ze Śnieżną nie oczekiwanie spotkaliśmy inną grupę która normalnie już miała wyjść ze Śnieżnej przed nami tak żeby nie było zamieszania  z wyjściem przez Śnieżną, wiec byliśmy zmuszeni przyhamować nasze wyjście, wiec czekaliśmy  aż ta grupa będzie wystarczająco przed nami co już nam zabrało wiele czasu ,nie byliśmy  na to przygotowani w żywności, ubiorze żeby czekać tyle czasu nie wiedząc co nas dopiero będzie czekało.

W tym momencie zaczęliśmy oczekiwanie aż grupa nas poprzedzająca i będąca spóźniona wyjdzie ze Śnieżnej i wtedy będziemy mogli dopiero my wychodzić, tak tez zrobiliśmy czekając ,upłynęło jednak sporo czasu zanim nie słyszeliśmy tej grupy i wtedy postanowiliśmy zacząć  wyjście po tej długiej "pochylni" kaskadowo-wodospadowo, lecz po jakimś czasie usłyszeliśmy glosy i krzyki żebyśmy uważali bo powstała lawina kamienna i rzeczywiście słyszeliśmy spadające kamienie ,,schowaliśmy się tak żeby  nie było żadnego niebezpieczeństwa dla nas i czekaliśmy aż nam powiedzą czy będziemy dalej mogli kontynuować, lecz nas ostrzeżono ze być może gdzieś po "drodze" kamienie  są usadowione i zresztą dodano nam ze lina która była puszczona żeby się na niej zabezpieczać przy wyjściu była pocięta,, tego oczywiście nikt z nas nie przewidział i jeszcze mniej ile czasu będziemy oczekiwali, tak jak już wspomniałem nie byliśmy przygotowani ani ubiorowo ani żywnościowo na takie okoliczności ,mieliśmy zejść i wyjść i byliśmy nawet w czasie mimo perypetii  z odnalezieniem "obejścia" wielkiej studni, czekanie zaczęło nas trochę zamęczać a szczególnie niewiadoma i wilgoć ,po długim czasie Misztal zjechał do nas zapewniając nas ze możemy dalej wspinać się do studni wyjściowej Śnieżnej ,lecz w czasie wspinania się zauważyłem z niepokojem że Ziutka zaczyna słabnąć , miałem wiele podziwu dla niej że to chce ukryć ale oznaki jej zmęczenia były coraz wyraźniejsze ,tak że przed samą studnią wyjściową nie była już zdolna pokonać samą ostatnią "kaskade", pomogliśmy jej się wydostać  i znaleźliśmy się pod studnia wyjściową ,,,

Niestety widzieliśmy, że Ziutka nie będzie w stanie wpiąć się do liny i pokonać te metry które dzieliły na od wyjścia, była bardzo osłabiona obojętna na zimno i to mnie niesamowicie niepokoiło  co było powodem podjęcia decyzji o zawołaniu GOPRu żeby Ziutkę wyciągnąć  z ich pomocą, w pierwszym momencie tych dwóch kolegów z grupy miało wyjść o własnych siłach a ja miałem pozostać  z Ziutką aż do przyjścia GOPRu, lecz jeden z tych kolegów  nie był w zbyt wielkiej formie i myślę że nie byłby w stanie też wyjść o własnych siłach, wiec dla ratowania przez GOPR mała być Ziutka i ten kolega, ja z drugim mieliśmy wyjść sami po akcji ratowniczej i tak było postanowione  przez, ale wiadomo dla tych którzy wiedzą co to jest przygotować akcje ratowniczą, ile czasu zabiera najpierw ich powiadomienie ,nie były to jeszcze czasy "komórek" gdzie po wyjściu można "zawiadomić"  kogo się prawie chce, wtedy trzeba było nie tylko wyjść z jaskini ale jeszcze dotrzeć do możliwości ich powiadomienia, a dla nas w tedy  zaczął się czas  NIEOKREŚLONEGO  oczekiwania, co można w tym czasie robić ? będąc już wymarzniętym, wygłodzonym w warunkach niekorzystnych na jakiekolwiek czekanie, moralnie podtrzymywaliśmy się i to było wspaniale ,do nikogo nie mieliśmy żadnej pretensji ,była to sytuacja "awanturnicza" nie chcąca przez nas , i też dlatego pozostała mi tak bardzo w pamięci i myślę że dla reszty z tej grupy też, w takich sytuacjach powstaje pewien związek przyjaźni który jest tak niezbędny w trudnych i nie przewidzianych sytuacjach, byliśmy prawie wszyscy wyczerpani tym czasem oczekiwania a Ziutka nam słabła i stawała się obojętna  na wszystko, tak mi jej żal było że tak odważnie poszła z nami i co ją spotyka jest niesłuszne, nie pamiętam po jakim czasie GOPR zjawił się na dole studni ale mogę was zapewnić że dla nas były to wieki.

Dano  nam ciepłe napoje ,czego nam tak brakowało od dawna żeby ogrzać nasze ciała już dosyć  "zzimniałe", co do Ziutki nie było żadnego pytania czy ją goprowcy wyciągną , natomiast poprosiliśmy żeby ten drugi kolega też był wyciągnięty, nie byli za bardzo  zgodni żebym został z innym i żebyśmy wyszli sami, upieraliśmy się bardzo ,może dla ambicji , może ego grotołaza było w nas ,lecz ratownicy mieli już wiele do czynienia  z takimi jak my którzy przez odwagę, dumę odmawiali pomocy i później się kończyło na tragedii, więc myślę że podjęli słuszną decyzję że wyciągną nas wszystkich czyli całą czwórkę, trochę było polemiki i uporu z naszej strony w czasie wyciągania Ziutki,  ale w końcu daliśmy się PRZEKONAĆ o konieczności nas wyciągnięcia i tak też się stało, co do mnie nie byłem z tego wcale dumny chociaż  na obozie były tylko słowa  poważania dla nas a nie jakiś tam zarzutów, wiele czasu upłynęło zanim się z tym pogodziłem że mnie "WYCIĄGNIĘTO", nie mogę teraz powiedzieć co by było gdybym się uparł i sam wyszedł, ale też  ta sytuacja jak i inne w klubie pozwoliła mi na przeżycie ślicznych chwil z ludźmi w klubie - wspaniałymi , obdarzonymi koleżeństwem i tego się nie zapomina ,dlatego też mimo wielu lat które upłynęły jak wyjechałem z Bielska i pobytu w Paryżu, jak tylko jestem w Polsce jadę do Bielska żeby chociaż wewnętrznie przeżyć te chwile i lata spędzone w tym mieście i klubie ,były to najpiękniejsze bielskie lata w moim życiu, mam nadzieję że będziecie dla mnie pobłażliwi jeśli coś nie tak napisałem, chciałbym tylko przypomnieć że to było 30 lat temu ale jak każdemu z nas pewne fakty się zapomina a niektóre pozostają nie do starcia w pamięci, pozdrawiam wszystkich i dziękuję za zrozumienie być może -  błędów , Eward.

Literatura: Michał Jagiełło - Wołanie w Górach /i późniejsze wydania/ wydanie II, Warszawa 1979 str.225 i 226


13.

List z Mombasy

PROLOG

kap, kap ... stróżki potu łączą się na skórze w coraz większe krople, aby po osiągnięciu masy krytycznej oderwać się od lepkiego ciała. Brudny i ohydny pokój w brudnym i ohydnym mieście. Najtańszy jaki znalazłem. Wiatrak mieli zatęchłe, gorące i lepkie portowe powietrze. Równik. Nie ma moskitiery, więc cały od stóp do głów spryskany jestem lepkim i śmierdzącym repelentem przeciw komarom. Przedziwna kombinacja lepkiego powietrza i lepkiego repelentu, ledwo da się tym oddychać. Brak piwa. Miałem dzisiaj pozwiedzać stare miasto, a tymczasem ledwo znajduję siłę, żeby zejść do sklepu po kolejną butelkę wody. Czas płynie niemiłosiernie powoli, leżę jak warzywo. Taaak, ci ludzie nigdy nie podejmą żadnych bardziej aktywnych i wymagających działań. Wszelkie dobre chęci i tak rozpłyną się w potwornym równikowym powietrzu, które ograniczy horyzont życiowy tubylców do przetrwania kolejnego dnia. Zupełnie tak samo jak nagle ograniczył się mój osobisty horyzont. Byle do jutra, byle jakoś przeleżeć pod wiatrakiem jeszcze jeden dzień ... kap, kap ...

***********************************************************************************************

UGANDA

Co ja wiedziałem o tym kraju ? Oczywiście nic. No, może jedynie, że leży w samym środku Czarnego Lądu. I jeszcze ewentualnie o potwornej dyktaturze Amina, chyba z którejś z książek Kapuścińskiego. Aaa, byłbym zapomniał – były jeszcze w dzieciństwie "Przygody Tomka na Czarnym Ladzie" Szklarskich, które podobno działy się w rzeczonym kraju. O tak klasycznych i bardziej ogólnych inspiracjach jak przygody Stasia i Nel nawet nie wspomnę, bo przecież który 10-latek nie chciał po przeczytaniu lektury przedzierać się przez busz i jeść codziennie chininy ?

Pomysł pojawił się dosłownie na kilka dni przed wyjazdem, kiedy siedząc na częściowo spakowanym plecaku wsłuchiwałem się uważnie w coraz to nowsze doniesienia o setkach ofiar śmiertelnych powyborczych zamieszek w Kenii. Sytuacja była niestabilna, a Ambasada RP pomagała Polakom w podróży w dokładnie odwrotną stronę od zamierzonej przeze mnie. Wizja planowanej od miesięcy skalnej wspinaczki na wschodniej ścianie Mt Kenya nagle zaczęła się niebezpiecznie oddalać. Tuż przed wyjazdem rozpoczęliśmy z Betty rozpaczliwe poszukiwania informacji o innych potencjalnych wspinaczkach w środkowej i wschodniej Afryce. Tanzania z majestatycznym Kilimanjaro odstraszała poziomem komercjalizacji. Wreszcie po przekopaniu tony albumów i magazynów wspinaczkowych pierwszy ślad - Góry Księżycowe, zagubione gdzieś w dżungli na granicy Ugandy i Konga, owiane aurą tajemniczości i niedostępności. W masywie znajduje się Peak Margherita (5109 mnpm), trzeci pod względem wysokości (po Kilimanjaro i Mt Kenya) szczyt Afryki. Smaku dodaje fakt, że Margherita nie jest wulkanem, lecz szczytem ukrytym w łańcuchu górskim. Niezrozumiałe dla tej szerokości geograficznej wydaje się spore zlodowacenie i zaśnieżenie tych gór.

Wszystko działo się bardzo szybko, ledwo wymieniliśmy w plecaku komplet kostek na szable śnieżną i śruby lodowe, a juz zgrabny samolot Air Kenya przenosił nas ponad ciemnymi wodami Jeziora Wiktorii z niespokojnej Kenii do nieznanej nam Ugandy.

Stolica - powiadają - zawsze jest najgorsza. Tak też się łudziliśmy, za dobry omen tego co będzie przyjmując małpki baraszkujące w ogrodzie naszego hotelu. Gwar, harmider, ukrop, kurz, brud, spaliny, tłum ludzi – to wszystko powodowało, że z przyjemnością i uśmiechem na twarzy wbiłem się o godzinie 7.00 w siedzenie kursowego autobusu z Kampali do Kasese. Nieco mniej uśmiechnięty, za to bardzo spocony, siedziałem bez ruchu cztery godziny później w tym samym miejscu na tym samym dworcu, uważnie obserwując jak autobus powoli wypełnia się pasażerami, bagażami, kilkoma setkami kurcząt, handlarzami obwoźnymi, sprzedawcami cudownych leków, jedzeniem i napojami, wszystko w ogólnym ścisku i smrodzie.

Później było już tylko gorzej, już na początku podróży w ogólnym rozgardiaszu plecak Betty jakimś cudownym sposobem wyparował bez śladu z autobusu. Szybkie podliczenie strat pod katem wspinania: buty górskie, okulary lodowcowe, filmy do aparatu, czołówka, kask. No, ładny początek, podsumowaliśmy, z niepokojem obserwując na nodze Betty pęcherz wielkości pokrywki od słoika - rezultat niefortunnego zsiadania z motocykla-taksówki w Kampali (Betty wykazała tu brak doświadczenia z wiejskich dyskotek).

Podbudowani moją naczelną górską dewizą (czyli "jakoś to będzie") oddaliśmy się podziwianiu obłędnie zielonych, pagórkowatych krajobrazów Ugandy, przeplatanych czerwoną ziemią i wioseczkami, z których obrazy mogłyby z powodzeniem zostać wykorzystane przez organizacje charytatywne do promowania w Europie troski i współczucia dla Afryki. Po wielu godzinach jazdy wesoły autobus zaczął obniżać się na dno Wielkiego Rowu Afrykańskiego, odsłaniając widoki na krainę sawanny oraz wielkich i wspaniałych jezior. Po drugiej stronie Wielkiego Rowu czekały Góry Księżycowe, otulone szczelnie gęstą pierzyną chmur.

TROPICIEL

Któż nie chciałby wytropić lwa ? No, o lwa to jest bardzo ciężko, ale innych zwierząt to jest po prostu zatrzęsienie, obiecywał nam przypadkowy naciągacz. Antylopy, bawoły, słonie to mamy jak w banku. Tylko trzeba zapłacić za kierowcę z samochodem, który dowiezie w odpowiednie miejsce, już on się na tym zna. Pewnie, że spróbujemy, przecież jesteśmy w Afryce a nie w zoo, a to spora różnica !

Po pierwszej godzinie jazdy z „tropicielem” wyłączyłem aparat gotowy do strzału, ponieważ patowa sytuacja niebezpiecznie nadwyrężała stan jego baterii. Po drugiej godzinie jazdy Betty osunęła się na siedzeniu i zaczęła drzemać (tropienie rozpoczęło się wcześnie rano). Po trzeciej godzinie zaczęło strasznie padać. Tak strasznie, że nawet nie dało się zrobić zdjęcia znudzonym leżącym w błocie bawołom, które nasz tropiciel w końcu „wytropił”.

Zrozumiałem wtedy, że zdjęcia do magazynu National Geographic nie powstają ot tak sobie, a dzikie zwierzęta wcale nie pchają się same przed obiektyw aby koniecznie pochwalić się jakie są piękne.

Ostatecznie jednak zwierzęta zobaczyliśmy. Ale nie na polnych sawannowych drogach, po których tłukliśmy się przez cały poranek. Zobaczyliśmy je wracając już z „tropienia” przy zwykłej asfaltowej drodze, tej samej którą jechaliśmy dzień wcześniej autobusem. Trzy słonie i spore stada antylop. Nasz tropiciel był niezwykle zadowolony z siebie, a ja jakoś nie mogłem pozbyć się myśli, że te słonie wcale nie musiały akurat przechodzić przez asfaltówkę kiedy przejeżdżaliśmy. Tropienie to bardzo nieprzewidywalna sprawa.

Jak bardzo nieprzewidywalna, przekonaliśmy się już wkrótce. Moje znudzone oko dostrzegło niespodziewanie w niewielkiej odległości wyprężoną sylwetkę wielkiego lwa. Nie, nie czaił się na nową zdobycz, prężył się bo robił kupę. Zaledwie kilka wspaniałych sekund kiedy lew zrobił co trzeba i ponownie położył się w trawie, zupełnie niewidoczny. Mieliśmy ogromnie dużo szczęścia ponieważ w dzień lwy śpiące w trawie są kompletnie niewidoczne, a biegają i polują głównie w nocy. I chociaż może nie jest to zdjęcie na miarę National Geographic, to jednak moje zdjęcie srającego lwa darzę ogromną nutą nostalgii i wdzięczności dla losu, że dane mi było przez tych kilka pięknych chwil oglądać Króla Zwierząt na wolności i poczuć się prawdziwym tropicielem.

RUWENZORI

W tutejszym języku oznacza to góry zsyłające deszcz, to wiedzieliśmy. Nie wiedzieliśmy tylko jak wiele tego deszczu zsyłają ...

Od początku miałem niejasne wrażenie, że tutejsi murzyni nigdy nie byli na żadnych kursach negocjacji. Tzn. ewidentnie nie dążyli do osiągnięcia kompromisu zadowalającego obie strony. Wręcz przeciwnie, negocjacje pojmowali w swoisty sposób jako postawienie muzungu ultimatum („muzungu” oznacza „białasa”, czyli taką odwrotność naszego słowa „czarnuch”, wszystko na opak...), na które albo muzungu się zgodzi i wyskoczy z dolarów, albo muzungu wróci do Europy i gówno w Ugandzie zobaczy. I chociaż moja handlowa dusza płakała, w ostatniej przejezdnej przed górami wiosce posłusznie pozbywaliśmy się nadmiernego zdaniem tubylców balastu dolarów, zatrudniając łącznie 7 osób. Co do przewodnika nie mieliśmy żadnych obiekcji, miał nas przeprowadzić przez lasy deszczowe i bagna, no ale 6 tragarzy ? Jeszcze nie wiedzieliśmy, jak bardzo będziemy dziękować losowi za tragarzy...

Już w pierwszym dniu podejścia niespodzianka – w górach, w których spodziewaliśmy się być zupełnie sami, natykamy się na wielką wyprawę z Austrii. Dwie niezależne grupy, starsi i młodsi Austriacy, łącznie 16 osób plus ponad 30 tragarzy niosących chyba wszystko co w niegościnnych górach może przypominać Austrię, łącznie z porcelanowymi talerzami do podania obiadu. Aż miło popatrzeć jak tragarze i kucharze uwijają się przy obsłudze Austriaków, gotują, zmywają, noszą wodę. Śmiejąc się z tego austriackiego zamieszania zasypiamy w namiocie.

Przez kolejne dni dowiadujemy się, że lasy deszczowe to nie tylko taka ekscytująca nazwa, ale koszmarnie wilgotne miejsce, w którym czasem nie pada deszcz. Poznaliśmy różne odmiany deszczu, padającego bez ładu i składu w różnych porach dnia i nocy. Najgorzej jest z ciuchami przeciwdeszczowymi, zaiste trudny wybór: albo nie ubierać i zmoknąć od deszczu, albo ubierać i zmoknąć od własnego potu. I nie pomoże nawet najbardziej na świecie oddychający goretex. O ile w głębokich dolinach wybór ten może być nawet zabawny, o tyle w wyższych chłodniejszych partiach zabawny być już przestaje.

Niesamowite lasy deszczowe wraz z wysokością zmieniają się w lasy bambusowe, które fachowo powinny nazywać się „deszczowymi lasami bambusowymi”. Nareszcie nie będzie krwiożerczych mrówek, które nawet po zabiciu nie odpadają od ciała, tylko wiszą martwe, jak kleszcze. Zaczyna się za to potężne błoto. Austriacy śmieją się z koloru moich gumiaków. Po kradzieży w autobusie dałem Betty swoje buty trekkingowe, a sam kupiłem jedyne w 100% nieprzemakalne obuwie dostępne w Ugandzie – śliczne jaskrawozielone gumiaczki. Okazały się one strzałem w dziesiątkę w panujących w dżungli warunkach.

Kolejnego wieczoru dochodzimy do schronu imienia Johna Matte, szefa klanu tragarzy, ponoć ojca 45 dzieci. Spędzamy kilka godzin na suszeniu centymetr po centymetrze naszych ciuchów nad kociołkiem z węglem drzewnym. Zaczynamy rozumieć po co nam tylu tragarzy. Austriacy nie suszą niczego, pewnie tragarze niosą im suche ciuchy na każdy dzień. Nie biegają też po wodę do rzeki i nie gotują sobie jedzenia. Jedyne co gotują to siebie do wieczornej mięsnej uczty. Kiedy rankiem wmuszam w siebie kolejną porcję jedzenia z proszku o nazwie „słodka chwila”, Austriacy dostają na śniadanie omlety z gorącymi tostami. Muszę wyjść. Mógłbym własnoręcznie w brutalny sposób zamordować pomysłodawcę nazwy „słodka chwila”, albo co gorsza kazać mu to żreć w kółko przez tydzień gnojowi.

Ostatnim etapem i zaporą przed górami są bagna. Nie do ominięcia, wypełniają całe doliny od zbocza do zbocza, zasilane nieustannymi deszczami. Jest kilka sposobów przechodzenia bagien:

I. Sposób pierwszy: skakanie po kępkach traw:

II. Sposób drugi: „na owada”, tzn. przebieranie nogami tak szybko, że żadna z nóg nie zdąży się zbyt głęboko zapaść (jak niektóre owady biegające po wodzie):

Jak nietrudno się domyślić stosowaliśmy w terenie bagiennym sposób łączony, będący kombinacją sposobu I i II, dziękując jednocześnie Opatrzności Bożej oraz Chciwości Murzynów, że nie musimy mieć na sobie 20 kg plecaków, z którymi na plecach oba w/w sposoby byłyby niezwykle zawodne. Po przejściu bagien Austriacy przestają się śmiać z koloru moich gumiaczków.

Ja z kolei przestaję się śmiać z ich obsługi logistycznej, najbardziej doskwiera brak bardziej stałego pokarmu. Na jednym z postojów udało mi się wyżebrać od naszego przewodnika metodą „na współczucie” jedną kromkę chleba. Uradowany przetargałem kromkę na pół i podbiegłem do Betty aby podzielić się tą fantastyczną wiadomością, że dostałem od murzyna kromkę chleba, Betty jednak nie wydawała się być zachwycona tym faktem. Zjadłem obie połówki sam, w zadumie i skupieniu.

Spotykamy przemoczonych i zmiętych Norwegów, wracających z nieudanej próby wejścia na Margheritę. Opowiadają o tym jak ciężko wspinać się na mrozie, kiedy wszystkie ubrania i buty są mokre.

Po chłodnej nocy spędzonej na 4000m jeden z Austriaków o pomarszczonych stopach chce odkupić ode mnie gumiaczki w śmiesznym przecież jaskrawozielonym kolorze. Zrezygnowałem jednak z ubicia interesu życia, wiedząc już doskonale, że będę miał szansę wejścia na szczyt tylko pod warunkiem wspięcia się jak najwyżej w gumiaczkach i założenia suchych butów z rakami dopiero w decydującej fazie. Morał z opowieści Norwegów był dla mnie jasny - kluczem do wejścia na szczyt będzie dobra logistyka, tzn. doniesienie jak najwyżej suchych butów, skarpetek, rękawiczek i kurtki puchowej. Łatwo powiedzieć, tyle że w ogólnej wilgoci i stęchliźnie nawet rzeczy owinięte szczelnie w reklamówki zdają się być jakieś lepkie, wilgotne i śmierdzące. Ubranie na sobie mam mokre i utaplane po uda w błocie.

Jeśli tak wygląda pora „sucha”, to co się dzieje w porze „deszczowej”, zapytałem nieopatrznie naszego przewodnika. Osuwają się zbocza górskie, podsumował krótko.

Tak bardzo znienawidziłem wodę podczas tego wyjazdu. Poprzysięgam najgorsze zemsty na wodzie, że nie będę się mył przez miesiąc, albo jeszcze coś gorszego.

Popołudniu świeci piękne słoneczko, wlewając w dusze nadzieję na lepsze jutro i skłaniając do mądrych i uczonych dyskusji o barometrze i podnoszącym się ciśnieniu, uciętych przez nagły powrót pogody do normy. Nadal pada deszcz.

MARGHERITA

Czekamy na okienko pogodowe. Jest ! Wychodzimy. Ledwo kilkanaście minut „okienka”. Znowu deszcz. Spełniają się koszmary z opowieści Norwegów, na wysokości 4300m deszcz płynnie, bez żadnego wytchnienia zamienia się w śnieg i robi się chłodno. Przemykamy po skalnych zboczach w gumiakach, trzymają zadziwiająco dobrze na skale, to chyba z powodu miękkiej gumy. Austriacy pozostają tego dnia na 4000m, jedni chcą odpocząć, inni suszyć buty, jeszcze inni schodzą z powodu kłopotów z wysokością. Około 12.00 docieramy do schronu Elena na wysokości 4500m. Krótka narada z przewodnikiem, który twierdzi, że warunki są „dobre i stabilne”. W tutejszym slangu „dobre” oznacza widoczność na poziomie umożliwiającym zobaczenie partnera na drugim końcu liny. Jeśli partnera nie widać, to warunki są „złe”. Z kolei „stabilne” oznacza, że wskazany poziom widoczności nie ulega częstym zmianom.

Wychodzimy więc w warunkach, w których w Europie nikt normalny nie wychyla głowy ze schroniska – śnieżyca, wiatr, mgła, widoczność 30-50m. „Dobre i stabilne” warunki jak na Ruwenzori, gdzie rozbuchane wilgotne równikowe powietrze bez końca rozbija się o góry. Góry, których przez kilka dni podejścia nie mieliśmy nawet szansy zobaczyć. Trzeba mieć szczęście, żeby się odsłoniły.

Zaśnieżone żlebiki i żeberka skalne wyprowadzają nas na wielkie plateau Stanley’a. Goretexy z mokrych robią się zalodzone i sztywne. Na plateau nie ma skałek dających punkt odniesienia. Jest tylko biel. Prawdziwy test dla naszego przewodnika. Odcinek ten nazwałem „próżnią” ponieważ nie widać nic, ziemia, niebo, wszystko jest jednolicie białe. Jak przed stworzeniem świata. Widać tylko zawieszone w próżni postaci. Jeśli Betty podnosi się nagle w próżni do góry, to znaczy że będzie pod górkę. Ja w ogóle niewiele widzę. Wyglądamy z Betty jak popaprańcy, ja mam na nosie „okulary lodowcowe” wycięte z kartoniku po soczku mango (z dwoma płaskimi nacięciami dla ochrony przed ślepotą śnieżną) oraz kufajkę zamiast kasku, Betty jak kot w butach, w moich trekkersach o 5 numerów na nią za dużych, na tym jeszcze raki.

Przewodnik jakimś cudem znajduje w tej mgle obejście Mt Aleksandry – jeden zjazd i trawersujemy jej zbocza, 4800m. Teraz już prosto w górę, tylko 300m. Śnieżne zbocze i zaporęczowany mikstowy odcinek wyprowadza wprost na łatwą grań szczytową, aż do tablicy, która jest jedynym obiektywnym dowodem osiągnięcia wierzchołka. Jedynym, bo nie widać nic. Godzina 17.00, wysokość 5109m, w ciągu dnia zrobiliśmy 1100m podejścia, a o 19.00 będzie ciemno. Nie tracimy czasu.

W drodze powrotnej podczas ponownego trawersowania plateau Stanley’a fantastyczna niespodzianka – nad masywem nagle rozdziera się niebo, ukazując jak na dłoni wszystkie wspaniałe wierzchołki – Margheritę, Aleksandrę, Elenę i wiele innych, no jednym słowem całą angielską rodzinę królewską z końca XIX wieku. Unikatowy spektakl, mieliśmy szczęście. Widowisko trwa kilkanaście minut, po czym wszystko wraca do normy – śnieg, zawierucha, mgła. Zjazd nad schronem Elena robimy już po ciemku.

Jakże miłe powitanie – dwójka tragarzy wybiega z Eleny, krzyczy, cieszy się, ściskają mnie. Jakie to niesamowite, pomyślałem sobie, że ci prości ludzie tak bardzo cieszą się z naszego zdobycia góry, celu dla nich tak bardzo abstrakcyjnego. A jednak potrafią gratulować nam sukcesu.

Jakiś czas później dowiedziałem się, że tragarze w swoim dziwnym języku wcale nie gratulowali nam zdobycia szczytu, tylko tak strasznie się cieszyli, że nie będą już musieli marznąć w dziurawym, wyziębionym i przewianym schronie na wysokości 4500m.

POWRÓT

Droga w dół chociaż równie ciężka i mokra, nie mąciła już mojego spokoju. Wejście na Margheritę spowodowało, że wszelkie przeciwności przyjmowałem już z uśmiechem na twarzy, a wszędobylską wilgoć i deszcz traktowałem jako specyficzne ozdobniki tych dziwnych gór, które dane mi było oglądać zaledwie przez kilkanaście minut.

Uśmiech towarzyszył mi już do końca pobytu w Ugandzie, a nawet pogłębiał się z dnia na dzień, kiedy odkrywaliśmy uroki tego kraju – wiatr smagający twarz na motorze, gdy drogę przebiegają zebry, guźce i małpy, noclegi nad jeziorem, w którym pomrukują hipopotamy, uganianie się po buszu za hienami, antylopami i zebrami, śmieszne kameleony i wreszcie plaże nad jeziorem Wiktorii. Jeziorem, które w Europie pewnie nazywałoby się morzem.

Później Betty odlatuje już do domu, a ja spędzę jeszcze dwa dni w Kenii, w Mombasie. Na pewno będzie fajnie, portowe miasta są takie kolorowe i ciekawe...

*****************************************************************************************

EPILOG

kap, kap... taaak, spisanie ostatnich przygód to był dobry pomysł, przesunął wskazówkę zegarka o kilka godzin do przodu, i to bez ruszania się z łóżka. Tulę się do poduszki, której w domu bałbym się nawet dotknąć patykiem. Koniec pieniędzy. Zostało 1000 szylingów w kieszeni i 30 dolarów jakby co na ewentualny podatek wyjazdowy z tego bajzlu. Cóż, nie będzie kupowania pamiątek. Odliczam godziny do osiągnięcia Bram Raju. Jeszcze szesnaście, strasznie dużo, chyba nawet zegarek działa wolniej w tym ukropie. Bramy Raju do właz do samolotu. Tam będzie klimatyzacja. I piwo. Tutaj, w piekle portowego miasta nawet odpoczynek jest męczący. Sen jest krótki i przerywany, zresztą jak tu zdrowo zasnąć po całym dniu nicnierobienia ? Niczego nie pozwiedzam i nie zobaczę, jakoś przewegetuję te dwie doby. Jedne z najdłuższych w moim życiu. ...kap, kap...

Mombasa, 27.01.2008

_______________

Tekst autorstwa Sławomira Kaweckiego a Betty to Beata Michalska
 


12.

 

11.

Notatka o prusiklowaniu ............... 2006 r.

W aspekcie niedzielnego treningu z "ratownictwa szczelinowego" wynikł problem - jakich pętli używać.

Po analizie poniższych tabelek - każdy może sam wnioski wyciągnąć.

Według mnie do prusików /awaryjnych/ powinniśmy używać pętli minimum 4 mm niezależnie od materiału z jakiego są zrobione, do nożnego prusika /dla ekstremalistów/ polecałbym 3 mm kevkar/ . Przy okazji chcę zaznaczyć, że pętla nożna do Poigne powinna mieć minimum  4 mm. Chcę zaznaczyć, że to są moje poglądy i niekoniecznie są jedynym aksiomatem w tej kwestii. Jeszcze jedno - prusików w tej "dobie używany jedynie awaryjnie" - ale mimo wszystko należy to opanować.

Jerzy Ganszer

Dane są podane w jednostkach daN    Uwaga - 1 daN = 0,981 kg/

Wytrzymałość na zrywanie

Średnica mm Odpis z "prospektu" o linach /sklep z linami koło tunelu/ internet - Lanex internet
  kevlar "Czeski" dynema "Czeska?" tworzywo sztuczne /najbardziej popularne/ Beal
2       70
3 220 - 190 180
4 440 300 340 330
5 560 400 510 580
6 710 480 1000  

Uwaga - z powyższej tabelki widać "że pewne zależności" są "dość problematyczne do analizy".


10.

W następujących obiektach jaskiniowych Polskich Karpat Fliszowych stwierdzono obecność studniczka /Niphargus Tatrensis - Wrześniowski/

Jaskinia Malinowska K.Bs-03.31 /stanowisko historyczne/

Jaskinia Mokra K.Bs-02.09

Jaskinia Miecharska K.Bs-03.77

Schron nad Drogą III K.Bs-02.68

Pewne dane na ten temat można znaleźć w Bazie Danych Polskich Karpat Fliszowych na stronie internetowej SBB.

J.G.


9.

Eksploracja i inwentaryzacja jaskiń polskich Karpat Fliszowych

(wrzesień 2005 r. – sierpień 2006 r.)

Grzegorz Klassek, Tomasz Mleczek

Klub Taternictwa JaskiniowegoSpeleoklub” z Bielska-Białej (SBB)
i Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki z Dębicy (SSB) składają tradycyjny komunikat z prac eksploracyjno-inwentaryzacyjnych prowadzonych w polskich Karpatach Fliszowych przy współudziale innych klubów i osób niezrzeszonych.

Nowe materiały inwentaryzacyjne prezentowane są wZacisku”biuletynie SBB,
wJaskiniach Beskidzkich”biuletynie SSB, wJaskiniach”ogólnopolskim piśmie speleologicznym, jak również na stronach internetowych wymienionych klubów (www.speleo.bielsko.pl www.ssb.strefa.pl). Wyniki prac eksploracyjno-inwentaryzacyjnych za okres od września 2005 r. do sierpnia 2006 r. to udokumentowanie 49 nowych jaskiń
i schronisk skalnych. Nie ujęto jednak obiektów, w których prowadzona jest jeszcze eksploracja.

W rozbiciu regionalnym wyniki te przedstawiają się następująco:

Beskid Śląski

Wiosną 2006 r. opublikowano największe odkrycie w polskich Karpatach Fliszowych. Członkowie SBB tzw. Grupa z Malinki i Cz. Szura przeprowadzili podstawową eksplorację
i inwentaryzację Jaskini Miecharskiej K.Bs-03.77 (1744 m długości; 56,3 m deniwelacji).

Drugie znaczące odkrycie miało miejsce w rejonie Stołowa. Członkowie Speleoklubu Dąbrowa Górnicza wyeksplorowali Jaskinię Dującą K.Bs-04.47 (582 m długości; 18 m deniwelacji). W tym rejonie członkowie SBB Cz. Szura, B. Juroszek, M. Procner, T. Kudłacz, K. Borgieł wznowili eksplorację w Dziurze w Stołowie K.Bs-04.15 (stary problem).
W wyniku tych prac długość jaskini z 4,5 m wzrosła do 88 m, a głębokość z 4 m do 14,3 m.

W rejonie Grabowej odkryto 5 obiektów: Cz. Szura (SBB) Studnię w Grabowej K.Bs-04.53 (5 m długości, 3 m głębokości), B. Juroszek (SBB) Jaskinię w Grabowej 1 K.Bs-04.48 (5 m długości), Szczelinę w Grabowej K.Bs-04.49 (2 m długości), Jaskinię
w Grabowej 2
K.Bs-04.50 (2,5 m długości), Jaskinię w Grabowej 3 K.Bs-04.51 (5 m długości), Jaskinię w Grabowej 4 K.Bs-04.52 (4 m długości).

W rejonie Malinowa zlokalizowano nowy obiektB. Juroszek (SBB) – Studnię
w Malinowie II
K.Bs-03.76 (51 m długości, 8,1 m głębokości), a Jaskinia w Malinowie VI zwiększyła długość do 24,5 m.

Zwiększyła się również długość Jaskini Srebrnej K.Bs-03.39 do 32,5 m eksplorowanej przez K. Wrzeszcz i J. Ganszera (SBB).

Ponadto zinwentaryzowano: Cz. Szura (SBB) – Schron na Olzą I K.Bs-01.05 (5 m długości), Schron nad Olzą II K.Bs-01.06 (3 m długości); T. Jonderko, J. Ganszer (SBB) – Okap na Kotarzu K.Bs-04.54 (2 m długości), Schron pod Płytą na Kotarzu K.Bs-04.55
(4 m długości); J. Ganszer, A Kucharczyk (SBB) – Dolną Kaskadę Rodła K.Bs-02.90 (4,5 m długości).

Beskid Mały

Długość Schroniska w Międzybrodziu K.Bm-01.09 uległa zmniejszeniu do 4,5 m (R. Głowacki).

Pogórze Śląskie

Schronisko w Marklowicach K.Ps-01.01S (obiekt konsekwencyjny) w wyniku odgruzowywania (osoby i okoliczności nieznane) długość obiektu zwiększyła się z 4,5 m do 7,5 mewentualne zasoby archeologiczne mogły ulec zniszczeniu.

Beskid Niski

Głównym celem prac eksploracyjnych prowadzonych przez członków SSB na tym terenie, jest położona w osuwisku w Lipowicy Lodowa Szczelina. Ma ona obecnie ponad
200 m długości, również w wyniku przyłączenia doń Jaskini Zmarzłej (L-36). Również
w Jaskini Drwali-Słowiańskiej poznano nowe partie, a to głównie w wyniku działalności
W. J. Gubały (SSB). Długość tego największego obiektu Beskidu Niskiego wzrosła do 599 m. W.J. Gubała splanował ponadto Schronisko Miodowe (4 m długości), Dziurę przy Drodze (2 m długości) oraz wydłużył do 23 m Jaskinię Ukrytą (L-5). Odkryta została też Studnia Zgody (12 m długości, 4,1 m głębokości).

Na sąsiedniej Cergowej W. J. Gubała zinwentaryzował 8 nowych obiektów, wśród których największym z nich jest Jaskinia Księżycowa (8,5 m długości). Ten sam splanował nowe partie w Jaskini gdzie Spadł Samolot (ma obecnie 32 m długości i 5,4 m głębokości).

W innych częściach Beskidu Niskiego W. J. Gubała splanował: (w rejonie Bodaków) Schronisko w Ostrej Górze III (2,2 m długości), Holską Dziurę (5 m długości), Schronisko Wodne II (4 m długości) oraz (w masywie Kornut) Schronisko Serowe (5 m długości).

W pobliżu Krempnej T. Mleczek i B. Szatkowski splanowali też Beretową Kolebę
(4 m długości).

Pogórze Rożnowskie

W. J. Gubała podczas jednej z wycieczek 9. Międzynarodowego Sympozjum Pseudokrasowego w Bartkowej wyeksplorował Schronisko Sympozjalne (2,5 m długości).

Pogórze Ciężkowickie

W tym rejonie zinwentaryzowano szereg niewielkich obiektów wśród skałek
w pobliżu Ciężkowic. Najpierw T. Mleczek i B. Szatkowski (SSB) splanowali Grotę Czyżyka (4 m długości) i Suchą Dziurę (2 m długości), a następnie W. J. Gubała: Schronisko za Grunwaldem I i II (po 2,5 długości), Schronisko w Warowni Dolnej (3 m długości), Niszę nad Wodospadem Czarownic (5 m długości), Schronisko Czarownic
(4,5 m długości), Studnię Czarownic (3,5 m długości) oraz Okap nad Wodospadem Czarownic (2,5 długości).

Pogórze Strzyżowskie

W. J. Gubała i T. Mleczek (SSB) w Krajowicach koło Jasła zinwentaryzowali dwie jaskinie: Mokrą Izdebkę I (10 m długości) i Mokrą Izdebkę II (9 m długości). Położone są one w obrębie wychodni piaskowca rozciętej erozją przez bezimienny potok.

T. Mleczek, R. Solak, B. Szatkowski i T. Kałuża splanowali ponadto: Schron Piec
w Głobikowej
(2 m długości), Schronisko w Kamieniołomie w Stępinie (3 m długości), Szczelinę w Harkowej Skale (4,5 m długości) oraz Dusiową Jamę (9 m długości). Dwa ostatnie obiekty znajdują się w grupie skałek w przysiółku Piaski koło Gogołowa.

W kamieniołomie w Cieszynie T. Mleczek i B. Szatkowski zinwentaryzowali Pańską Jamę (5 m długości).

Góry Sanocko-Turczańskie

Ekipa SSB zinwentaryzowała Szczelinę w Kamieniołomie w Bóbrce (4 m długości,
3 m głębokości).

Według stanu na 31 sierpnia 2006 r. w polskich Karpatach Fliszowych istnieje 890 zinwentaryzowanych jaskiń i schronisk skalnych o łącznej długości 16.015,7 m (Tab. 1); 26 jaskiń osiąga długość ponad 100 m (Tab. 2); 18 jaskiń ma deniwelację równą lub większą od 15 m (Tab. 3).

Tab. 1. Rozmieszczenie i wielkość jaskiń polskich Karpat Fliszowych

Region

Ilość jaskiń i schronisk skalnych

Łączna długość

(m)

Beskid Śląski

220

6483,5

Kotlina Żywiecka

2

25,5

Beskid Żywiecki

43

839,9

Beskid Mały

49

867,8

Beskid Makowski

21

401,5

Beskid Wyspowy

64

1047,0

Gorce

36

331,5

Beskid Sądecki

79

1333,3

Beskid Niski

201

2965,2

Bieszczady

14

184,0

Góry Sanocko-Turczańskie

7

41,0

Pogórze Śląskie

2

11,0

Pogórze Wielickie

14*

93,0

Pogórze Wiśnickie

7

42,0

Pogórze Rożnowskie

66

956,0

Pogórze Ciężkowickie

31

182,5

Pogórze Strzyżowskie

11

55,0

Pogórze Dynowskie

23**

156,0

Razem

890

16015,7

* uwzględniono 3 próżnie pseudokrasowe w Kopalni Soli w Wieliczce

** poza tym udokumentowano tu 29 obiektów konsekwencyjnych

Tab. 2. Najduższe jaskinie polskich Karpat Fliszowych

L.p.

Nazwa jaskini

Region

Długość (m)

1.

Jaskinia Miecharska Beskid Śląski

1744,0

2.

Jaskinia w Trzech Kopcach Beskid Śląski

1244,0

3.

Jaskinia Drwali-Słowiańska Beskid Niski

599,0

4.

Jaskinia Dująca Beskid Śląski

582

5.

Jaskinia Głęboka w Stołowie Beskid Śląski

554,0

6.

Jaskinia Zbójecka w Łopieniu Beskid Wyspowy

433,0

7.

Jaskinia Oblica Beskid Żywiecki

416,0

8.

Diabla Dziura w Bukowcu Pogórze Rożnowskie

365,0

9.

Jaskinia Niedźwiedzia Beskid Sądecki

340,0

10.

Mysiorowa Jama w Zagórzu Beskid Makowski

282,5

11.

Jaskinia Malinowska Beskid Śląski

230,5

12.

Lodowa Szczelina Beskid Niski

ok.. 200

13.

Jaskinia Mroczna Beskid Niski

198,0

14.

Gangusiowa Jama Beskid Niski

190,0

15.

Jaskinia Dziurawa Beskid Mały

160,0

16.

Jaskinia Złotniańska Beskid Sądecki

155,0

17.

Czarci ł Beskid Wyspowy

140,0

18.

Jaskinia Roztoczańska Beskid Sądecki

140,0

19.

Jaskinia w Straconce Beskid Mały

135,0

20.

Jaskinia Chłodna Beskid Śląski

125,0

21.

Jaskinia Czarne Działy III Beskid Mały

115,0

22.

Jaskinia Salmopolska Beskid Śląski

115,0

23.

Jaskinia Szkieletowa Pogórze Rożnowskie

110,0

24.

Szczelina Lipowicka Beskid Niski

105,0

25.

Złotopieńska Dziura Beskid Wyspowy

105,0

26.

Jaskinia w Sopotni Wielkiej Beskid Żywiecki

101,0

 

Tab. 3. Najgłębsze jaskinie polskich Karpat Fliszowych

L.p.

Nazwa jaskini

Region

Deniwelacja (m)

1. Jaskinia Miecharska Beskid Śląski

56,3

2. Diabla Dziura w Bukowcu Pogórze Rożnowskie

-42,5

3. Jaskinia w Trzech Kopcach Beskid Śląski

32,6

4. Jaskinia Niedźwiedzia Beskid Sądecki

-28,0

5. Jaskinia Głęboka w Stołowie Beskid Śląski

-25,0

6. Jaskinia Drwali-Słowiańska Beskid Niski

-23,8

7. Jaskinia Oblica Beskid Żywiecki

-21,1

8. Jaskinia Malinowska Beskid Śląski

-19,5

9. Jaskinia Szkieletowa Pogórze Rożnowskie

19,0

10. Jaskinia Zbójecka w Łopieniu Beskid Wyspowy

-19,0

11. Jaskinia Dująca Beskid Śląski

18,0

12. Jaskinia Dolna w Nasicznem Bieszczady

-17,0

13. Jaskinia w Straconce Beskid Mały

-16,9

14. Jaskinia Chłodna Beskid Śląski

-16,5

15. Jaskinia Mroczna Beskid Niski

-15,5

16. Feleczyńska Studnia Beskid Sądecki

-15,0

17. Jaskinia gdzie Wpadł Grotołaz Beskid Niski

-15,0

18. Dydiowska Jama Bieszczady

-15,0

 


8.

Jaskiniowa Baza Danych Polskich Karpat Fliszowych

Na stronie www Speleoklubu Bielsko-Biała od kilku lat funkcjonuje duża /kilkaset pozycji/ jaskiniowa baza danych. Jest to jedyna w Polsce tego typu ogólno-dostępna baza. Generalnie jest ona uszeregowana w formie tabeli: nazwa jaskini, kod obiektu, długość, deniwelacja, głębokość, przewyższenie i literatura - źródła.

Zestawienie jest uszeregowane /obszarami/ regionami  /Beskid Śląski, Beskid Żywiecki itp. - patrz Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych tom 2 1997 - wkładka/. W ramach regionów obiekty jaskiniowe uszeregowane są według kodów narastająco.

W kolumnie "źródła-literatura" umieszczono pozycje zaistniałe po ukazaniu się Inwentarzy Jaskiń Polskich Karpat Fliszowych tom I,II,III / w latach 1997-98 / wydanych przez Polskie Towarzystwo Przyjaciół o Ziemi. Są tam podane też daty sprawozdań członków SBB - jeżeli ktoś jest zainteresowany daną pozycją może wejść do sprawozdań /również na naszej stronie www/ i uzyska więcej danych. W kolumnie tej można zauważyć też dokumenty internetowe  o odpowiednim symbolu /generalnie jest to data planowania, lub eksploracji/, jeżeli ktoś chce się zapoznać z tą pozycją to może wejść do dokumentów jaskiniowych na naszej stronie i tam zobaczy inne dane - opis, plan. Ta ostatnia pozycja jest zastępczą formą publikacji planu i opisu, głównie z tego względu, że większość "poczytnych" czasopism jaskiniowych nie chce umieszczać na swoich łamach małych obiektów tego typu.

Przy symbolach czasami pokazują się znaki: "X" - oznacza, że dany obiekt jaskiniowy został skreślony z listy /mógł się połączyć z innym przyjmując jego nazwę, lub jest to "fikcja literacka" , "N" - oznacza generalnie zawalenie całości lub tylko otworu uniemożliwiającego wejście do obiektu /w przypadku odkopania literka "N" znika/, "S" - oznacza obiekt sztuczny. Litera "K" przy symbolu oznacza słowo - Karpaty

Nastąpiły zmiany w rozmieszczeniu obszarów występowania jaskiń /patrz wkładka tom II/

W opisywanej bazie są nanoszone współrzędne GPS - ale mając na uwadze ochronę jaskiń nie podaje się tego do publicznej wiadomości.

Baza jest średnio uaktualniana minimum raz na dwa tygodnie.

Na zakończenie można podać jako ciekawostkę, że na stronie www SBB można znaleźć spis zdobywców Jaskini w Trzech Kopcach /tych, którzy się wpisali do zeszytu pozostawionego w końcowych partiach. Średnio raz w roku /po wyniesieniu zeszytu/ są uaktualniane dane - większość to turyści - jak na razie nie zauważono wzrostu zanieczyszczenia tego obiektu "chęcią zaistnienia w tym spisie".

Jerzy Ganszer

Speleoklub Bielsko-Biała  2006 r.

 


7.

Speleoklub Bielsko-Biała rok 2006 -  statystyki, wydarzenia, osiągnięcia

Jest to luźne podsumowanie ciekawych wydarzeń, opracowane na podstawie danych ze strony internetowej SBB.

Gdyby ktoś uznał, że pewne inne fakty są godne wyróżnienia - to może to uczynić w luźnej formie i zostanie to dopisane poniżej.

----------------------------------------

Rekord głębokości mają Marcin Procner i Bartłomiej Juroszek w Jaskini Wielka Śnieżna - 785 m.

Najwyższy szczyt w historii naszego klubu - Cho Oyu 8201 m - zdobył Krzysztof Apanasewicz.

Grzegorz Michałek zdobył szczyt Island Peak 6183 w Himalajach

W Alpach po przejściu Żebra Hastlera ekipa: Wacław Michalski, Beata Michalska, Dominika Michalska, Jerzy Ganszer, Anna Smoter /do grani/ zdobyła Aletschorn 4195 m.

Krzysztof Apanasewicz zjechał na nartach z Mont Blanc.

Granacką Przełęcz na nartach /od południa/ zdobyli Zofia Chruściel i Jerzy Ganszer

Koronę Bańdziocha w akcji kilkudniowej zdobyli Bartłomiej Juroszek i Jakub Pysz. W tej chwili mamy już trzy osoby, które zdobyły Koronę.

Ekipa Czesław Szury odkryła wiele ciągów korytarzy w Jaskini Wielkiej Litworowej.

Ekipa Lubomira Zawieruchy ma pewne osiągnięcia eksploracyjne w Suchym Wywierzysku w Sudetach .

Odbyła się wyprawa narciarska na Popa Iwana 2022 na Ukrainie - kierownik Michał Smoter.

Godny odnotowania jest fakt, iż nasz kolega klubowy Bartłomiej Juroszek pod ziemią spędził 33 dni!!

W Beskidach działano w wielu mniejszych obiektach. Główne osiągnięcia to wyeksplorowanie Dziury w Stołowie K.Bs-04.15 dł. - 88 m /Szura, Juroszek, Procner, Kudłacz, K.Borgieł/, oraz "upublicznienie Jaskini Miecharskiej K.Bs-03.77 przez C.Szurę. 

Odkrycie najwyższego stanowiska w Polsce - podkowca małego w Jaskini nad Grzebieniem K.Bs-03.41

W tym roku mieliśmy 6 absolwentów taternictwa jaskiniowego

Nowe dzieci naszej społeczności to Daniel Kruczalak i Antoni Grzegrzułka

Odbył się coroczny Maraton Jaskiniowy, Biwak Zimowy i wyjazd dla Weteranów.

Były zagraniczne wyjazdy kanioningowe w tym jeden do wodospadu w Sopotni Wielkiej

Odbyła się wyprawa do Rêseau de la Pierre Saint Martin - w czasie 18 godzin ekipa 9-osobowa z górnego otworu Gouffre du Beffroi (SC3) dotarła do sali Verna na gł. - 1054 m. wychodząc tunelem. Organizatorem wyjazdu był C.Szura.

Jan Adamus - najstarszy członek naszego klubu - na rowerze dojechał do Rzymu i samodzielnie powrócił.

Odbyła się dość uciążliwa akcja jaskiniowa z Lodowej Litworowej do Nowego Dna Ptasiej przez Studnię z Rękawiczką. Niewątpliwie była to pierwsza akcja klubowa na tej trasie.

Marek Bogacki zdobył Mont Blanc z członkami Speleoklubu Olkusz.

Wiele zespołów wspinało się w Tatrach Wysokich, często była odwiedzana Zamarła Turnia.

W nurtach Wisły zginął nasz kolega Dominik Laszczak. 

----------------

Powyższe zestawienie nie jest ułożone chronologicznie, wiele faktów nie zostało odnotowanych. O wszystkim można poczytać na naszej stronie www. To jest jedynie próba zaznaczenia pewnych ważnych wydarzeń w Naszym Klubie. Jedno jest pewne - nasza działalność jest nieprawdopodobnie bogata i bardzo różnorodna Jeżeli forma się przyjmie to podobne zestawienia możemy robić w następnych latach. 

Zachęcam do przysyłania danych uzupełniających, które zostaną umieszczone poniżej.

Powyższy tekst będzie w "komunikatach" w Dziale Ganszera. Jeżeli Redakcja Zacisku uzna za stosowne to może to opublikować.

Zważywszy, że jak zwykle spodziewam się "intelektualnych ataków" na następny mój pomysł, to od razu wszystkich przepraszam, że nie zostali w powyższym zestawieniu ujęci, lub odpowiednio "uwypukleni".

----------------------------

Na zakończenie można dodać, że w roku 2007  w odpowiednim zestawieniu na naszej stronie www obok głębokich jaskiń, szczytów pow. 2500 m jest prowadzone zestawienie "wielkich" trawersów jaskiniowych, wspinaczek górskich, narciarskich przewyższeń pow. 1000 m i pokonanych kanionów.

Jerzy Ganszer


6.

Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych - stan na 2005.09.23

W tej chwili oficjalnie jest zarejestrowanych 844 obiekty o łącznej długości 13154,50 m. Od momentu ukazania się inwentarzy Jaskiń Beskidzkich /lata 1997-1998/ 18 obiektów uległo zawaleniu o łącznej długości 102.50 m. W liczbie tej nie podano ciągów jaskiniowych uległych zawaleniu w jaskiniach nadal istniejących.

W Bazie Danych jest zarejestrowanych 23 obiekty sztuczne /niejednokrotnie przypominające jaskinie/ o łącznej długości 350 m.

Mało znaną, a "najwyższą" naszą beskidzką jaskinią jest Jaskinia Wysoka K.Pr-01.16 o dł. 17 m. i przewyższeniu 8 m.

Jest zarejestrowanych 8 obiektów /naturalnych/o dł. 1,5m - mimo małych rozmiarów, niejednokrotnie są godne uwagi!

Obiektów od 1.7 m do 2,0 m mamy 69 /naturalnych/.

Najwyżej położonym obiektem w naszych Karpatach Fliszowych to - Diabla Koleba /w kopule szczytowej Babiej Góry/

Najwyżej położone stanowisko nietoperza to - Zbójnicka Grota w Babiej Górze K.Bż-04.01

Najwyżej położone stanowisko Podkowca Małego to - Jaskinia w  Jaworzynie K.Bs-03.03

Najwyżej położone stanowisko Studniczka to - Jaskinia Malinowska K.Bs-03.31 /stanowisko historyczne/

A teraz podajemy ciekawostki - niekoniecznie związane z powagą artykułu:

22 dwa obiekty rozpoczynają swoją nazwę od słowa "Dziura"

17 obiekty to "Jamy"

Jaskiń Lisich mamy dwie istnieje jeszcze Jaskinia Lisia Jama, oprócz tego są trzy Lisie Jamy i dwie Lisie Nory

Jaskiń lodowych w aspekcie nazwy są trzy.

Jaskiń Pajęczych mamy dwie, są jaskinie święte - Jana, Justyna, Szczepana, Świerada /pieczara/.

W Beskidzie Śląskim i Małym są obiekty o nazwie - Nora Klasska, Schron Gdzie Ganszera nie Było, Schron Pukowskiego, Schronisko Pukusia. Obiekty te są na tyle małe, że nikt nie powinien mieć większych uwag do "nazewnictwa".

Mamy 19 okapów, 2 Schrony pod Głazem i 3 Schroniska pod Głazem, 17 nazw rozpoczyna się od słowa "Studnia" podobnie 44 rozpoczynają się od słowa "Szczelina".

Występują "Szpary" - 3 obiekty, "Śmietniki" - 4. Pięć obiektów rozpoczyna się od słowa "Zbójecka"

Nazwy oryginalne: Jaskinia Siekiera, Spalona, tam Gdzie Wpadł Czołg, Lepka Studnia, Nora Cyklistów, Schronisko pod Amantem, Schronisko Trumna, Schronisko z Wnykami, Szpara w Kobylej, Świńskie Okno,

Niewątpliwie ciekawostek tego typu można przytoczyć więcej !

Jerzy Ganszer


5.

Artykuł do Zacisku - autor J.Ganszer /wersja  2006.04.16/

Podkowiec mały - najwyższe stanowiska jaskiniowe występowania tego ssaka w Polsce

Jaskinia Kod Wysokość n.p.m. Pomiar wysokości Pierwsi odkrywcy - uwagi Źródło
Jaskinia nad Grzebieniem     K.Bs-03.41 1090 J.Ganszer J. Ganszer - 2006.04.13 /wysokość otworu należy zweryfikować/ Sprawozdanie SBB 2006.04.13
Jaskinia w Jaworzynie    K.Bs-03.03 1073 J.Pukowski J.Ganszer, Z.Grebl - 2002.11.03 Sprawozdanie SBB 2002.11.03
Jaskinia Świętego Szczepana K.Bsd-02.23 1020 E.Borek Prawdopodobnie E.Borek - 1992.12.26 Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych tom 2 /Pulina/ 1997
Wietrzna Dziura K.Bsd-01.05  1005 E.Borek Prawdopodobnie E.Borek - 1989.10.28 Jaskinie Polskich Karpat Fliszowych tom 2 /Pulina/ 1997
Jaskinia Dująca K.Bs-04.47 999 W.Porębski M. Pawełczyk - 2005.11.12 Wiadomość "prywatna" od odkrywcy
Jaskinia w Stołowie K.Bs-04.13 981 P.Beczała R. Mysłajek - 1998.03.14 R.Mysłajek - Jaskinie Beskidzkie 1/1999
Jaskinia Głęboka w Stołowie K.Bs-04.34 979 J.Ganszer 2006.02.25 J. Drąg potwierdza obecność dwóch podkowców, natomiast E. Pocha i R. Muzyczka zaprzeczają Sprawozdanie SBB 2006.02.25
Jaskinia w Trzech Kopcach  K.Bs-04.10 972 P.Beczała Podkowce małe występowały tam od "zawsze"  

Wyższych stanowisk można się spodziewać w kopule szczytowej Klimczoka, w Jaskini Przed Rozdrożem w Beskidzie Żywieckim, w masywie Babiej Góry i może kiedyś w Tatrach.


4.

Uwagi i zalecenia dla kierownika wyjazdu jaskiniowego w Tatry Polski organizowanego przez Speleoklub Bielsko-Biała

 /założenie - wyjazd jest legalny/

Poniższy schemat należy traktować jako pewną ramę pomocną w sposób czynny i psychologiczny nad postępowaniem przed i po wyjazdowym - temat ten nie porusza szerokiej kwestii samej akcji jaskiniowej.

Temat dla różnych klubów o innych przesłankach historyczno-kulturowych, może się wydać dość przesadzony lub wręcz anachroniczny. Lecz w naszym środowisku jak dotąd od wielu lat się sprawdza /choć część osób-kierowników nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę/.

Należy zdać sobie sprawę, że kierownik ponosi oficjalną odpowiedzialność za przebieg akcji - z tego względu musi czasami wydawać polecenia mogące wydawać się dość "kontrowersyjne" dla niektórych.

Po udanej akcji ma miły obowiązek przyjmowania "większości hołdów"

Ostatnim obowiązkiem kierownika jest dopilnowanie złożenia sprawozdania. 

Na zakończenie "tego poważnego wywodu" można dodać, że przy zgranym zespole i dobrej "klasie" kierownika - ingerencja tego ostatniego jest symboliczna, lub wręcz niezauważalna.

Powyższa treść niewątpliwie nie wyczerpuje tematu, lecz mam nadzieje że przyda się innym potencjalnym kierownikom, a szeregowi uczestnicy wyjazdu zdadzą sobie sprawę z istoty sprawy.

Jerzy Ganszer


3.
Przełęcz Mylna z nartami

 Autorzy Jerzy Ganszer i Anna Smoter

 24 kwietnia 2005 r. ekipa w składzie Anna Smoter i Jerzy Ganszer wybrała się na ekstremalną wycieczkę narciarską na Mylną Przełęcz przez Płytę Lerskiego. Założeniem było, aby zrobić eskapadę wspinaczkowo - narciarską taką trochę bardziej wymagającą niż "normalne" zawody w ski-alpiniźmie. Zabraliśmy sprzęt wspinaczkowy i narciarski. W drodze pod ścianę obserwowaliśmy wspomniane zawody, a nawet w jednym miejscu sędziowie wzięli nas za uczestników. Ze względu na spore zagrożenie lawinowe, pod naszą płytę dotarliśmy od "100" dość solidnie asekurując się - była tam duża szczelina "brzeżna" między ścianą a zalegającym śniegiem. Mieliśmy pewne problemy, aby nie spaść do szczeliny lub aby nie wyjechać w dół ze śniegiem na dodatek jeszcze obijaliśmy o skały nasze narty, które już od dłuższego czasu mieliśmy na plecach. Pokonanie Płyty Lerskiego /letnia II/ nie nastręczało żadnych problemów, było tam mało śniegu i lodu, natomiast problem zaczął się u góry, gdzie jak wszyscy wiedzą są trawki i jest dosyć połogo - w tym czasie zalegało tam sporo śniegu i istniała pewna obawa, że pod wpływem naszego ciężaru wszystko poleci w dół. Na trawersie do Mylnej Przełęczy bardzo solidnie asekurowaliśmy się i zajęło nam to sporo czasu. Podczas pokonywania naszej drogi pogoda zmieniła się z ciepłej i słonecznej na mroźną i wietrzną, powstała nieprzyjemna skorupa lodu na mokrym śniegu. Z samej Mylnej przełęczy nie zjeżdżaliśmy /było tam "nierówno"/ lecz założyliśmy narty kilkadziesiąt metrów niżej. Zjazd był dosyć męczący zważywszy na nasze zmęczenie, zalodzony śnieg i dość spore obciążenie sprzętem wspinaczkowym. Podczas zjazdu pięknymi terenami nieustannie nastrój mącił ratrak kursujący na stokach Kasprowego Wierchu ! Do Kuźnic dotarliśmy dość późno, ale w wyśmienitych nastrojach. Po drodze w ciemnościach niedźwiedzia nie spotkaliśmy, ale słyszeliśmy "podejrzane dźwięki", spotkaliśmy za to samotną turystkę która podchodziła do Gąsienicowej. Na podkreślenie zasługuje godna postawa Ani, która zgodziła się uczestniczyć w tej "ekstremalnej" wspinaczce .... oraz bardzo koleżeńska postawa Jurka, który na pewnym odcinku zwoził mi narty... Niewątpliwie przed kolejnym takim szaleństwem dobrze będziemy się zastanawiać czy na pewno nam się chce...


2.

Góra Trzy Kopce

Jedna z najdłuższych jaskiń Polskich Karpat Fliszowych znajduje się w górze o nazwie Trzy Kopce /Beskid Śląski/. Na szczycie dalej są trzy kopce - choć zarośnięte i słabo widoczne - jest to miejsce, w którym od kilkuset lat zbiegają się trzy granice. Kiedyś była tu nawet granica państwowa między Polską /Koroną/ - Państwo Łodygowickie a Komorą Bielską - Lasy Dóbr Księcia Sułkowskiego /na północy/ - formalnie należących do Czech a potem do Austrii, na południowym - wschodzie rozciągała się Komora Cieszyńska /formalnie należąca również do Czech a potem do Austrii. W tej chwili na szczycie zbiegają się granice między Szczyrkiem, Brenną i Wapienicą /formalnie Bielskiem/

J.G.


1.

Artykuł do Zacisku na 36-lecie Speleoklubu Bielsko-Biała

Jerzy Ganszer

Zeszyt Kasowy rok 1969

W archiwum klubowym znaleziono zeszyt z opłatami klubowymi w pierwszym roku działalności naszego klubu. Jest tam 30 osób, "odpowiednio scharakteryzowanych" przez autora i Grzegorza Klasska.

  1. Jan Adamus - działa do dzisiaj, jest najstarszym członkiem klubu, jest żywym łącznikiem z poprzednim Speleoklubem działającym pod wodzą Jana Hoffmanna

  2. Piotr Holek - umarł na ciężką chorobę, był lubiany przez wszystkich, jego syn o tym samym imieniu przez pewien czas działał w klubie

  3. Grzegorz Klassek - pierwszy historyczny prezes obecnego Speleoklubu, działa dalej głównie w Beskidach

  4. Zbigniew Ładygin - splanował kiedyś Jaskinię w Trzech Kopcach, mieszka obecnie w Zakopanym i czasami "działa literacko"

  5. Szymon Marszałek - lubiał się wspinać

  6. Wojciech Kotliński - szkolny Kolega Klasska

  7. Ryszard Dąbek - szkolny kolega Klasska, jego syn Bartosz działa obecnie w klubie

  8. Danuta Niesyt - była skarbnikiem

  9. Piekarski Przemysław - potem działał w Krakowie

  10. Zbigniew Nowosielecki - działał w GOPRze

  11. Jan Choiński - został wpisany do grona Weteranów

  12. Mieczysław Szczepanik

  13. Stanisław Kubica

  14. Marian Żurek

  15. Roman Świerz

  16. Bolesław Ferfecki - poważna osoba

  17. Stefan Hanula - "mistrz w swojej klasie", "uczył Klasska"

  18. Jerzy Kluka - klubowicze nazywali go "Syrenką", wyjechał do Austrii

  19. Jan Łaciak - honorowy członek klubu, mieszka w Szczyrku, był wytrawnym sportowcem /pierwsze klubowe dotarcie na dno Polski/

  20. Antoni Górny - uczył Ganszera taternictwa jaskiniowego, nie żyje

  21. W. Mikuszewski

  22. Eugeniusz Siedławski

  23. Edward Drabek

  24. Stanisław Czupryna

  25. Józef Gembalczyk

  26. Roman Bonech ?

  27. Antoni Dembowski - syn aktora z Bielska

  28. Piotr Jakubiec

  29. Marian Zalewski

  30. Teresa Jagosz